Banki

Frank pozostanie mocny

Szwajcarski rząd nie osłabi franka
Bloomberg
Szwajcarska opozycja, zgodna jak nigdy wcześniej, napisała petycję do rządu, by postarał się osłabić fanka. Interwencja nie odniosła skutku. Władze twierdzą, że jest to niemożliwe.

Wiadomo, że polityką pieniężną zarządza bank centralny. Ale opozycja uznała, że także rząd ma instrumenty, które może wykorzystać do złagodzenia niekorzystnych skutków kursu wymiany. Partie prawicowe chcą między innymi obniżenia podatków dla przedsiębiorstw i poluzowania niektórych restrykcyjnych regulacji. Z kolei lewica widzi możliwość wprowadzenia kontroli kapitału i wprowadzenia działań osłonowych dla pracowników.

Autorzy listu otrzymali odpowiedź na piśmie, w którym władze wyjaśniają, że nie są w stanie zrobić nic, by waluta osłabła, nie mówiąc już o powrocie do kursu 1,20 franka za euro. Dzisiaj szwajcarskie sklepy przyjmują euro po kursie 1:1, oficjalny kurs wymiany, to 1,05. Jest to i tak korzystniej, niż wymiana na poziomie 0,86 franka za euro w chwilę po tym, jak szwajcarski Bank Narodowy przyznał 15 stycznia, że obrona tańszego franka jest zbyt kosztowna.

Od tego czasu szwajcarska gospodarka zaczęła odczuwać niekorzystne skutki wzmocnienia waluty. Najsilniej skutki odczuwa turystyka i handel, bo Szwajcarzy masowo jeżdżą na zakupy do Włoch, Niemiec i Francji. Codziennie na granicach szwajcarskich pojawiają się samochodowe korki, dochodzące nawet do kilku kilometrów, bo znacznie korzystniej jest robić zakupy zagranicą, a skoro UE i Szwajcaria stworzyły Wspólną Przestrzeń Ekonomiczną, wwożenie towarów z któregokolwiek z graniczących krajów nie jest obciążone żadnym cłem, chociaż na granicach znów pojawili się celnicy. Szwajcaria zawsze była drogim krajem i zwłaszcza tygodniowe większe zakupy mieszkańcy przygranicznych miast robili najczęściej we Francji, Niemczech i we Włoszech. teraz jednak mocny frank jeszcze bardziej skłania do takich praktyk. Szwajcarscy klienci francuskich i niemieckich supermarketów przyznają, że kosz zakupów, za który płacą ok 170 euro we Francji, czy w Niemczech, w kraju kosztowałby ich dwukrotnie więcej. Szwajcarzy żartują, że dla nich jest to jak drugie Boże Narodzenie, to samo zresztą powtarzają francuscy, niemieccy i włoscy handlowcy, którym nagle wzrosły obroty.

Korki są zresztą w obydwie strony, bo słaba wspólna waluta skłania wielu mieszkańców strefy euro do szukania zatrudnienia w Szwajcarii. W bankomatach po francuskiej stronie lotniska w Genewie oraz w znajdujących się w kilku miejscach w mieście coraz trudniej jest wypłacić euro, z powodu popytu na europejską walutę. Jeśli się pojawia wypłaty najczęściej ograniczone są do 150 euro.

Teraz Rada Federalna, najwyższy organ szwajcarskiej władzy wykonawczej, stwierdziła, że mimo ewidentnych szkód, jakie silna waluta wyrządza gospodarce, naprawdę nie jest w stanie zrobić nic, co mogłoby zmienić tę sytuację. Jedyne, co jest możliwe, to zastanowienie się nad poprawą warunków otoczenia biznesu. Jako całkowicie oderwane od realiów Rada uznała wniosek Partii Zielonych domagającej się kontroli kapitału, która byłaby niszcząca dla gospodarki, tak samo, jak wprowadzenie opodatkowania transakcji finansowych. Zdaniem doradców szwajcarskich władz, nawet osłabienie franka do poziomu 1,10 za euro z pewnością zostałoby zauważone na rynku, ale miałoby bardzo ograniczone korzystne skutki.

Źródło: ekonomia.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL