Prawo karne

Musi być równość wobec kary

Istnieje obecnie znaczna sfera uznania co do sposobu karania, przy zbliżonych stanach faktycznych – pisze Robert Kaczor, doktor prawa, prokurator
Równość wobec prawa jest fundamentalną zasadą, która wyznacza kierunek tworzenia i stosowania prawa, prowadząc do obiektywizacji położenia adresatów norm oraz ich zróżnicowanego traktowania tylko ze względu na wyraźne kryteria zgodne aksjologicznie z ideą demokratycznego państwa prawnego. Wobec takiego założenia należy poddać refleksji kodeks karny w zakresie, w którym stanowi o dyrektywach wymiaru kary i ich wzajemnej relacji.
Art. 53 § 1 k.k. obliguje do tego, by kara – wymierzana według uznania sądu w granicach przewidzianych przez ustawę – nie przekraczała dolegliwością stopnia winy, uwzględniała społeczną szkodliwość czynu oraz brała pod uwagę cel wychowawczy i zapobiegawczy, które ma osiągnąć wobec skazanego, a także potrzebę kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa. Zasadniczym problemem, który powstaje przy analizie tego przepisu, jest kwestia szerokich możliwości interpretacyjnych rangi poszczególnych dyrektyw przy wymiarze kary. Te szerokie możliwości korelują z występowaniem w doktrynie różnych stanowisk co do tego, która z dyrektyw powinna mieć status nadrzędnej. Odmienne poglądy w tej materii rozwijały się niezależnie od zmieniających się przez dziesięciolecia unormowań wymiaru kary, stanowiąc wskazówkę (a właściwie rozbieżne wskazówki) przy ich interpretacji. W uproszczeniu można stwierdzić, że w nauce prezentowane są poglądy o nadrzędności dyrektyw winy i społecznej szkodliwości czynu bądź prewencji indywidualnej, a także reprezentowana jest koncepcja, że sąd, w okolicznościach danej sprawy, samodzielnie decyduje, która dyrektywa jest najbardziej przydatna dla wymiaru kary. Zaletą art. 53 § 1 k. k. jest precyzyjny nakaz, by wymierzana kara nie przekraczała stopnia winy, co określa górny pułap odpowiedzialności karnej. Jednak sfera uznania, w tym ewentualnych rozbieżności w sposobie karania przy zbliżonych stanach faktycznych, jest nadal znaczna. Przepis bowiem ani nie wyznacza dolnej granicy kary, ani nie określa, czy większą wagę należy przyznać ocenie czynu sprawcy, jego osobowości czy względom społecznego oddziaływania kary (kształtowania świadomości prawnej). Powstać może więc wrażenie, że wysokość kary w ostateczności jest pochodną przypadkowych czynników związanych z indywidualnymi preferencjami podmiotów stosujących prawo. Granice sankcji karnych niewątpliwie bowiem stwarzają duże możliwości wyboru optymalnej kary. W tej sytuacji bardzo łatwo o rozbieżne rozstrzygnięcia karne w zależności od poglądu sądu w kwestii wartości poszczególnych dyrektyw wymiaru kary, jakkolwiek wynikających z najlepszej wiary w podejmowanie właściwej reakcji na przestępstwo. Dla zilustrowania skali problemu można nawiązać do karalności czynów z art. 178a § 1 i § 2 k.k., najczęściej absorbujących wymiar sprawiedliwości. W praktyce wypracowano pewne nieformalne reguły wyznaczania okresu, na który orzekany jest zakaz prowadzenia pojazdów, w zależności od stanu nietrzeźwości sprawcy. Bardzo dobrze, że spotkały się one z akceptacją. Reguły te obiektywizują sposób karania sprawców tego typu przestępstw, mimo że opierają się w dużej mierze na faktycznym stosowaniu prawa, a nie bezpośrednio na normie prawnej. Bez nich zapewne dochodziłoby do niezrozumiałego zróżnicowania sprawców kierowania pojazdami w stanie nietrzeźwości mimo zbliżonego jej poziomu. Nie ma jednak równie jasnych wskazówek dla określenia rodzaju i wysokości kar wymierzanych tym sprawcom. Oczywiście można się posłużyć argumentem eliminującym dalszą dyskusję, wyrażającym się w formule „indywidualnych okoliczności danej sprawy” do wyjaśnienia ewentualnych różnic w wysokości kary na tle prima facie analogicznych spraw. Trzeba w takim razie postawić pytanie: czy rzeczywiście indywidualnych okoliczności, specyficznych tylko dla jednej sprawy, jest aż tyle, że niezasadne byłoby upatrywanie podobieństwa między sposobem popełnienia przestępstwa, jak też sylwetką sprawcy w wielu (liczonych w tysiącach czynów z art. 178a § 1 i 2 k.k.) postępowaniach? Należałoby raczej przyznać, że spektrum danych o czynie i sprawcy, zwłaszcza na tle drobnej przestępczości, a uzyskiwanych w ramach trybów przyspieszających postępowanie karne, jest stosunkowo niewielkie i sprowadza się do kilku, kilkunastu zobiektywizowanych czynników. Dlatego potrzebne jest również ujednolicenie prokuratorskich wniosków o karę wynikających z ugody zawartej z podejrzanym, a składanych do sądu w trybie art. 335 § 1 kodeksu postępowania karnego. Obowiązujące rozwiązania dotyczące dyrektyw sądowego wymiaru kary zachęcają, jak sądzę, do takiej ich wykładni, która zmierza do kompromisu między dyrektywami. Myślę, że tylko w ten sposób będzie możliwe przybliżenie się do idei jednolitości i stabilności orzecznictwa, a przy tym pełne respektowanie wymogu uwzględnienia przy wymiarze kary każdej z dyrektyw, których ustawodawca nie zhierarchizował. Najogólniej rzecz ujmując, w pierwszej kolejności należy brać pod uwagę czynniki retrybutywne, a dopiero potem względy prewencyjne. Analizę materiału dowodowego pod kątem wymiaru kary sąd powinien rozpocząć od ustaleń w zakresie stopnia winy i społecznej szkodliwości czynu. Nie powinien przy tym poprzestać na pozytywnej ocenie sprawcy i orzeczeniu łagodnej kary zbliżonej do dolnej granicy ustawowego zagrożenia. Uwzględnienie każdej z dyrektyw oznacza, że będą one miały realny, choć częściowy, wpływ na ostateczny wymiar kary. Takie rozwiązanie jest wyrazem konsensusu między ideą odpłaty a ideą kary prewencyjnej wystarczającej do powstrzymania od recydywy. Odpowiedzialność karna relacjonowana jest do czynu zabronionego, a więc zachowania sprawcy, a nie ze względu na defekty osobowościowe. Jeśli więc ocenie sądu podlega głównie czyn sprawcy, to logicznym odniesieniem będzie zwrócenie się w ramach wymiaru kary przede wszystkim ku okolicznościom związanym z czynem. Parafrazując art. 1 § 1 k.k.: odpowiedzialności karnej podlega ten, kto ukradł, a nie ten, kto mógłby dopuścić się kradzieży. Niemniej nie można pominąć tego, że odpowiedzialność karna może się odnosić do człowieka dotychczas poprawnie funkcjonującego w społeczeństwie, któremu „przytrafiło się” popełnienie przestępstwa, jak też do wielokrotnego recydywisty. Sprawiedliwość kary nie może więc oznaczać diagnozy tylko cech czynu, lecz powinna wyrażać zróżnicowane oceny właściwości sprawcy. W finalnym etapie hipotetyczna kara może podlegać modyfikacji związanej z dyrektywą prewencji generalnej. Problem jedynie w tym, czy można upowszechnić i wprowadzić w życie pewnego rodzaju spojrzenie na wymiar kary mimo różnych koncepcji doktrynalnych, a jeśli nie, to w jaki sposób zmienić treść art. 53 § 1 k.k. dla bardziej jednoznacznego określenia wartości (równowartości lub hierarchii wartości) poszczególnych dyrektyw wymiaru kary. Takie rozwiązanie miałoby na celu wyeliminowanie sytuacji, gdy w jednym wypadku wyraźnie preferuje się przy orzekaniu prewencję indywidualną i znacząco łagodzi karę (na przykład 6 miesięcy pozbawienia wolności za kradzież), podczas gdy w innym, zbliżonym, priorytetowe są względy retrybutywne, a ocena sprawcy ma niewielki wpływ na zmianę kary wyznaczonej przez kryterium odpłaty (prowadząc do wymierzenia kary 10 miesięcy pozbawienia wolności). Mając na uwadze, że wymierzana jest sprawiedliwość oparta na pojęciu prawdy obiektywnej, a nie akceptacji rozstrzygnięcia przez strony postępowania, nawet niewielkie różnice w karach powinny skłaniać do modyfikacji systemowych. Przyznanie równej wartości poszczególnym dyrektywom wymiaru kary zdaje się przy tym być czymś więcej niż odzwierciedleniem pewnej postulowanej konwencji. Gdyby na przykład wbrew jednoznacznie pozytywnej osobowości sprawcy karać go w wymiarze proporcjonalnym do ciężaru przestępstwa, to takiej praktyce zabrakłoby dostatecznej indywidualizacji w stosowaniu kar, gdyż bez względu na przeszłość sprawców byliby oni karani niemal identycznie, co czyniłoby bezużyteczną jedną z dyrektyw sądowego wymiary kary. W żadnym razie nie chodzi przy tym o ograniczanie swobody sędziowskiej, a także innych podmiotów stosujących normy prawa karnego, z powodów jej niewłaściwego wykorzystania, lecz o większy stopień zracjonalizowania i ujednolicenia orzeczeń o karach w analogicznych sprawach. W związku z tym, że art. 53 § 1 k. k. nie określa ściśle, jak należy wymierzać kary, każde rozstrzygnięcie mieszczące się w podanych ogólnych ramach pozostaje w zgodzie z prawem. Nie wiąże się ono z jakimiś błędami czy nadużyciami interpretacyjnymi, lecz stanowi pochodną braku wyraźnych wskazówek co do transponowania stanów faktycznych i ich ocen na wymiar kary. Niemniej poprzez odniesienie do priorytetowych wartości porządku prawnego, jakimi są równość wobec prawa i sprawiedliwość, wskazane wydają się zmiany. Chodzi o to, by organy stosujące prawo dysponowały bardziej skonkretyzowanymi przesłankami karania i żeby zbliżone były konstatacje w takich kwestiach, jak ocena charakteru przestępstwa czy osoby sprawcy w sprawach wykazujących podobieństwo. Jedną z ewentualności byłaby korekta obowiązującego stanu prawnego polegająca na uszczegółowieniu relacji między dyrektywami wymiaru kary albo bardziej kazuistycznemu stypizowaniu czynów zabronionych. Alternatywnie, i wydaje mi się, że od tego raczej powinno się rozpocząć próbę poprawy jakości prawa „w działaniu”, należałoby w szerszym zakresie publikować prawomocne orzeczenia sądów zweryfikowane przez instancję odwoławczą w części dotyczącej kary (stosunkowo łatwe do wykonania na stronach internetowych, katalogując orzeczenia według kwalifikacji prawnej czynu), przyznając im jeszcze większą wartość, wykraczającą poza jednostkowe rozstrzygnięcie i w pewnym sensie wprowadzać do systemu prawnego jako precedensy. Pozwoliłoby to na wypracowanie konsensualnej wykładni, w szczególności wspartej autorytetem Sądu Najwyższego (który wielokrotnie przekonująco wyjaśniał znaczenie zwrotów języka prawnego wywołujących kontrowersje i korygował niejasności ustawodawstwa) skoncentrowanego na wnikliwym opisaniu relacji między dyrektywami wymiaru kary a rozwiniętej w orzeczeniach sądów apelacyjnych i okręgowych, stanowiących modele postępowania w konkretnych, podobnych sprawach. W procesie selekcji jako wzorcowe pozostaną orzeczenia uznane za najlepsze z punktu widzenia racjonalności i słuszności. Niewątpliwie ich siła oddziaływania będzie duża, mimo że formalnie nie będą miały mocy wiążącej poza danym postępowaniem. W ten sposób autonomia sądów, bez ingerencji zewnętrznej, posłużyłaby do ewolucyjnego osiągnięcia systemu karania opartego na najlepszych orzeczeniach i utrwaleniu prestiżu wymiaru sprawiedliwości.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL