Biznes

Granice mogą zatrzymać biznes i kibiców

Okazuje się, że nie potrzeba wcale strajku, by wyjazd z Polski na Wschód był dla kierowców mordęgą. Tyle że w styczniu nad losem nieszczęsnych kierowców pochylali się wszyscy, a media podsumowywały straty firm transportowych. Teraz to szara codzienność, więc temat nie jest już tak atrakcyjny. A powinien, bo pokazuje kilka bardzo poważnych problemów.
Aż 1300 tirów stało w niedzielę w monstrualnej kolejce do polsko-ukraińskiego przejścia granicznego w Dorohusku. Czas oczekiwania na wjazd na terytorium naszego wschodniego sąsiada - 60 godzin. Niewiele lepiej w Hrebennem, gdzie ostatni z korka mieli szansę stanąć przed celnikami za 45 godzin.
Powstające zatory celnicy tłumaczą zbyt dużym ruchem, zbyt małą liczbą przejść granicznych i problemami po stronie ukraińskiej. Wygląda na to, że coraz większa liczba ciężarówek przemieszczających się na Wschód przez i z kraju zaskoczyła nasze władze. Budowa nowych przejść idzie jak po grudzie, a przecież natężenie tego ruchu będzie rosło, chociażby z powodu coraz większej aktywności naszych firm na Ukrainie czy w Rosji. Jeśli nic się nie zmieni, granica w istotny sposób ograniczy naszą ekspansję gospodarczą. Zwłaszcza że nie wszyscy przedsiębiorcy chcą i muszą otwierać tam odrębne firmy. Do tego dochodzi jeszcze perspektywa Euro 2012. Jeśli cudem uda nam się zbudować stadiony, możemy zatrzymać kibiców na granicach... “Rz” rozpoczęła akcję wspierania naszych przedsiębiorstw na Ukrainie. Dlatego apelujemy, by administracja żwawiej zabrała się za ten problem. Trzeba tam bowiem móc dojechać, a tu ani nowych dróg, ani nowych przejść...
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL