Świat

Rosja. Dziennikarze w opresji

"Nowaja Gazieta". Dni wersji drukowanej tego pisma są policzone
picture-alliance/dpa
Po otrzymaniu pogróżek znana dziennikarka telewizyjna Ksenia Sobczak podobno opuściła kraj. Jedyna niezależna gazeta w Rosji zapowiedziała, że zamyka wersję drukowaną. W Rosji jest dla opozycji coraz mniej miejsca.

Uroczystość pożegnanie Borysa Niemcowa, w której udział wzięły dziesiątki tysięcy osób, przeobraziła się dwa tygodnie temu w manifestację. Wśród uczestników, którzy przyszli złożyć hołd zamordowanemu politykowi opozycyjnemu byli liczni dziennikarze; również Ksenia Sobczak i Aleksiej Wenediktow: ona pracuje w jedynej w Rosji krytycznej stacji telewizyjnej „Dożdż", natomiast on w tolerowanym jeszcze radiu „Echa Moskwy".

„Pani będzie następna"

Oboje boją się teraz o swoje życie. Ksenia Sobczak podobno opuściła kraj po tym jak jakiś nieznajomy zagroził jej; stojącej przy trumnie Niemcowa. Wenediktow był świadkiem tego incydentu. Został przesłuchany przez policję.

„Powiedziałem, że widziałem, jak w sali, gdzie wystawiono trumnę z ciałem Niemcowa, podszedł do Kseni nieznajomy mężczyzna i powiedział: „Ksenia, Pani będzie następna". Powiedziała mu, że ma ją zostawić w spokoju i dalej rozmawiała z ludźmi. Potem znowu się do niej zbliżył. Wtedy ja podszedłem do niego i powiedziałem, żeby sobie poszedł. W sali było dużo policji. W końcu mężczyzna zniknął. Śledczy spytali mnie, czy mógłbym im pomóc stworzyć portret pamięciowy tego człowieka. Powiedziałem im, że to nie będzie łatwe, bo tego dnia miałem do czynienia z tyloma ludźmi. Ale jeśli chcą stworzyć taki portret, oznacza to, że go dalej szukają", mówi Wenediktow.

Są na liście śmierci

Ksenia Sobczak, ale również Wenediktow, figurują na tak zwanej liście śmierci. „Do takich pogróżek trzeba podchodzić poważnie. Borys je ignorował. Był wieczorem bez ochroniarzy i to jako przywódca opozycjonistów, który jest znienawidzony w niektórych kręgach. Wiedział o tym. Mówił, „Co mam robić? Przecież nie ucieknę". Dokładnie to powiedział Kseni Sobczak w dniu, w którym został zastrzelony".

Gazeta opozycyjna nie ma funduszy

Również Dmitrij Muratow, redaktor naczelny pisma „Nowaja Gazieta", w tej chwili jedynej niezależnej gazety w Rosji, żyje w zagrożeniu. Redakcja straciła już sześciu kolegów; między innymi Annę Politkowską. Muratow zapowiada zamknięcie wersji drukowanej gazety z przyczyn ekonomicznych, które są jednak 'bardzo polityczne'. Pod koniec ubiegłego tygodnia Muratow skarżył się kolegom, że „Nowaja Gazieta" nie może konkurować z innymi; subwencjonowanymi przez państwo. Zlecenia na reklamę stały się bonusem politycznym za lojalność.

Rosyjska gospodarka tkwi w kryzysie. Nowe prawo medialne ograniczające zagraniczne udziały w rosyjskich medialnych spółkach do 20 procent, odstrasza inwestorów. „Udziałowcy myślą, że będą uważani za polityków opozycyjnych, gdy wesprą naszą gazetę", mówi Muratow.

Dlatego jeden z największych akcjonariuszy rozważa sprzedaż udziałów. Który z nich: czy Michaił Gorbaczow, czy Aleksander Liebiediew, jeszcze nie wiadomo. Gdyby wziąć liczbę czytelników za punkt odniesienia, można by powiedzieć, że „Nowaja Gazieta" ma powodzenie jak nigdy przedtem, zapewnił naczelny redaktor. Dodał, że „Jeżeli nie będzie można jak dotąd drukować trzy razy w tygodniu 200 000 egzemplarzy, gazeta będzie dostępna tylko w Internecie".

 

Źródło: Deutsche Welle

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL