fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Duke Robillard uświetnił 53. Warsaw Blues Night

Fotorzepa/Marek
Warto było czekać na dwa bisy amerykańskiego gitarzysty i wokalisty Duke’a Robillarda, bo były to najlepsze utwory zagrane podczas 53. Warsaw Blues Night w Hybrydach.

To właśnie blues Toma Waitsa „Make It Rain" wykonany na pierwszy bis rozgrzał serca miłośników tej muzyki. Duke Robillard Band grał prawie dwie i pół godziny, ale długo nie potrafił wejść na najwyższe obroty. Pierwsze pół godziny koncertu można uznać za stracone. Słabe nagłośnienie i skąpe oświetlenie wyraźnie przeszkadzało muzykom. Aż Robillard zwrócił uwagę oświetleniowcom, że nie widzi gryfu swojej gitary i nie wie, co gra. Wskazał też na reflektory, które wreszcie rozbłysły.

A szkoda, bo na otwarcie wybrał zmysłowego bluesa B.B. Kinga „I'm Gonna Quit My Baby", który po prostu nie zabrzmiał jak należy. Troszkę lepiej było już w jego własnej kompozycji „West Side Shuffle", bowiem zespół nabrał tempa, a publiczność zaczęła się kołysać do rytmu.

Złożył hołd swojemu idolowi T-Bone Walkerowi, do którego bywa porównywany, śpiewając jego utwór „I'm Still In Love With You". Przypomniał, że nagrał go po raz pierwszy w 1978 r. z zespołem Roomful of Blues. Ze swojego ostatniego albumu „Calling All Blues!" wybrał inspirowany jazzowymi akordami „Confusion Blues". Tu partię wokalną wykonał wyjątkowo klawiaturzysta Bruce Bears. Jednak w pamięci słuchaczy lepiej zachowają się jego krótkie solówki, w których wykorzystał brzmienie organów Hammonda. Chwile popisowych improwizacji mieli: kontrabasista Brad Hallen i perkusista Mark Teixeira.

Atmosfera bluesowego wieczoru wyraźnie rozluźniła się w swobodnie rozkołysanej kompozycjo Robillarda „Jump The Blues For You". Ciągle brakowało jednak wyższego kunsztu w improwizacjach bluesmanów, jak i zaangażowania publiczności. Klub Hybrydy, gdzie odbywał się koncert, ma jednak taki układ sceny, że blisko niej może znaleźć się niewielka publiczność. Dalej widoczność spada do zera, a kontakt wzrokowy z artystą jest niezbędny do nawiązania bliskiego kontaktu. Duke Robillard nie jest też artystą, który potrafi zagaić publiczność, ująć ją dowcipem czy po prostu przypodobać się jej. Gdyby nie dwa piękne bluesy na bis, pozostawiłby niedosyt.

53. Warsaw Blues Night Polskiego Stowarzyszenia Bluesowego odbyła się bez wsparcia sponsorów, a mimo to udało się zaprosić cenionego, amerykańskiego muzyka.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA