fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Problem kogoś innego

Rafał Tomański
Fotorzepa
Co łączy Japonię i Wietnam? Nie tylko położenie na mapie, ale kłopoty o podobnym podłożu z największym z sąsiadów.
Chiny łączą narody. W przypadku Japonii i Wietnamu nie poprzez gospodarkę czy kulturę, ale przez spory terytorialne. Wzajemny handel spada, a kultury raczej w tych relacjach brak. Pojawiają się za to egzotyczne dwujęzyczne nazwy wysp, o które państwa się spierają. Wyspy są nie mniej egzotyczne.

Nazwy są różne

Japonia nazywa swoje roszczenia Senkaku, Chiny mówią Diaoyu. Dla Wietnamu wyspy Paracelskie to Hoàng Sa, Pekin nazywa je Xisha. Z kolei archipelag wysp Spratly występuje dla jednych jako Qu?n đ?o Tr??ng Sa, dla drugich jako Nansha. Nazwa jednak nie ma znaczenia, chodzi o pokaz siły i wywalczenie sobie przez Chiny jak najlepszej pozycji w regionie. Pozostałe państwa muszą się dostosować i co najwyżej myśleć o połączeniu sił.
Japonia bacznie przygląda się rozwojowi wydarzeń na morzu Południowochińskim. Obecnie chińska platforma wiertnicza zagarnia sobie teren należący do Wietnamu, ale wkrótce to samo może stać się w pobliżu wysp japońskich. Chińskie jednostki straży przybrzeżnej udowodniły, że są w stanie zatopić nieposłuszny statek wietnamski, dlaczego zatem nie miałyby w przyszłości potraktować tak samo Japonii?

Problem ten sam

Wietnamem wstrząsają antychińskie bunty, liczbę ich ofiar szacuje się nawet a 21 osób. Za niepokojami społecznymi idą w parze ogromne straty dla gospodarki. Tak buduje się nienawiść i ugruntowuje różnice narodowościowe. W ostatnim felietonie dla tygodnika Asahi Geino prawicowy polityk japoński Toshio Tamogami określił sytuację chińsko-wietnamską w bardzo konkretny sposób. Dał do zrozumienia, że nie można jej postrzegać jako problem kogoś innego, dziejący się poza Japonią, nie dotyczący jej bezpośrednio. Tamogami, były generał sił powietrznych japońskich sił samoobrony, słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi. Za jedną z nich sugerującą, że to USA sprowokowały japońskie działania wojenne podczas II wojny światowej, został zwolniony ze służby. W czasach napięć między państwami nacjonalistyczna retoryka brzmi dobrze dla ludzi i przyciąga uwagę sporej części na co dzień niezdecydowanych wyborców. Generał uzyskał niespodziewanie wysoki wynik podczas tegorocznych wyborów mera Tokio.
Podejście Wietnamu Tamogami nazwał strategią zaprzeczania wygranej przeciwnika. Jako kraj, który nie jest w stanie militarnie przeciwstawić się Chinom, według generała popełnia błąd odsuwając od siebie fakt przegranej. Dla Japonii powinien z tej sytuacji wynikać bardzo konkretny morał, by nie udawać, że działania Chin mogą zostać zbagatelizowane i odsunięte na margines. W japońskiej prasie pojawiło się także więcej głosów nawołujących do tego, by nie zapominać o położeniu Wietnamu w obecnej sytuacji.

Prasa napisze, co będzie trzeba

Co dalej będzie pisać w Japonii prasa, to już jednak zupełnie inny problem. Pół roku temu rząd premiera Shinzo Abe przegłosował w super szybkim tempie ustawę o ochronie specjalnych tajemnic. Prawo wejdzie w życie w połowie grudnia tego roku i nie za bardzo wiadomo, jaki poziom cenzury zafunduje nie tylko samym Japończykom, ale i opinii publicznej na świecie. Kraj Kwitnącej Wiśni chce mieć wyłączność na kontrolowanie informacji o tym, co będzie działo się w jego środku. Szef rządu zacieśnia relacje z dziennikarzami spotykając się z nimi o wiele częściej niż jego poprzednicy. Średnio co dwa tygodnie Abe pokazuje się z przedstawicielami mediów na obiadach, kolacjach, rautach, wyjściach i opowiada – prawdopodobnie – o jedynej słusznej wizji na przyszłość kraju.
Jak na razie się udaje przekonywać ich do siebie. Dziennikarze zostali ugoszczeni przez premiera 26 grudnia 2013 roku, gdy miała miejsce pierwsza od siedmiu lat wizyta w kontrowersyjnej, mieszczącej wojennych zbrodniarzy świątyni Yasukuni. Kolacja musiała się udać, ponieważ następnego dnia tylko jeden z gości premiera wspomniał w gazecie o przełomowej wizycie Abe. Dziennikarze gościli u szefa japońskiego rządu także dzień po podwyżce podatku konsumpcyjnego oraz w dniu, gdy ich gospodarz informował o planach rewizji militarnych zapisów w konstytucji. Dobrze jest mieć prasę po swojej stronie. Wtedy nawet ustawa o sekretach, zapowiadająca się na cenzurę w nowoczesnym wydaniu, może nie być straszna.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA