Prawo karne

Zbrodniarze z Syrii skazywani w Szwecji

materiały prasowe
Na filmie pokazane jest torturowanie mężczyzny. Jeden ze sprawców, 28-latek, umieszcza film na Facebooku. Teraz zostaje skazany w Szwecji na więzienie za łamanie prawa międzynarodowego i ciężkie pobicie w nieznanym miejscu w Syrii - pisze Anna Nowacka-Isaksson ze Sztokholmu.

Ofiary tortur nie zidentyfikowano. Wiadomo tylko, że walczyła po stronie reżimu Baszara al-Asada. Wyrok sądu rejonowego w Södertörn jest unikatowy.

Unikatowy, ponieważ zapadł za przestępstwa dokonane w Syrii. To sprawa bez precedensu. Oskarżony został sądzony za pobicie, ale według prokuratorów jego wina wpisuje się w zbrojny konflikt w Syrii. Uczestniczył w nim po stronie opozycji, biorąc udział w działaniach Wolnej Armii Syrii. Działaniach skierowanych przeciwko syryjskiemu reżimowi.

Oskarżony to trzecia z kolei osoba skazana w Szwecji za przestępstwa wojenne. Wyrok jest bez precedensu także w wymiarze międzynarodowym. Do tej pory nie skazano nikogo na świecie za łamanie prawa międzynarodowego w Syrii.

W ubiegłym roku 28-latka w mieszkaniu w podsztokholmskiej dzielnicy odwiedził kolega, by pomóc mu zarezerwować bilet do Turcji. Zauważył wtedy na komputerze film, na którym przywiązany do krzesła mężczyzna jest brutalnie bity. Kolega rozpoznał na filmie 28-latka jako jednego ze sprawców tortur. Sfilmował po kryjomu nagranie swoim telefonem komórkowym. Gdy gospodarz go na tym przyłapał, chciał go dźgnąć nożem. Zapobiegły temu jednak inne osoby w mieszkaniu. Kolega zgłosił groźby i pokazał film policji.

Z początku sprawca zaprzeczał, że to on występował w nagraniu. W końcu przyznał się do tego. Tłumaczył, że nie miał wyboru i działał pod przymusem Wolnej Armii Syrii. Ofiara służyła w szeregach żandarmerii. Gdyby odmówił jej bicia, potraktowano by go jak szpiega lub osobę wierną reżimowi Baszara al-Asada. Dowód winy 28-latka stanowi jedynie film i znaczna liczba zdjęć, na których mężczyzna pozuje z bronią w towarzystwie rebeliantów Wolnej Armii Syrii walczących przeciwko siłom rządowym. Wina oskarżonego polega na tym, że z wieloma innymi osobami znęcał się nad ofiarą, gdy ta była związana. Z aktu oskarżenia wynika, że bił ofiarę wielokrotnie pałką w głowę i ją chłostał. Wiele razy też bił mężczyznę cęgami, grożąc, że mu obetnie język. Wielokrotnie kopał go także w różne części ciała i w głowę. Przestępstwa dokonał w 2012 r. Został osądzony w Szwecji, ponieważ tu przyznano mu stały pobyt.

Według opinii prokuratorów jednak nie chodziło tu o przymus. Świadczy o tym fakt, że oskarżony wykazał się „szczególną bezwzględnością". Opublikował też film na swoim profilu na Facebooku, i to trzykrotnie. Sąd skazał oskarżonego na pięć lat pozbawienia wolności. Prokuratorzy żądali także deportowania go ze Szwecji. Sankcja miałaby obowiązywać do końca życia. Wniosek prokuratorów sąd odrzucił, choć zgodził się z nim, że młody człowiek uwikłany w wojnę domową w Syrii stanowi zagrożenie dla ogólnego bezpieczeństwa.

Deportacja bowiem nie jest prosta. Władze muszą brać pod uwagę, czy można to zrobić. Według sądu o wydaleniu do Syrii ze względów humanitarnych nie może być mowy. Sąd nie wie także, czy istnieje jakiś inny kraj, do którego mogłaby się odbyć ekstradycja skazanego. Dlatego tę kwestię rozpatrzy później. Założono jednak sprawę o wycofanie zgody na stały pobyt w Szwecji.

W takich wypadkach skazanemu przyznaje się tymczasową wizę na rok. Następnie rozpatruje się sprawę od nowa. Działania władz mają zmierzać do tego, by w końcu opuścił Szwecję. Dochodzi do tego nadzwyczaj rzadko. W ubiegłym roku pozbawiono stałej wizy jedynie 20 przestępców. W tej grupie znalazły się także osoby, których uprawnienia do przebywania w kraju stanowiły zagrożenie dla publicznego bezpieczeństwa.

Nie wiadomo, ilu przestępców wojennych ukrywa się w Szwecji. Policja ocenia, że prawdopodobnie ok. 1500.

Do tej pory sądzono w Szwecji osoby, które dopuściły się zbrodni wojennych na Bałkanach i w Rwandzie.

Eksperci prognozują, że w Szwecji wzrośnie liczba procesów o przestępstwa wojenne. Skazańców nie będzie jednak tak łatwo deportować. Za przykład mogą służyć dżihadyści, którzy wyjeżdżają ze Szwecji, by uczestniczyć w walkach o Państwo Islamskie. Wracają ranni, leczą się w placówkach szwedzkiej służby zdrowia i wyjeżdżają, by walczyć o szahadę. Według policji bezpieczeństwa Säpo wracający dżihadyści stanowią największe zagrożenie, jeżeli chodzi o groźbę zamachów w Szwecji. Kraj ten plasuje się na trzecim miejscu w Europie, jeżeli chodzi o liczbę dżihadystów walczących w Syrii per capita. Nadal jednak brak jest przepisów, które uniemożliwiłyby ich wyjazdy na świętą wojnę.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rzeczpospolitej" w Szwecji

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL