Media

W co gra CBA

Ewa Usowicz
Fotorzepa/Andrzej Bogacz
W dzisiejszych gazetach sporo spraw głośnych – przed sądami i... z taśmami. Jedne skończone, inne tzw. rozwojowe.

Nergal wygrał przed Sądem Najwyższym, który stwierdził, że darcie Biblii, wraz z okraszaniem jej mało cenzuralnymi epitetami, to żadne przestępstwo. Bo lider Behemotha robił to wyłącznie dla „fanów" takich zachowań, a nie dla szerokiej publiki. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że fanów takiej wątpliwej zabawy nie mamy w Polsce zbyt wielu. A sąd orzekł, ni mniej, ni więcej, że wolnoć Tomku w swoim domku. Mimo, że domek wcale nie był domkiem, a - klubem. W którym mógł się przecież znaleźć każdy. Coś mi się wydaje, że sporo fanów stracił tym sposobem Sąd Najwyższy.

Bardziej mnie martwi, prawdę powiedziawszy, niekorzystny wyrok w sprawie „polskich obozów koncentracyjnych". „Rzeczpospolita" walczy od lat z tym makabrycznym określeniem. Trzymam więc kciuki za wszystkich tych, którym chce się poświęcać czas i energię na ochronę prawdy historycznej. I – co tu dużo mówić – na walkę z, często potężnymi, zagranicznymi mediami. Gazety zauważyły, że przed polski sąd udało się doprowadzić mecenasowi Lechowi Obarze (ten sam, który swego czasu rozprawił się z wyzyskiem pracowników w „Biedronce") niemieckiego „Die Welta". Niestety powód – pan Zbigniew Osewski przegrał. Sad orzekł, że artykuł „Die Welta" nie odnosił się bezpośrednio do niego ani jego bliskich. Krótko mówiąc, Polak nie może występować tu w imieniu niejako całego narodu, dla którego określenia takie jak „polski obóz zagłady" są obraźliwe. Dobrą informacją jest natomiast to, że sąd potwierdził, że tożsamość i godność narodowa oraz poszanowanie prawdy historycznej to dobra osobiste. Czyli można ścigać naruszenia w tym zakresie. Druga informacja jest taka, że mecenas Obara nie odpuszcza i składa w tej sprawie apelację.

Ze spraw tzw. rozwojowych – afera taśmowa znów na tapecie. Sprawa przyschła tylko na chwilę, a teraz nie bardzo wiadomo w co gra CBA. „Gazeta Wyborcza" pisze", że płyta z 11 nowymi nagraniami może pochodzić z wrocławskiego CBA, z którym współpracował Marek Falenta. Tak podejrzewa prokuratura. A to, zdaniem gazety, byłby dowód na to, że CBA dużo wcześniej wiedziało o całym procederze, godziło się nań i korzystało z nagrań. Szef sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych Marek Biernacki mówi w „Rzeczpospolitej" – „Takie nagrania będą się systematycznie ukazywać. Politycy i biznesmeni, którzy pojawiali się w restauracjach Sowa & Przyjaciele oraz Amber Room, muszą się z tym liczyć". Czyli jednak szykuje się serial – i w tym przypadku chyba wcale nie sądowy.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL