fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Męska dominacja na giełdzie

Wśród firm zaliczanych do WIG30 wyróżnia się ING BSK, która jako jedyna ma w zarządzie aż trzy panie, na czele z prezes Małgorzatą Kołakowska.
Fotorzepa/Robert Gardziński
Udział kobiet we władzach firm giełdowych – szybko rosnący w skali Unii Europejskiej - w Polsce stoi w miejscu.

- Mimo wielu deklaracji i debat o atutach różnorodności w zarządach firm, w polskich spółkach publicznych nie widać pozytywnego trendu ani konkretnych działań - twierdzi Katarzyna Twarowska, prezes Fundacji Liderek Biznesu, komentując ogłoszony we wtorek raport tej organizacji, która ma promować kariery zawodowe kobiet. Według raportu, który przygotowano na podstawie styczniowej analizy struktury zarządów i rad nadzorczych spółek notowanych na Rynku głównym i NewConnect, łączny udział pań wynosi tam ok. jednej siódmej.

To głównie zasługa 16,6 proc. udziału kobiet w radach nadzorczych, który jednak po wzroście w 2011r. , w ostatnich latach lekko się zmniejszył, podobnie zresztą jak ich łączny udział w zarządach. Było to przede wszystkim efektem malejącego udziału kobiet we władzach spółek na NewConnect, którego nie zdołała wyrównać niewielki wzrost znaczenia pań w zarządach firm notowanych na „dużej giełdzie".

W porównaniu z 2011 r. ich udział wzrósł tam o jeden punkt proc. do 11, 5 proc. Niewiele, ale jeszcze wolniej przybywało na rynku głównym kobiet na fotelach prezesów-na koniec ubiegłego roku kierowały one 7,3 proc. spółek- i to najczęściej jako jedyne panie w zarządzie.

Daleko za unijną średnią

Jak ocenia Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych, zarządy i Rady Nadzorcze polskich spółek są bardzo homogeniczne – silnie zdominowane przez osoby w tym podobnym wieku.- Nie dorobiliśmy się jeszcze pokolenia 50+, które by mogło nadzorować spółki, z podobną historią biznesową (ponad ćwierć wieku nieprzerwanego rozwoju) i z podobnym podejściem do konkurencji (raczej rywalizacja niż współpraca). W tym kontekście każde zwiększenie zróżnicowania składu tych organów wydaje się pożądane. Natomiast bardzo trudne jest określenie sposobu dojścia do osiągnięcia tego celu- dodaje szef SEG.

W największych spółkach tworzących indeks WIG-30 udział pań w zarządach zbliżył się w 2014 r. do 8 proc., zaś w radach nadzorczych do 15,2 proc. W rezultacie łączny udział kobiet we władzach wynosił 12 proc., podczas gdy unijna średnia dla dużych giełdowych firm przekraczała 20 proc. (w ciągu czterech lat wzrosła prawie dwukrotnie).

Mało ważne dla inwestorów

Na warszawskiej giełdzie, w tym w 100 proc. męskim zarządzie samej GPW, nie widać więc pozytywnego efektu wprowadzonych przed kilkoma laty zapisów w Dobrych Praktykach Spółek Notowanych na GPW. (Rekomendują one zrównoważenie udziału płci w radach nadzorczych i zarządach oraz coroczne raportowanie danych o tym udziale w ostatnich dwóch latach). Na razie jednak spółki z oporami wypełniają te zalecenia. Tym bardziej, że analitycy ani inwestorzy nie przywiązują do tego większej wagi.- Najważniejsze są kompetencje członków zarządu. Płeć nie jest istotna. Nigdy nie analizowałem wyników spółek pod tym kątem – twierdzi Sobiesław Pająk, szef działu analiz DM BOŚ.

Już niedługo ( prawdopodobnie w 2016 r.) giełdowe spółki będą jednak mocniej nakłaniane do zwiększania udziału pań w swych władzach poprzez zapisy w nowej wersji Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW

Umieszczono tam m.in. zapis zobowiązujący zarządy spółek publicznych do sporządzania corocznej informacji na temat stosowanej przez spółkę polityki różnorodności w swoich władzach i to w randze zasady, gdzie obowiązuje reguła Comply or explain czyli „zastosuj albo wytłumacz się". Jednak podczas konsultacji nowej wersji kodeksu kwestię zrównoważenia udziału płci we władzach firm 28,4 inwestorów i 24,6 proc, emitentów wskazało jako najmniej ważną.

A może obowiązkowe kwoty?

Jak zwraca uwagę Katarzyna Twarowska, w ostatnich latach praktycznie nie zmienił się odsetek spółek, które nie mają we władzach ani jednej kobiety- na rynku głównym dotyczy to 38 proc. zaś na równoległym- 31 proc. Nic więc dziwnego, że w polskich dyskusjach o udziale pań we władzach firm coraz częściej słychać opinie o potrzebie wprowadzenia obowiązkowych kwot w radach nadzorczych dużych spółek publicznych, co (40 proc. kwotę) rekomenduje też projekt unijnej dyrektywy.

– Polskie spółki giełdowe nie mając zrównoważonych pod względem płci władz będą przegrywać na konkurencyjnym globalnym rynku- zaznacza Iwona Kozera partner w EY i fundatorka Fundacji Liderek Biznesu podczas wtorkowej konferencji „Różnorodność w biznesie" na której ogłoszono wyniki raportu.

Zwolenniczką kwot jest też Alicja Kornasiewicz, dyrektor zarządzająca Morgan Stanley.- Cechą polskiej kultury jest omijanie miękkich rekomendacji, jeśli można to zrobić – podkreślała podczas konferencji.

Prof. Krzysztof Obłój, ekspert zarządzania z Uniwersytetu Warszawskiego, potwierdza, że wiele badań na świecie potwierdza korzystny wpływ różnorodności , także tej związanej z udziałem kobiet we władzach firm. Jednak ten wpływ widać przede wszystkim w branżach, które są bardzo dynamiczne i zmienne – jak nowe technologie, FMCG, czy handel. (Choć np. krajowy gigant IT, Asseco ma w 100 proc. męskie władze, podobnie jak LPP).

Jednak prof. Obłój zaleca ostrożność w ocenie składu zarządów i rad nadzorczych. - To są najbardziej widoczne ciała spółek, ale warto też spojrzeć na strukturę władz jeden- dwa szczeble niżej. Może się zdarzyć, że tuż poniżej w pełni męskiego zarządu jest 30-40 proc. kobiet na bardzo wysokich, kluczowych stanowiskach menedżerskich. To do pewnego stopnia kompensuje brak różnorodności władz, który może być przejawem niedostosowania firmy do współczesnych oczekiwań choć nie musi oznaczać szykanowania kobiet w firmie-podkreśla ekspert.

Masa krytyczna

Jak wynika z analizy Fundacji Liderek Biznesu, na tle całej giełdy wyróżniają się spółki z udziałem Skarbu Państwa, gdzie udział pań w nadzorze sięga prawie 21 proc. Widać tu efekt rozporządzenia ministra skarbu z 2013 r. które zalecało dojście do 30 proc. pań w radach nadzorczych w ciągu dwóch lat.

Zdaniem prof. Orłowskiego, z badań wynika, że faktycznie w zwiększaniu udziału kobiet we władzach firm pomaga osiągnięcie pewnej masy krytycznej –jedna kobieta w zarządzie albo w radzie nadzorczej nic nie zmienia, ale dwie kobiety w pięcioosobowym zarządzie już tak, bo daje większą siłę przebicia. Wtedy rosną szanse, że następny członek zarządu też będzie kobietą. Taką masę krytyczną osiągnęło 13, 5 proc. spółek publicznych, w tym 12 proc. firm z GPW. W WIG -30 takich firm jest dziewięć. Wśród nich wyróżnia się ING BSK, który jako jedyny ma w zarządzie aż trzy panie, na czele z prezes Małgorzatą Kołakowska.

-Kobiety często nie są specjalnie zainteresowane wejściem do władz i to jest główną przyczyną ich słabej reprezentacji- ocenia Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich, najważniejsze powinny być kompetencje. - Nie jest dobrze, jeśli głównym kryterium poszukiwań kandydata do rad nadzorczej czy zarządu jest jego płeć - dodaje Ryszard Petru.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA