fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Ekstraklasa piłkarska: Budowa i rozsypka

Paulus Arajuuri (w środku) i jego koledzy na finiszu sezonu znaleźli się w zaskakująco dobrej sytuacji
Fotorzepa/Piotr Nowak
Lech jest liderem dzięki słabości Legii, która miała rządzić ligą, bo pieniędzy ma najwięcej.

– Pozycja Lecha w głównej mierze wynika z tego, że Legia gra źle – bez chwili wahania mówi były bramkarz obu tych klubów Piotr Mowlik. – Warszawianie sami sobie są winni, gdyby Legia była w formie z jesieni, nie mówilibyśmy dziś o Lechu w kontekście mistrzostwa Polski.

Kolejorz jest liderem i po zwycięstwie w Warszawie w ostatniej kolejce ma dwa punkty przewagi nad broniącą tytułu Legią. Kilka dni wcześniej zawodnicy Macieja Skorży dali sobie jednak wyjąć z rąk Puchar Polski. W pierwszej połowie finału byli zespołem zdecydowanie lepszym od Legii, ale jednak przegrali i musieli przyglądać się fecie rywali.

Dobra wiosna z poważnymi widokami na tytuł w dużym stopniu rekompensuje kibicom z Poznania jesienny wstyd. Prowadzony wówczas jeszcze przez Mariusza Rumaka zespół odpadł z eliminacji Ligi Europejskiej, przegrywając z półamatorskim klubikiem z Islandii – Stjarnan. W ogóle Lech upodobał sobie wpadki z amatorami – w półfinale PP przegrał w Stargardzie Szczecińskim 1:3 z II-ligowymi Błękitnymi, ale w rewanżu udało mu się straty odrobić.

To jednak Skorża i jego piłkarze mają na sześć kolejek przed końcem sezonu wszystkie atuty po swojej stronie. Cztery mecze u siebie na stadionie przy Bułgarskiej – w tym ze Śląskiem i Jagiellonią – no i wspomniane, kluczowe, dwa punkty przewagi.

– Nie wierzę, że Lech wygra wszystkie mecze do końca sezonu. Na pewno zgubi po drodze punkty – mówi były reprezentant Polski Tomasz Łapiński, po czym jednak dodaje: – Ale nie wierzę też, że komplet punktów zdobędzie Legia. Układ pierwszej trójki będzie się jeszcze zmieniał.

Legia miała już nad Lechem dziewięć punktów przewagi, ale wiosną cały ten dorobek roztrwoniła. – Nie sprowadzałbym zjazdu formy Legii do prostego faktu odejścia Miroslava Radovicia. To byłoby zbyt duże uproszczenie – stwierdza Łapiński i wystarczy rzut oka na statystyki, by stwierdzić, że ma rację. Radović w lidze zagrał tylko w dziesięciu spotkaniach (słynne rotacje Henninga Berga), w tym przeciwko Wiśle trzy minuty, a z Jagiellonią 45 minut. – Legia straciła wiosną impet z jesieni. W poprzedniej rundzie była to świetnie zorganizowana drużyna, momentami wręcz cyniczna, niegrająca pięknej piłki, raczej nastawiona na obronę i kontry. Teraz legioniści przede wszystkim źle biegają, źle wyglądają pod względem fizycznym. Porównując Legię z jesieni z tą z wiosny, widać regres na każdym polu. Trener Berg musi głęboko sięgnąć do swoich notatek i wykonać wielką analizę – twierdzi Łapiński.

Siła Lecha wynika z dobrej współpracy między poszczególnymi formacjami, co jest zasługą trenera Skorży. – Lechowi brakuje jeszcze stabilizacji formy, zbyt często powtarza się schemat, że u niektórych zawodników po rozegraniu jednego dobrego meczu kolejny jest tak kiepski, że aż żal patrzeć. Ale kryzysy dotyczą jednostek, nie całego zespołu lub całych formacji. A kryzys jednostki łatwiej ukryć. Jako drużyna Lech spisuje się z pewnością lepiej od Legii – tłumaczy Łapiński.

Trudno nie zauważyć renesansu formy Łukasza Trałki. Nigdy nie był on zawodnikiem kreatywnym, raczej solidnym wyrobnikiem, nastawionym na przeszkadzanie, a dziś jest głównym maszynistą Kolejorza. Wraz z przyjściem Skorży zaczął częściej uczestniczyć w konstruowaniu akcji, a w destrukcji bywa bezbłędny (jak chociażby w pierwszej połowie finału Pucharu Polski).

– To najważniejszy zawodnik w zespole – twierdzi Mowlik. – W Lechu oprócz typowego napastnika wciąż brakuje rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia, takiego jak kiedyś Rafał Murawski. Ale w dużej mierze to właśnie Trałka sprawił, że wiosną Lech ma bardzo silną drugą linię.

Przed poznaniakami teraz dwa kluczowe spotkania. Oba u siebie – najpierw w niedzielę z Jagiellonią, następnie w środę ze Śląskiem. W tym czasie Legię czeka trudny wyjazd do Wrocławia. – Jeśli Lech wygra oba mecze, powiem, że na 95 procent jest mistrzem. Na razie ma zbyt małą przewagę nad Legią, nie wierzę, że ani razu się nie potknie. Ważne, by nie powinęła mu się noga w dwóch najbliższych meczach u siebie – twierdzi Mowlik.

– Zespół Skorży pechowo przegrał Puchar Polski, a tydzień temu w Warszawie zasłużenie zwyciężył. Widać, że trener trafił z formą na kluczowy moment, czego o Legii powiedzieć nie można – analizuje Łapiński.

Jeden kandydat na mistrza w budowie, drugi w rozsypce, a trzecia w tabeli Jagiellonia (cztery punkty straty do Lecha) tylko się przygląda. Czy z tego mogą być emocje na finiszu? Dowiemy się 7 czerwca, a może wcześniej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA