Polityka

Posłowie speckomisji tropią podsłuchy

Andrzej Seremet, prokurator generalny
Fotorzepa/Robert Gardziński
– Nie brałem udziału w żadnym spisku – zapewnia szef CBA Paweł Wojtunik.

Sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych zajęła się we wtorek konsekwencjami afery podsłuchowej, czyli nagrywania w restauracjach polityków i biznesmenów.

W sprawie pojawiły się nowe wątki. Według „Gazety Wyborczej" w czasie, gdy szefem MSW był Bartłomiej Sienkiewicz, w resorcie działała tajna grupa, która badała, czy za aferą podsłuchową stoją byli szefowie: Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztof Bondaryk, Służby Kontrwywiadu Wojskowego Janusz Nosek i Biura Ochrony Rządu Marian Janicki oraz urzędujący szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Paweł Wojtunik.

Sienkiewicz – nagrany w aferze taśmowej – miał ich podejrzewać o spisek i osobiście nadzorować grupę, w której pracowali policjanci z Biura Spraw Wewnętrznych Policji oraz oficerowie SKW. Łamiąc prawo i okłamując sądy, mieli oni inwigilować generałów.

Posłowie pytali o tę kwestię Wojtunika. A on zdecydowanie zaprzeczył, że brał udział w jakimkolwiek spisku. Unikał za to wypowiedzi na temat rzekomej inwigilacji zleconej przez Sienkiewicza. – Zastanawiam się, czy tego typu działania były możliwe. Natomiast ani ja, ani biuro, którym kieruję, tą sprawą się głębiej nie interesujemy. To nie jest nasza kompetencja.

Prokurator generalny Andrzej Seremet przypomniał posłom, że prokuratura bada zarzuty „Wyborczej". – To są czynności sprawdzające. Nie wszczęto śledztwa – zaznaczył. Jego zdaniem prokurator prowadzący sprawdzi rejestr wniosków o zgodę na czynności operacyjne, co mogłoby pokazać, czy generałowie byli inwigilowani.

Seremet zapowiedział też, że główne śledztwo w sprawie afery podsłuchowej może zakończyć się w czerwcu, jeśli będzie odpowiedź na wniosek o pomoc prawną z USA. Wniosek ów dotyczy informacji ukrytych w tzw. chmurze.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL