fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Norwegian może zbankrutować

— Jeśli strajki będą się przedłużać, linii grożą kłopoty, nawet bankructwo- ostrzegł prezes i główny akcjonariusz norweskich linii Norwegian.
Bloomberg
— Jeśli strajki będą się przedłużać, linii grożą kłopoty, nawet bankructwo- ostrzegł w ostatnią sobotę Bjorn Kjos prezes i główny akcjonariusz norweskich linii Norwegian.

Mijający weekend był kolejnym, kiedy jego samoloty nie latały po Skandynawii, bo w pracy nie pojawiło się 70 pilotów. Ucierpiało przynajmniej 20 tys. pasażerów, bo wielogodzinne negocjacje załamały się, a strony nie doszły do porozumienia.

Łącznie w ciągu 6 dni akcji protestacyjnej — według wyliczeń zarządu — 100 tys. pasażerów, głównie w Skandynawii zostało na ziemi. Rządowy mediator zawiedziony nieskutecznością swoich wysiłków przyznał, że szansa na porozumienie w przyszłości jest bardzo nikła. Linia ratowała się maszynami zastępczymi. Na przykład lecący z Oslo do Paryża otrzymali SMSy z informacją, że polecą nie maszynami Norwegiana, ale Small Planet Airlines. Nie zmieniły się natomiast czas wylotu, numer rejsu i numery rezerwacji. Tym pasażerom, którzy zrezygnowali z podróży, Norwegian zwraca pieniądze za bilety.

Bjorn Kjos, nie ukrywa, że strajki powodują ogromne straty. — Nie możemy pozwolić na to, by trwały w nieskończoność, bo znamy przypadki, kiedy protesty pracownicze uziemiły linie lotnicze na zawsze — mówił. Oczywiście to nie znaczy, że Norwegian może wkrótce zbankrutować. — Nie grozi nam bankructwo ani dzisiaj, ani jutro, czy pojutrze, bo mamy zapas gotówki w wysokości 270 mln dolarów — uspokaja Kjos.

Tymczasem 650 pilotów Norwegiana chce podpisać z pracodawcą układ zbiorowy, zamiast dotychczas obowiązującej umowy z norweskim oddziałem linii — Norwegian Air Norway. Linia odrzuciła ich żądania i zaproponowała pilotom zatrudnienie ich przez agencje w Norwegii, Szwecji i Danii.

Linia, która dynamicznie się rozwijała, za ubiegły rok odnotowała stratę (po raz pierwszy od 8 lat) i teraz szuka oszczędności, także w zmianie umów z pilotami, głównie chce wymagać od nich większej elastyczności. Umowy mają być takie same dla Skandynawów, jak i dla pilotów zatrudnionych w Wielkiej Brytanii.

Sam Kjos dotychczas był podziwiany, że potrafił zbudować w Skandynawii dochodową linię lotniczą. W ubiegłym roku jednak zaczęły się kłopoty. Amerykanie nie chcą przyznać Norwegianowi nowych praw do operowania z terytorium USA, a w Europie jest krytykowany za zatrudnianie tajskich załóg.

Zdaniem prof. Frode Steena z uniwersytetu w Bergen nie może się udać konkurowanie w Skandynawii z SASem. —Kjos, to twardy facet, ale i czasy są bardzo trudne, nawet sam Norwegian ma straty — mówi. A w mediach pojawiły się informacje, że za kłopotami Norwegiana stoi SAS, który chętnie przejąłby jego biznes . Nie brak i spekulacji, że Kjos dla obniżenia kosztów dąży do zbankrutowania Norwegian Air Norway, ale zamierza przejąć przez inne odziały część zatrudnionych w Norwegii pilotów. Sam Kjos określił je, jako wyssane z palca, ale przyznał jednocześnie, że groźba bankructwa jest bardzo realna.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA