fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Straszny bełt zamiast starego wina

Bloomberg
Absolutnym fiaskiem okazało się wino ze statku, który zatonął w 1864 r. u wybrzeży Bermudów. A największy autorytet na świecie Robert Parker twierdzi, że wino trzeba pić, a nie trzymać go jako inwestycji finansowej

Podczas festiwalu żywności i wina w Charleston w Południowej Karolinie zdegustowano butelkę wina odzyskaną 4 lata temu ze statku, który zatonął podczas blokady wybrzeży w czasie wojny secesyjnej w Stanach. Ok. 50 śmiałków kupiło bilety, aby obserwować otwieranie butelki, dekantowanie zawartości przez ekspertów i degustację.

Impreza miała nazwę „Z głębin: 150 lat produkowania wina" (From Deep Below: A Wine Event 150 Years in the Making). Główny sommelier Paul Roberts stwierdził wcześniej: — Miałem już do czynienia z winem z wraków. Może być całkiem dobre.

To jednak nie było takie. Przy wybuchach śmiechu z widowni panel ekspertów ogłosił, że mętny żółto-szary płyn ma zapach i smak mieszaniny wody po krabach, benzyny, słonej wody i octu, ze śladami cytryny i alkoholu. Eksperci uznali, że mogło to być wzmocnione wino hiszpańskie, spirytus albo lekarstwo, ale po 151 latach pobytu na dnie oceanu zmieniło się głównie w słoną wodę.

Chemik od win Pierre-Louis Teissedre z Uniwersytetu Bordoskiego, który analizował próbki pobrane wcześniej strzykawką przez korek stwierdził, że „nos" tego trunku przypomina mieszankę do sprzątania wnętrz kamfory, stojącej wody, węglowodorów, terpentyny i siarki. Analiza wykazała zawartość 37 proc. alkoholu — dodał.

Wino znajdowało się w jednej z 5 zalakowanych butelkach odzyskanych przez archeologów z wraku parowca „Mary-Celestia", który zatonął w tajemniczych okolicznościach podczas wojny secesyjnej w Stanach. Statek wypłynął z Bermudów z dostawami dla konfederatów, wpadł na rafę i zatonął w ciągu 6 minut — podał nurek-archeolog Philippe Rouja. On z bratem Jean-Pierre nurkowali w 2011 r. i znaleźli we wraku butelkę. Kolejne zejścia pozwoliły im wydobyć dalsze butelki wina, a także perfum, damskie buty, szczotki do włosów, guziki z masy perłowej.

Wino to rozkosz dla podniebienia, nie inwestycja

 

Amerykanin Robert Parker (67 lat), twórca 100-stopniowej skali oceny win, najsłynniejszy krytyk tych trunków twierdzi, że wino można traktować jako okazję do zysków, ale jedynie wtedy, gdy inwestorzy będą je trzymać przynajmniej przez 10 lat. To trudne, bo trzeba je odpowiednio leżakować, ubezpieczyć. — Od 37 lat uważam, że wino to okropna inwestycja — przyznaje.

W krótkim czasie ma rację. Wskaźnik Liv-Ex Fine Wine 100 cen 100 najbardziej wykwintnych win stracił jedną trzecią wartości od czerwca 2011 z powodu mniejszego popytu kupujących z Chin. W tym samym czasie brytyjski FTSE 100 zyskał 22 proc.

Oceny Parkera mogą mieć jednak bezpośredni wpływ na ceny. Np. w grudniu podwyższył z 96 do 99+ notę dla Bordeaux Mouton Rothschild 2005, a pod koniec stycznia średnia cena wynosiła 4180 funtów (6349 dolarów), o 25 proc. więcej niż w lipcu — według Liv-Ex. Amerykanin twierdzi jednak, że wina bordoskie są za drogie, zwłaszcza w konkurencji z coraz większą gamą win z Nowego Świata, np. z shirazem z RPA czy malbekiem z Argentyny, których najdroższe kosztują ok. 100 dolarów. — Moim zdaniem, producenci z Bordeaux powinni zejść z cen 30 procent, bo zbyt wolno trafiało do nich, że świat stał się jednym globalnym rynkiem — mówi.

Kupujący mają już nadzieję, że rocznik 2014 będzie tańszy, bo Parker przekazuje ocenę dojrzewających win (en primeur) młodszemu koledze z Wine Advocate, Nealowi Martinowi, który zdaniem wtajemniczonych w branży jest mniej skory do dawania wysokich ocen. Metoda „en primeur" polega na kupowaniu wina leżakującego w beczce na rok — 1,5 — 3 lata przed rozlaniem go do butelek, często taniej. Parker będzie nadal oceniać butelkowane wina z Bordeaux, więc niektórzy liczą, że jego kolega da im łatwiej zarobić.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA