Sporty zimowe

Narciarstwo alpejskie: Ubogi krewny

materiały prasowe
Narciarstwo alpejskie w Polsce od wielu lat pod względem dorobku sportowego bardziej przypomina stromy zjazd w dół, niż efektowny slalom wśród trofeów i sukcesów.

Medale Adama Małysza, Justyny Kowalczyk, Kamila Stocha, Tomasza Sikory i biathlonistek rozpieściły polskich kibiców. Narciarstwo alpejskie nie przyciąga zainteresowania, bo w porównaniu z kuzynami z rodziny sportów zimowych wygląda jak ubogi krewniak.

Od początku tego wieku tylko czterech polskich alpejczyków punktowało w Pucharze Świata. Największe zdobycze to 8. pozycja Andrzeja Bachledy-Curusia z 2001 r. w slalomie, 9. i 11. lokata Macieja Bydlińskiego w superkombinacji w Kitzbuehel (2012 i 2015). Na igrzyskach w Salt Lake City (2002) Bachleda był 10. w slalomie, a w mistrzostwach świata w 2005 r. Katarzyna Karasińska w tej samej konkurencji osiągnęła 16. wynik.

Sponsorów nie kuszą więc wielkie rezultaty, dlatego jakość przygotowań do sezonu zależy głównie od zasobności portfela własnego lub z trudem znalezionych mecenasów. Pod okiem Słowaka Vlado Kovara, pełniącego oficjalnie funkcję głównego trenera mężczyzn, ćwiczy na co dzień jedynie Bydliński. Michał Jasiczek, drugi członek kadry A, ma swój team z Andrzejem Bielawą w roli szkoleniowca. Głównym sponsorem jest ojciec narciarza, zamożny biznesmen, Dariusz Jasiczek. Dzięki temu młody alpejczyk może od paru sezonów przygotowywać się indywidualnie na kosztownych zgrupowaniach z kadrą Kanady.

Złą sławę w środowisku przyniosła mu wyprawa do Iranu na tzw. "ustawiane zawody". To zjawisko znane od paru lat w światowym narciarstwie alpejskim. Na imprezy w egzotycznych miejscach zgłaszane są gwiazdy, co podbija punktową pulę do zgarnięcia. Słabsi narciarze po takim starcie mogą dzięki temu poprawić swój ranking i startować w lepszej grupie podczas Pucharu Świata. Jasiczek dwukrotnie został wicemistrzem Iranu. Z początkiem marca był natomiast blisko prawdziwego sukcesu - zajmował drugie miejsce po pierwszym przejeździe slalomu na mistrzostwach świata juniorów. Niestety nie ukończył finałowej rundy.

Poza pierwszą kadrą trenuje też Michał Kłusak, do niedawna etatowy reprezentant. Jego ojciec, Mariusz stworzył własny team dla swoich dzieci: oprócz starszego syna jeżdżą w nim też Jakub i Magdalena Kłusakowie. W sztabie trenerskim znajduje się Jan Wojtaszek, trener który współpracował m.in. ze sławnym Norwegiem Lasse Kjusem oraz Arkadiusz Szyderski, zajmujący się przygotowaniem fizycznym. Senior rodu Kłusaków oficjalnie jest serwismenem.

Kadrę żeńską tworzą Maryna Gąsienica-Daniel, Sabina Majerczyk i Karolina Chrapek. W poprzednim sezonie były w niej jeszcze Aleksandra Kluś oraz Agnieszka Gąsienica-Gładczan. Przygotowania tej dwójki były jednak finansowane ze środków zewnętrznych - przez program Tauron Bachleda Ski, prowadzony przez Andrzeję Bachledę - Curusia. Druga z tego duetu nie pojechała do Soczi na igrzyska. - To chyba koniec mojej kariery - stwierdziła na gorąco. Zastanawiała się nad przenosinami do skicrossu, lecz ostatecznie nadal jeździ w zawodach alpejskich niższej rangi. Kluś i Gąsienica-Gładczan po Soczi pożegnały się z kadrą.

Na ostatnich mistrzostwach Polski w żadnej z konkurencji liczba uczestniczek nie przekroczyła 12 alpejek. U panów zaś maksymalnie wystąpiło 28 zawodników. Tlen w najbliższym czasie umierającemu narciarstwu alpejskiemu mogą jednak podać m.in. Bydliński, Jasiczek i zwłaszcza Gąsienica-Daniel, autorka najlepszego polskiego wyniku w mistrzostwach świata juniorów (była piąta w slalomie w roku 2013). Ale czołowe miejsca w prestiżowych zawodach są na razie trudne do wyobrażenia.

Improwizacja, kadra prowadzona na wariackich papierach, brak funduszy i słabe wyniki nie trzymają przy tym sporcie czołowych zawodników. Polska reprezentacja nigdy nie wystawiła narciarza liczącego powyżej trzydziestu lat do startu w Pucharze Świata.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL