Sporty zimowe

Wygrała szkoła polska

Apoloniusz Tajner i Łukasz Kruczek
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Łukasz Kruczek trenerem kadry. Były asystent Austriaka Heinza Kuttina i Fina Hannu Lepistoe będzie przygotowywał skoczków do igrzysk olimpijskich 2010
O tym, że następcą Lepistoe będzie Kruczek, mówiono od kilku tygodni, gdy do mediów przedostały się informacje o planowanym zakończeniu współpracy z 63-letnim Finem.
Apoloniusz Tajner, prezes PZN, twierdził wprawdzie wtedy, że są dwie opcje, zagraniczna i polska, tłumaczył, kto ze znanych trenerów mógłby poprowadzić naszych skoczków w nowym sezonie, ale w Planicy, gdy już wszyscy wiedzieli, że miejsce po Lepistoe jest wolne, żadnych rozmów nie przeprowadził. – Nie było takiej potrzeby. Postawiliśmy na Łukasza Kruczka, ale gdyby nie wyraził zgody, wystarczyłby jeden telefon do tych, którzy zgłaszali chęć pracy w naszym kraju – tłumaczył Tajner.
Prawdę mówiąc, nie bardzo wiadomo, kogo miał na myśli. Austriaka Stefana Horngachera, który chciał się u nas zatrudnić razem z niemile widzianym Heinzem Kuttinem, czy Fina Tommi Nikunena, który podziękował za pracę w rodzimej federacji? Teraz najpilniejszym zadaniem PZN jest nakłonienie do współpracy profesora Jerzego Żołądzia Sądząc z tego, co powiedział Andrzej Wąsowicz, losy Lepistoe i przyszłość Kruczka przesądzone były już znacznie wcześniej. Wiceprezes PZN wyznał bowiem nieopatrznie zdumionym dziennikarzom, że myśl taka zrodziła się w jego głowie już podczas Turnieju Czterech Skoczni, a więc na przełomie grudnia i stycznia. – Nie było wyników, nie było odpowiedniej atmosfery w grupie. Wtedy właśnie zrozumiałem, że czas pożegnania z Lepistoe jest bliski – wyznał szczerze Wąsowicz. To on i Tajner wymyślili powrót do czasów, gdy fizjolog Jerzy Żołądź i psycholog Jan Blecharz decydowali o sukcesach Małysza. Ale jak dotąd nie ma na tę współpracę zgody profesora Żołądzia. Tajner twierdzi wprawdzie, że decyzje w tej sprawie należą do Kruczka, ale od razu oferuje pomoc w negocjacjach, bo wie, że nie będą łatwe. Profesor Żołądź w jednym z wywiadów powiedział, że nie zostawi nauki dla skoków, i to jest wyraźny sygnał, że czeka na konkretne propozycje. A tych wciąż nie ma. – Nie ma, bo nie mogło być. Nie mogliśmy rozmawiać konkretnie z profesorem, nie znając planów Kruczka, który dopiero od 28 marca jest trenerem kadry. Profesor w ostatniej rozmowie ze mną nie ukrywał zdenerwowania, jest bardzo zapracowanym człowiekiem, poważnym naukowcem i też chciałby wiedzieć, na czym stoi. Mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia i będzie jednak z nami współpracował – przyznał Tajner. O zarobkach Kruczka wiemy tylko tyle, że są niższe od Lepistoe. Prezes mówi, i ma rację, że nie pieniądze były problemem. Przyznaje, że wybrany wariant jest ryzykowny. Bezpieczniej było postawić na znanego fachowca z zagranicy. W razie porażki, której nie można wykluczyć, byłoby na kogo przerzucić odpowiedzialność. A tak winni będą Kruczek i Tajner. Niedawno, gdy zapytano Małysza, co sądzi o Kruczku, który miałby zastąpić Lepistoe, mistrz miał odpowiedzieć, że jeszcze za wcześnie, by został pierwszym szkoleniowcem. – Może jak zakończę karierę – dodał czterokrotny mistrz świata, chyba nie wierząc, że ten scenariusz spełni się tak szybko. Od nowego sezonu Kruczek będzie najmłodszy w gronie trenerów podczas konkursów Pucharu Świata. A Lepistoe otrzyma od PZN pisemne zaproszenie na uroczyste pożegnanie w Krakowie. Nadzieje, że je przyjmie, są jednak niewielkie. Rz: Długo się pan zastanawiał, czy przyjąć propozycję? Łukasz Kruczek: Decyzji nie podjąłem od razu. Miałem wątpliwości, biłem się z myślami. Rozmawiałem z przyjaciółmi i kolegami. Wszyscy mówili: Bierz! Więc wziąłem. Kiedy poczuł pan, że jest głównym kandydatem na następcę Hannu Lepistoe? Prawdę mówiąc dopiero przed wyjazdem na ostatnie konkursy do Planicy. Wcześniej nie było o tym mowy, choć media już spekulowały, czy Kruczek nadaje się do tej roboty. Nie miałem najwyższych notowań, to nie nastraja optymistycznie. Wziął pan jednak tę pracę i staje na pierwszej linii frontu... Wiem, że jeśli będą porażki, to pierwsze ciosy spadną na mnie. Ale takie są reguły tej gry. Stołek głównego trenera jest chybotliwy, a grunt pod nim grząski. Nadaje się pan do tego? Trener reprezentacji to przede wszystkim organizator. Człowiek, który umie poukładać wszystkie klocki, stworzyć nowoczesny sztab szkoleniowy i potrafi rozmawiać z trenerami klubowymi. Wiem, że dam sobie z tym radę. Nie pracowałem w klubie, nie wychowałem mistrzów, ale warto pamiętać, że od czterech lat pomagałem zagranicznym fachowcom. Czego się pan od nich nauczył? Od Kuttina na pewno tego jak poruszać się w tym środowisku, a od Lepistoe, że należy być cierpliwym i konsekwentnym. A jaki pomysł na sukces ma Łukasz Kruczek? Mam nadzieję, że uda się nam wykorzystać wszystkie możliwości naszych zawodników. Teraz mamy tylko Adama Małysza i Kamila Stocha. Za nimi jest przepaść. Wie pan jak to zmienić? Zaproponuję metodę małych kroków. Zna pan już nazwiska członków sztabu szkoleniowego? Odpowiem na to pytanie za trzy tygodnie. Na pewno będzie w nim miejsce dla fizjologa, biomechanika i psychologa. Chciałbym też fachowca od aerodynamiki. Proszę tylko nie pytać o nazwiska. Na to za wcześnie. Małysz pana zaakceptuje? Rozmawiałem ze wszystkimi, nie tylko z nim. I nie mam niepokojących sygnałów. Wiem doskonale, że Małysz jest lokomotywą, która ciągnie polskie skoki, więc trzeba traktować go szczególnie. masz pytanie, wyślij e-mail do autora j.pindera@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL