Muzyka

Niezapomniany wieczór z Kurtem Ellingiem w Palladium

Fotorzepa/Marek
Powiedział czystą polszczyzną amerykański wokalista kończąc znakomity występ w warszawskim klubie Palladium.

Tak jak dwa lata temu we Wrocławiu i w TVP Kultura zaśpiewał po polsku piosenki „Me jedyne niebo" i „Cichy zapada zmrok" Anny Marii Jopek i Pata Metheny'ego. I nawet lepiej niż wtedy, bo coraz lepiej wyśpiewuje polskie słowa. Za te piosenki podziękował Annie Marii, oczywiście po polsku.

Wygrywający wszelkie rankingi jazzowych wokalistów Kurt Elling zapowiedział nowe piosenki, ale powitał publiczność przebojem Franka Sinatry „Come Fly With Me" z ostatniego albumu „1619 Broadway – The Brill Building Project". Z tej płyty usłyszeliśmy także standard „I'm Satisfied". Rozgrzał głos w popisowym numerze śpiewanym scatem, a jego duet z perkusistą Bryanem Carterem, w którym naśladował bębny i czynele, wywołał radość na widowni.

Zachwycał partiami śpiewanymi wysokim i niskim głosem, ale jego domeną pozostały długie opowieści z akompaniamentem znakomitych muzyków: grającego na fortepianie i organach Hammonda Gary'ego Versace, gitarzysty Johna McLeana i kontrabasisty Clarka Sommersa. Każdy z nich dostał szansę zaprezentowania umiejętności w solówkach, a najciekawsze były ich duety z Kurtem Ellingiem.

Przypomniał temat z filmu „Round Midnight" Bertranda Taverniera zmierzając się z partią Bobby'ego McFerrina. W miejsce partii scatem napisał swoje słowa. Za tę muzykę podziękował Dexterowi Gordonowi, który zagrał w tym filmie i dostał nawet nominację do Oscara.

- Zaczynamy w Polsce długą trasę koncertową, lubimy występować przed ludźmi, których znamy - wyznał Kurt Elling.

Jego tournée obejmie całą Europę, USA i Australię, a najwięcej, osiem koncertów da we Francji.

- To niestety, jedyny koncert w Polsce, a chcielibyśmy spędzić tu tysiąc wieczorów - żegnał się z publicznością zapowiadając francusko-angielski bis.

Śpiewał z klasą, swobodnie, a momentami nawet powściągliwie, wiedząc, że prawdziwa sztuka wokalna nie polega na popisach możliwości głosu, którymi może imponować, a na stworzeniu nastroju, idealnemu połączeniu głosu z instrumentami, opowiedzeniu historii tak, jakbyśmy ich nigdy wcześniej nie słyszeli, choć to przecież standardy. Tak śpiewał Frank Sinatra, tak robi to dziś Kurt Elling, choć nowocześnie i w bardziej jazzowym stylu. Koncert był częścią cyklu „Deutsche Bank Invites...".

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL