Sądownictwo

Sprawdzają łącznika bandyty

Na zdjęciu matka Krzysztofa Olewnika i jego siostra Danuta przed sądem w Płocku, który w marcu skazał porywaczy
Rzeczpospolita
Olsztyńska prokuratura bada, jaką rolę w sprawie mógł odegrać Grzegorz K., były szef SLD w Sierpcu
Grzegorz K. to były starosta sierpecki i były dyrektor w PKN Orlen. Śledczy z Olsztyna sprawdzają jego związki ze sprawą uprowadzenia i zamordowania Krzysztofa Olewnika.
– Badamy wszystkie wątki dotyczące uprowadzenia, również i te związane z Grzegorzem K. oraz dwoma innymi osobami, które za pieniądze obiecywały rodzinie Olewników dostarczyć informacje o ich synu – potwierdza „Rz“ Cezary Kamiński, szef Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Nazwisko Grzegorza K. już kilka lat temu pojawiło się w sprawie uprowadzenia. Według relacji Włodzimierza Olewnika wiosną 2002 roku K. zaoferował pomoc i skontaktował go z Eugeniuszem D., ps. Gienek. Ten gangster z Sierpca miał pomóc w nawiązaniu kontaktu z porywaczami. „Gienek“ nie pomógł odnaleźć porwanego, wyłudził za to w sumie 160 tys. zł. Już na początek zażądał 40 tys. złotych „na obiad“.
W spotkaniach rodziny z bandytą z Sierpca brał udział Grzegorz K. W jego obecności Włodzimierz Olewnik przekazał „Gienkowi“ jedną z większych kwot pieniędzy za obiecaną pomoc. Działacz Sojuszu miał być swojego rodzaju gwarancją dla Olewników, że informacje od „Gienka“ nie są wyssane z palca. Gdy wiadomo było, że przestępca z Sierpca w odnalezieniu nie pomoże, Grzegorz K. zaoferował rodzinie kontakt z kolejnym człowiekiem, który może zdobyć informacje o uprowadzonym. Okazał się nim dziennikarz płockiej gazety. K. przekazał mu 30 tys. zł, które wziął od Włodzimierza Olewnika. Warszawska prokuratura badająca porwanie Olewnika uznała, że zarówno „Gienek“, jak i lokalny dziennikarz to naciągacze, którzy nie mieli kontaktów z bandytami. Oskarżyła ich o oszustwo. Grzegorz K. usłyszał tylko zarzuty nielegalnego posiadania amunicji i fałszywego dowodu osobistego, znalezionych podczas przeszukania w 2005 roku. Śledczy uznali, że nie ma związku z porwaniem. Jednak – jak wynika z informacji „Rz“ – olsztyńscy śledczy podejrzewają, że jedna z tych dwóch osób: Eugeniusz D. lub Grzegorz K., rzeczywiście mogła mieć jakiś związek z porywaczami. Dlatego prokuratorzy z Olsztyna badający zaniedbania w śledztwie ponownie analizują rolę obu mężczyzn w tej sprawie. Pod lupę wzięli też Andrzeja K., którego podesłał rodzinie detektyw z biura Krzysztofa Rutkowskiego. Andrzej K. dostał od Olewników za informacje ponad 200 tys. zł i 149 tys. dolarów. Jak się okazało, także nie pomogły w odnalezieniu.– Grzegorz K. nie ma żadnego związku z porwaniem. Insynuacje o jego związku z tą sprawą są nieprawdziwe i głęboko krzywdzące – mówi „Rz“ prof. Piotr Kruszyński, obrońca K. [ramka] [srodtytul]Chciałem jedynie pomóc[/srodtytul] [i]Grzegorz K., były działacz SLD, były dyrektor w PKN Orlen[/i] [b]Rz: Skąd zna pan „Gienka”, który miał pomóc Olewnikom?[/b] [b]Grzegorz K.:[/b] Pochodzę z Sierpca. To małe miasto, więc znam Eugeniusza D. Wiedziałem, że to niebieski ptak, ale nie to, że jest bandytą. Pomyślałem o nim, kiedy pan Włodzimierz Olewnik poprosił mnie o włączenie się w zbieranie informacji o synu. Ale D. sam się skontaktował z rodziną Olewników, ja tylko na prośbę pana Włodzimierza uczestniczyłem w spotkaniach. [b]Był pan przy tym, jak „Gienek” brał pieniądze. Wiedział pan, skąd ma informacje?[/b] Byłem na kilku spotkaniach. Pamiętam, że pan Olewnik jakąś sumę dał „Gienkowi” w mojej obecności, gdy siedzieliśmy w jego samochodzie. Nie wiem, czy informacje od D. były prawdziwe. [b]Pośredniczył pan też w kontaktach z dziennikarzem.[/b] Paweł K. zapewnił mnie, że dowie się czegoś o Krzysztofie od swoich informatorów. Przekazałem mu 30 tys. zł od pana Olewnika. Dziennikarz to potwierdził. Zaangażowałem się w pośrednictwo, bo chciałem pomóc. Innego celu nie było. Sugestie o tym, że jakikolwiek związek ze sprawą porwania miałem ja czy jacyś działacze SLD, są absolutnie nieprawdziwe. [b]Skąd u pana w domu wzięła się amunicja?[/b] Od lat jestem instruktorem strzeleckim, mam pozwolenie na broń. A te kilka sztuk amunicji po prostu gdzieś się zawieruszyło. Dowód osobisty kiedyś znalazłem i chciałem go zwrócić, ale rzuciłem w kąt i zapomniałem. [i]rozmawiała Grażyna Zawadka[/i] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL