fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Sondaż nie jest prawdą objawioną

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa/Waldemar Kompała
Badania sympatii politycznych zawsze budzą spore emocje. W roku, w którym obywatele dwa razy pójdą do urn, a szczególnie teraz – kilka tygodni przed pierwszą turą wyborów prezydenckich – sondaże odgrywają ogromną rolę.

Pokazują politykom skuteczność ich działań, pozwalają ocenić, czy strategia kampanijna trafia do wyborców. Są też ważnym narzędziem dla komentatorów i dziennikarzy, bo pozwalają im konfrontować własne oceny ze zobiektywizowanymi w pewnym sensie danymi – oceną setek reprezentatywnych dla całego społeczeństwa respondentów.

Sondaże wreszcie mają wielki wpływ na decyzje samych wyborców. Socjologowie opisywali wielokrotnie takie zjawisko jak „premia dla zwycięzcy" – czyli wzrost poparcia dla prowadzącej w badaniach formacji. Wiadomo też, że ugrupowania, których sondażowe wyniki trwale spadną poniżej progu wyborczego, dostają jeszcze słabszy wynik, bo wyborcy boją się „marnować głos".

Sęk w tym, że – jak mogliśmy obserwować ostatnio – sondaże różnią się między sobą, i to znacznie bardziej, niż wskazywałyby na to same różnice metodologiczne. Dlatego nigdy dość apeli do firm przeprowadzających badania o przestrzeganie najwyższych standardów rzetelności i uczciwości, by ich sondaże były źródłem wiedzy, a nie narzędziem manipulacji politycznej. Warto też jednak apelować do polityków i komentatorów, by ostrożnie podchodzili do wyników badań. Sondaż nie przedstawia prawdy objawionej, lecz pozwala nam wyłapywać zmiany i trendy, jeśli chodzi o społeczne emocje. To eksperyment naukowy: jeśli przyjmiemy odpowiednie założenia i przeprowadzimy rzetelne badania, otrzymamy rezultaty, które pokażą nam pewien wycinek rzeczywistości. Nie będzie to jednak cała rzeczywistość. W dodatku jeśli przyjmiemy złe założenia lub wyciągniemy z badania niewłaściwe wnioski, nasz eksperyment przyniesie więcej szkody niż pożytku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA