fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Ks. prof. Longchamps de Bérier: Własność nienaruszalna i święta

www.sxc.hu

Rok temu w rozmowie trzech prawników z Polski, Państwa Środka i Wietnamu ten ostatni z zapałem tłumaczył znaczenie własności małych poletek ziemi w południowej części kraju dla gospodarstw domowych. Wykształcony w Stanach Zjednoczonych chiński prawnik przerwał z nieukrywanym oburzeniem: „Jeśli macie własność ziemi, to nie jest to żaden komunizm!". W zeszłym tygodniu podczas wykładu na Uniwersytecie Jagiellońskim dla studentów z Chin pojawiła się kwestia ograniczeń prawa własności. Zagadnienie delikatne, bo w Republice Ludowej podmiotem własności nieruchomości jest państwo. Okazało się jednak, że studenci prawa są głęboko przekonani, iż jeśli ktoś już stał się właścicielem, może ze swoim robić wszystko. Czyżby świętość własności należała do pojęć podstawowych, była objawem świeżości i naturalnego jej postrzegania?

Kto śledzi towarzyszące przemianom prawa przekonania społeczne, zauważy popadanie ze skrajności w skrajność. Skupienie ziemi w rękach wąskiej grupy stanowiło ważne podłoże rewolucji francuskiej. Po jej wybuchu pewne prawa ogłoszono jako nienaruszalne i święte – w szczególności własność. Rémi Brague w książce „Prawo Boga" wyjaśnia to filozoficznie: „Można uznać za kontrowersyjny fakt, że odwołanie się do pojęcia sacrum służyło w istocie do zagwarantowania praw nabywców dóbr »narodowych«, czyli pochodzących z grabieży dóbr kościelnych. W ten sposób sakralizacja służy do uzasadnienia sekularyzacji i – jeśli można się tak wyrazić – do uświęcenia desakralizacji. Analogiczny zabieg można odnaleźć we współczesnej ideologii praw człowieka: odwołuje się ona do uświęcającej retoryki, tym bardziej że unika myślenia o tym, czemu człowiek zawdzięcza swoje człowieczeństwo, umożliwiające mu posiadanie prawa".

Doświadczenie starożytnego prawa rzymskiego i jego kolejnych 1500 lat daje szansę weryfikacji tezy o własności jako świętej i nienaruszalnej. Na wszystkich zachodnich porządkach prawnych odcisnęła się wiara, że w Rzymie właściciele cieszyli się nieograniczonymi w zasadzie uprawnieniami względem swych ruchomości i nieruchomości. Nie tylko francuscy filozofowie lub rewolucjoniści, lecz także niemieccy pandektyści ze szczególnym przekonaniem głosili nieograniczony charakter własności rzymskiej w typowym dla swego XIX wieku indywidualistycznym duchu. Pod koniec stulecia nawet krytyczna wobec nich szkoła historyczna tę idealną koncepcję umieściła w idealnym okresie prawa rzymskiego – w prawie klasycznym, czyli w wiekach od I do III po Chr. I chociaż nie było sporu co do istnienia wielu istotnych ograniczeń, którym podlegała własność, przekonanie o jej silnie indywidualistycznej naturze i ogromnej swobodzie rzymskich właścicieli pokutuje jako oczywiste założenie wielu współczesnych opracowań i publicznych wystąpień.

Analiza źródeł wykazuje, że juryści rzymscy epoki klasycznej traktowali ograniczenia jako nieodłączne od własności. To raczej późniejsza myśl bizantyjska przejawiała tendencje do jej dogmatyzowania i absolutyzacji. Typowa dla myślenia Rzymian utilitas – użyteczność nie pozwalała na oderwane od rzeczywistości koncepcje. Ograniczenia wynikały ze zwyczaju, prawa sakralnego, z racji sanitarnych, komunikacyjnych czy budowlanych w prawie publicznym; w prywatnym z prawa sąsiedzkiego, umów najmu i dzierżawy oraz praw na rzeczy cudzej. Już więc w 1900 roku Leon Piniński podjął zasadniczą krytykę absolutyzacji własności. Zwracał uwagę na kategorię ogólnego pożytku i podkreślając, że prywatnoprawne regulacje mają na celu ochronę tylko uzasadnionych interesów i potrzeb, definiował prawo własności jako zapewnioną przez przepisy prawne możność wyłącznego, ale – jak podkreślał – gospodarskiego korzystania z rzeczy fizycznej. Prawo zakreśla negatywnie pewne granice uprawnieniom właściciela, gdyż wyklucza sprzeczne właśnie z gospodarskimi celami sposoby posługiwania się rzeczą. Zmusza go do znoszenia oddziaływania na nią, bo również inni korzystają ze swej własności w celach gospodarskich.

W istocie ograniczenia stanowią naturalną konsekwencję pojęcia prawa własności. A dzisiaj sprzeciw wobec biedy nie pozwala widzieć w nim czegokolwiek z indywidualizmu lub egoizmu. W miarę rozwoju społeczeństw własność jest coraz energiczniej wikłana w służbę społeczną. Słusznie się to dzieje: w imię człowieczeństwa i rozumu. Tak też należy postrzegać własność w perspektywie dobra wspólnego, o którym przypomina art. 1 konstytucji.

Autor jest profesorem nauk prawnych, kierownikiem Katedry Prawa Rzymskiego na Wydziale Prawa i Administracji UJ, wykłada na Wydziale Prawa i Administracji UW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA