fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Daesh

Państwu Islamskiemu grozi rozpad od środka

AFP
Coraz niższe morale bojowników oraz wewnętrzne konflikty zagrażają samozwańczemu kalifatowi znacznie bardziej niż siły zewnętrzne.

Otoczeni przez armię iracką w Tikricie dżihadyści z Państwa Islamskiego bronią się zawzięcie, jednak ich los wydaje się przesądzony. Tikrit dzieli 220 km do Mosulu, najważniejszej zdobyczy Państwa Islamskiego w Iraku. To tam ogłoszone zostało powstanie kalifatu w czerwcu ubiegłego roku przez samozwańczego kalifa Abu Bakra al-Baghdadiego.

Mosul może być kolejnym celem armii irackiej oraz sił kurdyjskich. Tym bardziej że w styczniu tego roku kurdyjscy peszmergowie zdołali opanować część szosy w okolicach miejscowości Kiske, ważnej strategicznie dla Państwa Islamskiego, łączącej Mosul z syryjską stolicą dżihadystów, jaką jest miasto Raqqa. Bojownicy kalifatu zmuszeni są więc korzystać z objazdów przez pustynne tereny, stając się stosunkowo łatwym celem lotnictwa międzynarodowej koalicji na czele z USA.

– Nie znaczy to, że Mosul zostanie wkrótce zdobyty i Państwo Islamskie utraci tysiące kilometrów kwadratowych w Iraku – przekonuje „Rz" Lina Khatib, dyrektor Carnegie Middle East Center w Bejrucie. Jej zdaniem znacznie większym zagrożeniem dla Państwa Islamskiego są problemy związane z utrzymaniem wewnętrznej spójności tej organizacji. Dżihadyści zaczynają mieć coraz większe problemy z rekrutacją bojowników. Napływa ich coraz mniej z terytorium Syrii, gdzie Państwo Islamskie ma poważną konkurencję w postaci organizacji Al-Nusra. Coraz mniej rekrutów jest też z Iraku. Państwo Islamskie rozbudowuje więc sieć rekrutacji w Europie, czemu starają się przeciwdziałać europejskie służby specjalne.

Jednak, jak przewiduje premier Francji Manuel Valls, do końca roku w szeregach Państwa Islamskiego walczyć może nawet 10 tys. Europejczyków, ponad trzy razy więcej niż obecnie. Państwo Islamskie płaci im w zależności od przydatności na polu walki od 300 do 3000 dol. miesięcznie. Większa liczba takich ochotników to zdecydowanie większe wydatki. Według niektórych ocen miesięczny budżet kalifatu wynosi nadal ok. 12 mln dol.

Z drugiej strony pojawia się coraz więcej informacji o konfliktach pomiędzy najemnikami a lokalnymi dowódcami. Miało do nich dojść w ostatnich tygodniach przy granicy Syrii i Turcji w chwili, gdy najemnicy usiłowali zdezerterować do Turcji. Doszło do walk z lokalnymi dżihadystami i na placu boju pozostało 30–40 ciał najemników, głównie z Azji. W pobliżu Ramadi w Iraku dojść miało do walk z czeczeńskimi najemnikami, którzy wbrew rozkazom zamierzali wycofać się do Syrii. Informacji o buntach jest znacznie więcej.

– Największą trwogę w szeregach najemników wywołuje brutalność, z jaką likwidowane są objawy nieposłuszeństwa – przekonuje Lina Khatib. Wpływa to destrukcyjnie na morale zagranicznych bojowników, którzy nie chcą być mięsem armatnim.

Jak wynika z raportu Pentagonu, w wyniku nalotów zginęło do tej pory 8,5 tys. zagranicznych najemników. W sumie jest ich nadal ok. 15–20 tys. Trudna do oceny jest liczba bojowników wywodzących się z Syrii i Iraku. To oni zmuszani są najczęściej do służby na wysuniętych pozycjach, ponosząc duże straty.

Problemom z bojownikami towarzyszą poważne kłopoty z zapewnieniem minimalnych warunków życia mieszkańców zajętych obszarów. W Mosulu zabrakło chloru i woda nie nadaje się do spożycia. Brakuje lekarstw, rośnie liczba infekcji wątroby, nie ma mąki, na ulicach piętrzą się góry śmieci. Za to propaganda kalifatu śle w świat obrazy z punktów dystrybucji wszelkiego dobra dla potrzebujących.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA