fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Domagalski o zatrzymywaniu prawo jazdy za przekroczenie prędkości

Fotorzepa, Waldemar Kompala
Jazda po polskich szosach staje się coraz większym stresem. Coraz więcej znaków, zakazów, ostrzejsze kary. I zero dyskusji z kierowcą. Czy ktoś bada, jak to wpływa na liczbę wypadków?

Policja, parlamentarzyści wymyślają, zwłaszcza po głośnych wypadkach, coraz to inne rygory. Oto najnowszy, który wkrótce zacznie obowiązywać. Policjant będzie zatrzymywał prawo jazdy na trzy miesiące za przekroczenie dozwolonej prędkość o 50 km/h w obszarze zabudowanym. Ustawodawca niby jest łaskawy i kierowca będzie mógł prowadzić auto jeszcze w ciągu następnych 24 godzin, więc do domu dojedzie, a i przewożony towar może się nie zepsuje. Jeśli jednak auto jest jego narzędziem pracy, to co będzie robił następnego dnia i następne trzy miesiące? Czy to nie jest zbytni rygoryzm?

Prawo o ruchu drogowym to instrukcja, jak uczestniczyć w tym ruchu, a najważniejsze jest bezpieczeństwo. Sam prowadzę od lat i stosuję zasadę, którą przekazał jakiś mądry kierowca: trzymaj się od innych aut i przeszkód z daleka, a się nie rozbijesz. Tymczasem każde ograniczenie na szosie, czy to bariera przydrożna, czy tzw. leżący policjant, oznacza, że można się o nią rozbić. Podobnie jest z odwracającymi uwagę radarami (prawdziwymi i atrapami), wreszcie zbytnim ograniczeniem szybkości.

Nie inaczej będzie z najnowszym rygorem. Ktoś powie, że przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 50 km/h to dużo. I tak, i nie. Przy przeładowaniu polskich dróg znakami drogowymi nietrudno przeoczyć „teren zabudowany", tym bardziej że często wokół szczere pole. W mieście jeszcze łatwiej nie zauważyć ograniczenia prędkości np. do 30 km/h, a wtedy jazda 81 km/h oznacza utratę prawa jazdy.

Nie zamierzam bronić piratów, czym innym jest jednak mandat, a czym innym odebranie prawa jazdy. Obawiam się, że sparaliżowani tą groźbą kierowcy będą zwalniać na wszelki wypadek. Skutek może być odwrotny do zamierzonego.

Bezpieczeństwo na drodze to zbyt poważna sprawa. Wydaje się, że czas skończyć z gorączkowym tworzeniem przepisów drogowych i zadbać o spokój na szosach, a zwalczać głównie „rajdowców" i pijanych kierowców.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA