fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Życie Krakowa

Jeśli krakowianka nie chce ci dać wianka...

archiwum prywatne
Grudzień to najgorszy miesiąc w Krakowie. Nie ze względu na zbliżające się święta i przedświąteczne zakupy, na które podwawelscy centusie muszą wysupływać oszczędności uścibolone przez cały prawie rok codziennego sknerstwa. Ale nie bez przyjemności, o czym świadczy tłum coraz szczelniej wypełniający galerie handlowe, jakich tu ostatnio parę przybyło.

W grudniu najmocniej atakuje krakowian smog, który już wraz z pierwszymi jesiennymi chłodami, mgłą i bezwietrzną, wilgotną pogodą wypełza ze swego legowiska i – niczym niegdysiejszy smok wawelski – rozdziawia pełną zębów paszczę w poszukiwaniu ofiar. Ponieważ wbrew zakamieniałym konserwatystom - jakich nie brak w obrębie krakowskich Plant - pewien postęp jednak istnieje,  dzisiejszy smog jest znacznie skuteczniejszy, a więc groźniejszy niż zaprzeszły smok. Smog jako zjawisko współczesne jest oczywiście polityczny, w przeciwieństwie do swego prehistorycznego pierwowzoru.

W czasach bezpowrotnie minionych panował tutaj smog komunistyczny zasilany głównie przez dymiące wielkie piece i koksownie kombinatu hutniczego imienia – za przeproszeniem - Włodzimierza Iljicza. A z drugiej strony skutecznie dokładała się huta aluminium w podkrakowskiej Skawinie. Smog komunistyczny był do tego niewidzialny, bo na straży jego oficjalnego nieistnienia stała wszechmocna cenzura. Dopiero wraz z psuciem się gierkowszczyzny zaczęto o tym przedmiocie przebąkiwać nieśmiało, acz nigdy nie doliczyliśmy się, ile ofiar rzeczywiście pochłonął.

Dzisiaj wszystko powinno wyglądać inaczej: o hucie w Skawinie – zamkniętej jeszcze dzięki protestom pierwszej „Solidarności" - pamiętają tylko co starsi krakowianie. Kombinat hutniczy, obecnie bez imienia i we władaniu hinduskim, już dawno wygasił piece i koksownie, ograniczył zatrudnienie, produkuje blachy i szlachetniejsze odmiany stali, a więc mniej wydziela paskudztwa. Ale smog trzyma się nieźle, choć w przeciwieństwie do komunistycznego, który był całoroczny, ożywiają go chłody, kiedy trzeba palić w kotłowniach i domowych piecach. Oczywiście węglem, bo jak wiadomo, Polska „czarnym zlotem" stoi, a górnikom się należy. Dlatego smog jest nadal polityczny. Kopalnie bowiem handlują tanim węglem najgorszej jakości, którego nie chcą używać elektrownie. Sprzedaje się więc go, komu popadnie, choć niedrogo. Do tego dochodzi rosyjskie paliwo, jeszcze tańsze. W efekcie przeciętny krakowianin wdycha mniej więcej tyle szkodliwych dla zdrowia substancji, ile dostałoby się do jego organizmu po wypaleniu prawie połowy paczki papierosów dziennie. Łącznie z niemowlętami. Zakazane dziś domowe spalanie śmieci dałoby podobny efekt.

Według lekarzy za co dziesiąty zgon w mieście odpowiedzialny jest smog, a Kraków ma jeden z najgorszych wskaźników zanieczyszczeń powietrza w Europie. Lepszy więc był pradawny smok pożerający wyłącznie dziewice. Ale gdzie dziś takie znaleźć, nawet w nobliwym Krakowie? Mówi o tym podmiejska śpiewka karczemna:

Jeśli krakowianka nie chce ci dać wianka

Nie myśl, że to trema, po prostu go nie ma!

Autor jest dziennikarzem, pisarzem. W latach 1980–1990 był wiceprezesem SDP. Współpracował z „Rzeczpospolitą".  Były konsul generalny RP w Nowym Jorku i były ambasador RP w Bangkoku. Autor wielu książek

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA