Blogi

Zasadą jest brak zasad

Piotr Aleksandrowicz
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Grupa polityków europejskich ogłosiła w Wiedniu powstanie Agencji ds. Modernizacji Ukrainy.

Uzdrawianiem ukraińskich finansów ma się zająć były kandydat na kanclerza Niemiec, prorosyjski polityk - Peer Steinbrueck, który przyznał się, że nigdy nie był na Ukrainie, ale się wybiera. Włodzimierz Cimoszewicz ma odpowiadać za walkę z korupcją, dwaj inni byli ministrowie z Wielkiej Brytanii i Francji za handel i zdrowie. Agencję finansuje trzech oligarchów ukraińskich – Firtasz, Achmetow i Pinczuk. Firtasz, zwolniony za kaucją 125 mln euro, zagrożony jest ekstradycją do USA z Austrii, ze względu na podejrzenie o korupcję.

W tym samym tygodniu inny polski polityk, wicepremier Janusz Piechociński, opowiadał o tym, że należy złagodzić stanowisko wobec Rosji i dogadać się z nią w sprawie Ukrainy, bo Ukraina i tak się rozpada. Cimoszewicz mówi rzadko i czasem niegłupio, Piechociński dużo i na ogół bez sensu, a w końcu wylądowali w jednym, nieładnie pachnącym worku.

Skąd to się bierze? Myślę, że z niedostatku zasad. Hasłem pragmatyzmu (trzeba pomóc Ukrainie – Cimoszewicz, nie ma co pomagać Ukrainie – Piechociński) można uzasadnić wszystko. Nie tylko dowolną politykę zagraniczną i dowolnych sponsorów. Także etatyzm, brak reform, szemrane biznesy, kooperację z podejrzanymi politykami, słowem wszystko. Pragmatyzm to carte blanche dla działań uczciwych i potrzebnych, ale i dla łajdactwa.

Skojarzyło mi się, bo niedawno przeczytałem krytykę rządu niemieckiego za jego politykę gospodarczą. Wydawałoby się same sukcesy. Wzrost przyzwoity, budżet zrównoważony, eksport kwitnie, a jednak Jurgen Jeske, były wydawca dziennika FAZ, zarzucił jej koniunkturalizm, doraźność i brak zasad właśnie.

Odwołał się przy tym do sukcesów niemieckiej gospodarki rynkowej kanclerza Ludwiga Erharda, który wcielał w życie i promował zasady ordoliberalizmu. Ordoliberalizm – pojęcie dziś zapomniane, to nurt, który starał się przystosować anglosaski, klasyczny liberalizm i jego zasady wolności i wolnego rynku, do warunków i mentalności niemieckiej. Łączył poszanowanie dla własności prywatnej i wolnego rynku z konserwatyzmem. Doceniał znaczenie tradycji, religii, obyczaju, wspólnoty, bronił państwa prawa, dopuszczał ograniczoną interwencję państwa w obronie przed monopolami.

Jak pisze Adam Wielomski niemiecki system społecznej gospodarki rynkowej uważany jest za realizację postulatów ordoliberałów, choć ordoliberałowie godzili się tylko na bardzo ograniczony zakres państwowych świadczeń socjalnych. Tymczasem niemieckie państwo nabrało charakteru trwale socjalnego „państwa dobrobytu". Ordoliberałowie dopuszczali też interwencję państwa, kierując ją przede wszystkim na ochronę zasad konkurencji, natomiast państwo w Niemczech nie interweniuje w celu ochrony zasad wolnej ekonomii, lecz często dla ograniczenia wolnej działalności ekonomicznej.

Jeske w swoim tekście nawołuje do minimalizacji interwencji państwowych, ograniczenia biurokracji, zniesienia istniejących przywilejów dla nielicznych. Ubolewa, że paternalistyczne państwo zastąpiło wolność, a polityka prorynkowa postrzegana jest jako antyspołeczna. Ostrzega, że sukces ekonomiczny Niemiec nie musi trwać wiecznie i dlatego potrzebny jest powrót do zasad ordoliberalizmu. Wśród nich do zasady... że muszą istnieć zasady.

Polski sukces gospodarczy też nie jest wieczny. Tymczasem gdyby dziś zapytać polskich polityków, jakie wyznają zasady w odniesieniu do gospodarki, odpowiedzieliby prawdopodobnie kilkoma sloganami, że ma być rynkowa, czasem z dodatkiem słowa społeczna, ale i że państwo ma szczególną rolę ze względu na bezpieczeństwo i strategiczne zadania, potrzebny jest pragmatyzm i ciepła woda w kranie. Słowem odpowiedzieliby zestawem ogólników, którym posługują się na co dzień, by uzasadnić wszystko, cokolwiek by nie robili. Zasadą jest dziś brak zasad. Niestety.

Źródło: ekonomia.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL