Tenis

Gwiazdy znów zagrają w stolicy

Lindsay Davenport
AFP
Bez punktów rankingowych, ale z głośnymi nazwiskami: 30 kwietnia zaczyna się pokazowy turniej Suzuki Warsaw Masters. Zagrają m.in. Lindsay Davenport i Agnieszka Radwańska
Przełom kwietnia i maja, Warszawianka – to od kilku lat kojarzy się z kobiecym tenisem na najwyższym poziomie. W tym sezonie też ma się tak skojarzyć, ale już bez szyldu J&S i tymczasowo.
Suzuki Warsaw Masters to pokazowa impreza, która po likwidacji rozgrywanego od 2002 roku J&S Cup ma podtrzymać zainteresowanie kobiecym tenisem w Polsce. Już za rok tenisistki wrócą do Warszawy walczyć nie w meczach pokazowych, ale o punkty WTA: w połowie lipca w turnieju z pulą nagród minimum 220 tysięcy dolarów. W puli Suzuki Warsaw Masters jest mniej, 105 tysięcy dolarów, ale podzieli je między siebie tylko sześć tenisistek. Oprócz Amerykanki Davenport i Radwańskiej zaproszone zostały Rosjanki Swietłana Kuzniecowa, numer 4 na świecie, Jelena Dementiewa (8. WTA), Maria Kirilenko (32.) oraz Marta Domachowska.
Tenisistki zostały podzielone na dwie grupy. W czerwonej będą Dementiewa, Radwańska i Domachowska (Polki zagrają ze sobą już pierwszego dnia turnieju), w niebieskiej Kuzniecowa, Davenport i Kirilenko. Po meczach grupowych po dwie najlepsze awansują do sobotnich półfinałów. Finał i niespotykany w zwykłych turniejach mecz o trzecie miejsce – w niedzielę, 4 maja. Spotkania będzie pokazywał Polsat Sport, a jeden półfinał i finał również Polsat. Sponsorami oprócz Suzuki są Pekao SA i władze Warszawy. To znacząca zmiana: z J&S Cup poprzednim władzom stolicy było nie po drodze, bo firma źle im się kojarzyła. Na każdy z pięciu turniejowych dni zaplanowano dwa mecze, za wstęp trzeba będzie zapłacić 100 złotych (bilet ulgowy – 80). – Widzowie i sponsorzy nie przejmują się tak bardzo tym, czy mecze toczą się o punkty rankingowe czy nie. Najważniejsze są dla nich zawsze trzy rzeczy: po pierwsze, nazwiska, po drugie, nazwiska, po trzecie, nazwiska – mówi dyrektor turnieju Stefan Makarczyk. Pod tym względem kibice dostaną wszystko, czego chcą: Davenport, czyli jedną z najsłynniejszych zawodniczek ery open, dwie tenisistki z pierwszej dziesiątki rankingu, dwie najwyżej notowane Polki, a na dokładkę Kirilenko, gwiazdę tenisowych reklam, która dobrze zna Warszawiankę, bo grała tu dwa razy. Udział Davenport to największa atrakcja. Na zagranicznych forach internetowych kibice tenisa przyjmowali wiadomość o jej przyjeździe do Warszawy z niedowierzaniem. – Amerykanka zagra 26 i 27 kwietnia z drużyną USA w Moskwie w półfinale Pucharu Federacji i do Warszawy będzie miała po drodze – tłumaczy dyrektor Makarczyk. Nie ukrywa również, że tzw. startowe, które musiał zapłacić najbardziej znanym tenisistkom, by przekonać je do gry na Warszawiance, znacznie przekracza kwotę z oficjalnej puli nagród. Szczegółów nie podaje, zasłaniając się tajemnicą. Z naszych informacji wynika, że Davenport za przyjazd trzeba zapłacić od 100 do 150 tysięcy dolarów (w 2002 roku Anna Kurnikowa, wówczas u szczytu sławy, kosztowała organizatorów J&S Cup 140 tys. dol.). Kuzniecowa oczekuje podobnych stawek. – Początkowo w grę wchodziły również inne zawodniczki, zastanawiałem się nad Aną Ivanović i Jeleną Janković, miałem nawet wstępną obietnicę od mamy Janković, że Jelena będzie mogła przyjechać. Ale obie Serbki już na Warszawiance grały. A dla Davenport to będzie pierwszy występ w Polsce i pewnie ostatni – mówi Stefan Makarczyk. 31-letnia Amerykanka jest dziś 30. w rankingu, ale jako jedyna z zaproszonych do Warszawy była kiedyś numerem 1 w WTA. Skończyła na szczycie rankingu sezony 1998, 2001, 2004 i 2005, wygrała 55 turniejów, w tym trzy wielkoszlemowe. Dziś jest najsłynniejszą tenisową mamą. Od kiedy w ubiegłym roku urodziła synka Jaggera i wróciła na korty po 11-miesięcznej przerwie, zdobyła już tytuły w czterech turniejach: w 2007 r. na Bali i w Quebecu, w tym sezonie w Auckland i Memphis. Była też w tym roku w ćwierćfinale w Indian Wells, a przed tygodniem w Miami wyeliminowała w drugiej rundzie Ivanović. Faworytką turnieju będzie jednak Swietłana Kuzniecowa. Po pierwsze, najwyżej notowana, po drugie, z licencją na wygrywanie meczów w Warszawie: grała w J&S Cup pięć razy i trzykrotnie dochodziła do finału.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL