Polityka

Straszenie Kaczyńskim

Andrzej Stankiewicz
Fotorzepa/Waldemar Kompała
Bronisław Komorowski dostrzegł Andrzeja Dudę. Dowodem jest jego sobotnia konwencja wyborcza, której formę i treść narzucił kandydat PiS stylem swojej kampanii.

Wcześniej sztab Komorowskiego lekceważył Dudę i popełnił wiele wizerunkowych błędów, co skończyło się sondażowymi spadkami prezydenta i zdumieniem w Platformie, że niknie szansa na zwycięstwo w pierwszej turze. Konwencja miała to zmienić. I to się udało.

Podczas konwencji prezydent powiedział wreszcie, czemu chce kandydować na drugą kadencję. To, co mówił o sobie Komorowski, a także to, co można było usłyszeć od wspierających go polityków, miało być jednocześnie krytyką kandydata PiS. Do wyborców poszedł następujący komunikat: w odróżnieniu od prezydenta Andrzej Duda to polityk konfliktowy, groźny dla bezpieczeństwa kraju, sztuczny i w dodatku niesamodzielny, bo sterowany przez Jarosława Kaczyńskiego.

W czasie całej konwencji Komorowskiego nie było ani jednego odniesienia do kandydatów innych ugrupowań. To pokazuje jasno, kogo obawia się sztab prezydenta.

Jednocześnie widać już wyraźnie kilka obszarów, na których rozgrywać się będzie rywalizacja między kandydatami PO i PiS. Pierwszy to polityka wschodnia połączona z bezpieczeństwem kraju. Komorowski nie wahał się nawet przypomnieć wojnę na Wschodzie, żeby dodać dramatyzmu wyborom prezydenckim, w których Duda wyrasta na jego poważnego konkurenta.

Drugim elementem są kwestie światopoglądowe, takie jak in vitro oraz konwencja w sprawie zwalczania przemocy wobec kobiet. Te kwestie pojawią się w najbliższych dniach, gdy Komorowski zdecyduje o losach konwencji, Duda zaś będzie się musiał wypowiedzieć w kwestii in vitro.

Wreszcie trzeci element to stały składnik kampanii od niemal dziesięciu lat – czyli po prostu ostra wojna między PO a PiS. Na podgrzewaniu konfliktu z partią Kaczyńskiego liderzy PO zawsze wygrywali wybory, dlatego też straszenie Kaczyńskim wróciło na sobotniej konwencji, i to w wykonaniu premier Ewy Kopacz, która przekonywała, że zależy jej na zakończeniu wojny polsko-polskiej. Jednak gdy wybory za progiem, wojna bywa przydatna.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL