fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Urbaniak: zasady ustalania wysokości odsetek ustawowych

Choć rząd ma brać pod uwagę wysokość rynkowych stóp procentowych oraz stóp NBP, najwyraźniej o tym zapomniał i mimo że Rada Polityki Pieniężnej stopy obniża, stawka odsetek ustawowych od dawna jest na niezmienionym poziomie – zauważa prawnik Maciej Urbaniak.
We wszystkich bodaj słownikach języka polskiego istnieje słowo „odsetka", słowo, którego liczba pojedyncza nie występuje ani w tekstach aktów normatywnych, ani w mowie potocznej. W prawie i w życiu występują jedynie „odsetki" w liczbie mnogiej. Dużo odsetek.
Nie piszę: „za wysokie odsetki", ponieważ nie zamierzam nikogo tu przekonywać, że po wejściu Polski do strefy euro wysokość odsetek ordynowanych nam przez banki, kontrahentów czy fiskusa wyraźnie się obniży. Choć z punktu widzenia czytelnika ustaw i rozporządzeń, a także – a może nawet przede wszystkim – osoby, do której owe regulacje się stosują, zastąpienie złotego wspólną walutą miałoby istotne i całkiem pozytywne skutki. Ale to przyszłość z dzisiejszej perspektywy raczej mglista. A teraźniejszość... skrzeczy.
Pobieżne przefiltrowanie przez komputer zbioru wszystkich obowiązujących w Polsce aktów prawnych wskazuje na użycie terminu „odsetki" w co najmniej 885 ustawach, rozporządzeniach i umowach międzynarodowych. Ta sama operacja zastosowana do znajdujących się w bazie aktów normatywnych Unii Europejskiej przyniosła zbliżony rezultat – 692. Ale dla zwykłego obywatela czy zwykłego przedsiębiorcy podstawowe znaczenie mają dwie grupy norm: te, które dotyczą odsetek powstających w wyniku czynności prawnych, i te, które dotyczą odsetek od niezapłaconych w terminie należności wobec państwa (a czasem i vice versa).

Ile wynoszą maksymalne

W tej pierwszej grupie kluczowe znaczenie ma art. 359 kodeksu cywilnego. Stanowi on, że „odsetki od sumy pieniężnej należą się tylko wtedy, gdy to wynika z czynności prawnej albo z ustawy, z orzeczenia sądu lub z decyzji innego właściwego organu". Tenże przepis w kolejnych paragrafach stwierdza, że „jeżeli wysokość odsetek nie jest w inny sposób określona, należą się odsetki ustawowe", oraz, że maksymalna wysokość odsetek wynikających z czynności prawnej nie może w stosunku rocznym przekraczać czterokrotności wysokości stopy kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego (odsetki maksymalne)". Odsetek wyższych niż maksymalne nie można w Polsce żądać, nawet gdyby umowa lub czynność prawna, z której wynikają, została poddana prawu kraju, w którym takie ograniczenia wysokości odsetek nie występują.
Do ustalenia wysokości odsetek ustawowych uprawniona została Rada Ministrów, która ma tego dokonać, „kierując się koniecznością zapewnienia dyscypliny płatniczej i sprawnego przeprowadzania rozliczeń pieniężnych, biorąc pod uwagę wysokość rynkowych stóp procentowych oraz stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego" (to znowu art. 359 k.c. tym razem § 3). Ta dyrektywa, wprowadzona do kodeksu cywilnego w 2003 r., brzmi nieźle... A w praktyce?
Obecnie obowiązująca stopa odsetek ustawowych została ustalona w 2008 r. i wynosi 13 proc. w stosunku rocznym. Tyle też wynosiła, gdy w roku 1989 zastąpiono stawkę 8 proc. funkcjonującą od chwili wejścia w życie kodeksu cywilnego w 1964 r. Później stopa odsetek ustawowych doszła na czas krótki do 720 proc. w skali roku, a właściwie 60 proc. za sam styczeń roku 1990, bo już za luty spadła do 40 proc. miesięcznie. Później w miarę postępów w zwalczaniu inflacji spadała i spadała, aż doszliśmy do teraźniejszości.
Stopa lombardowa NBP stanowiąca podstawę do ustalenia odsetek maksymalnych (wyższych, przypomnijmy, nie wolno w Polsce pobierać) wynosi dziś 4 proc. A co za tym idzie, w Polsce zakazane jest pobieranie odsetek wyższych niż 16 proc. rocznie.  Wyższe oprocentowanie to już lichwa. A niższe, o zaledwie trzy skromne punkty procentowe?

Rząd się zapomina

W chwili uchwalenia rozporządzenia 4 grudnia 2008 r. stopa lombardowa NBP wynosiła 7,25 proc. Odsetki maksymalne mogły więc wtedy wynosić 29 proc. w stosunku rocznym. 13 to było wówczas o te same skromne 3 punkty procentowe mniej od połowy stopy odsetek maksymalnych. Już kilka dni po opublikowaniu rozporządzenia w Dzienniku Ustaw stopa lombardowa NBP spadła do poziomu 6,5 proc. (odsetki maksymalne 26 proc.), by w ciągu następnych lat fluktuować na poziomie około 5 proc. W 2013 r. w serii sześciu kolejnych obniżek dokonanych przez Radę Polityki Pieniężnej spadła z 5,5 do 4 proc. A rząd nic... Najwyraźniej zapomniał o obowiązku „brania pod uwagę wysokość rynkowych stóp procentowych oraz stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego".
Jeszcze dwie obniżki stóp procentowych, powiedzmy: jedna o 50, a druga o 25 pb (tzw. punktów bazowych, czyli o 0,5 i 0,25 proc.) i odsetki ustawowe będą równe odsetkom maksymalnym. A dalej to już lichwa...
Żeby było zabawniej, ustawodawca (nie, sam na to nie wpadł, o czym dalej) uznał, że dla ochrony przedsiębiorców kodeks cywilny to za mało, i uchwalił ustawę o terminach zapłaty w transakcjach handlowych. Intencja całkiem szczytna – ochrona słabszych przed dyktatem mocnych, dyktatem polegającym na wydłużaniu do świętego nigdy terminów zapłaty za dostawy i usługi. Ale czemu zabawniej? Otóż ustawodawca stwierdził, że jeżeli strony umowy ustaliły termin zapłaty na więcej niż 30 dni, dostawcy za okres od 30. dnia do terminu zapłaty należą się odsetki ustawowe, na „za zwłokę", czyli za czas od ustalonego terminu płatności do dnia zapłaty „przysługują odsetki w wysokości odsetek za zwłokę określanej na podstawie art. 56 § 1 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa". Owe odsetki za opóźnienie są niższe niż odsetki ustawowe. „Stawka odsetek za zwłokę jest – cytując ów przepis – równa sumie 200 proc. podstawowej stopy oprocentowania kredytu lombardowego, ustalanej zgodnie z przepisami o Narodowym Banku Polskim, i 2 proc., z tym że stawka ta nie może być niższa niż 8 proc.". Dziś to 10 proc.
No i wychodzi na to, że odsetki za dozwolony okres niepłacenia rachunków są wyższe niż za czas zaległości.
Na marginesie zauważyć wypada, iż ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych wdraża do polskiego systemu prawa Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/7/UE z 16 lutego 2011 r. w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych. A z dyrektywy wynika, że „odsetki za opóźnienia w płatnościach" oznaczają ustawowe odsetki za opóźnienia w płatnościach lub odsetki w wysokości uzgodnionej między przedsiębiorstwami. „Ustawowe odsetki za opóźnienia w płatnościach" zdefiniowane zostały jako „odsetki proste za opóźnienia w płatnościach w wysokości równej sumie stopy referencyjnej i co najmniej ośmiu punktów procentowych". „Stopa referencyjna" dla krajów strefy euro „oznacza stopę procentową stosowaną przez Europejski Bank Centralny do jego ostatnich głównych operacji refinansowania" (obecnie 0,25 proc.), a dla państw spoza strefy euro „równoważną stopę procentową ustalaną przez ich krajowy bank centralny". W wypadku Polski stopa referencyjna NBP to 2,5 proc. Wygląda na to, że przewidziane naszą ustawą odsetki za opóźnienie w płatności są obecnie niższe (10 proc.), niż wynikałoby to z dyrektywy (10,5 proc.).
W kwestii ustalenia wysokości odsetek od zobowiązań podatkowych Sejm okazał się mądrzejszy niż rząd (wiem, ustawy, zwłaszcza tak fundamentalne, tworzy się w wyniku przedłożeń rządowych, ale nieuzbrojonym okiem patrząc, tak to właśnie wygląda). Sejm powiązał bowiem, i to już wiele lat temu – w pierwotnym tekście ordynacji podatkowej w 1997 r. – stopę odsetek od zaległości wobec fiskusa ze stopą lombardową NBP. Fakt, było wtedy, przynajmniej teoretycznie, ciut taniej (jednak stopa kredytu lombardowego znacznie wyższa, ale inflacja też), a dodatkowe 2 proc. i minimalny poziom 8 proc. dodano dopiero w roku 2010. No i proszę, jak mało krwiożercze mamy państwo. Takie niskie odsetki od zobowiązań podatkowych (i innych, do których ten przepis się stosuje, np. wobec ZUS). Może dlatego, że jeżeli fiskus czasem musi coś podatnikowi oddać, bo zażądał za dużo, płaci odsetki naliczane identycznie.
Na koniec zostawiłem problem bardzo (przynajmniej dla niektórych) bolesny – wysokość odsetek ustawowych od zobowiązań wyrażonych w walutach obcych. Do 2003 r. rozporządzenie Rady Ministrów miało dwa paragrafy. W pierwszym określano aktualną stopę odsetek ustawowych od zobowiązań w walucie krajowej. Ta zmieniała się wielokrotnie od 1989 r. Paragraf drugi – niezmienny w latach 1989–2003 stanowił, że odsetki ustawowe od zobowiązań wyrażonych w walutach obcych wynoszą 8 proc. W 2003 r. przepis ten zniknął. Od tego czasu odsetki ustawowe, np. od zobowiązań wyrażonych w euro, wynoszą 13 proc. – tyle samo co dla złotego.

Oderwane od rzeczywistości

Problem w latach 2003–2009 był raczej teoretyczny, jako że art. 358 § 1 Kodeksu cywilnego jednoznacznie wówczas stwierdzał, że „z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych zobowiązania pieniężne na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej mogą być wyrażone tylko w pieniądzu polskim". Już jednak wówczas (2005) Sąd Najwyższy w uchwale (sygn. III CZP 1/05) uznał, że „zasada walutowości, o której mowa w art. 358 § 1 k.c., nie stanowi przeszkody do wyrażenia kwoty odszkodowania w walucie obcej zarówno w pozwie wniesionym przez niemiecką spółkę kapitałową, jak i w wyroku uwzględniającym powództwo".
Od 24 stycznia 2009 r. art. 358 brzmi już jednak inaczej: „jeżeli przedmiotem zobowiązania jest suma pieniężna wyrażona w walucie obcej, dłużnik może spełnić świadczenie w walucie polskiej, chyba że ustawa, orzeczenie sądowe będące źródłem zobowiązania lub czynność prawna zastrzega spełnienie świadczenia w walucie obcej".
Pozornie wydawać by się mogło, że zrównanie stopy odsetek ustawowych od zobowiązań wyrażonych w złotych i np. w euro ma sens, skoro złoty jest wymienialny, a zobowiązanie może być uiszczone (niekiedy) w jednej lub drugiej walucie. Ale z drugiej strony odsetki maksymalne wynoszą w Polsce czterokrotność stopy lombardowej NBP. Bankiem centralnym dla strefy euro jest Europejski Bank Centralny, a jego najwyższa stopa procentowa – stopa kredytu refinansowego, wynosi 0,25 proc. Załóżmy, że gdyby ustalał on stopę lombardową, mogłaby być ona dwukrotnie wyższa – 0,5 proc. (w NBP stopa refinansowa to 2,5 proc., a lombardowa 4 proc.). Cztery razy 0,5 daje 2 proc. Powyżej to już lichwa? Rynkowe stopy procentowe dla euro na rynku międzybankowym oscylują na poziomie 0,5–0,6 proc. Na rynku kredytowym są oczywiście wyższe, przeciętnie nie więcej niż o 2 punkty procentowe. Z drugiej strony dyrektywa w sprawie opóźnień w transakcjach handlowych ustala stopę odsetkową na poziomie (dziś) 8,25 proc.
13 proc. odsetek od zobowiązań wyrażonych w euro czy nawet brytyjskim funcie – GBP – (stopa referencyjna Banku Anglii jest niższa niż ?1 proc.) wydaje się jednak mocno oderwane od rzeczywistości. Czy nie przyszedł czas, by Rada Ministrów wreszcie zrobiła, co do niej należy, i jakoś zmodyfikowała rozporządzenie określające wysokość odsetek ustawowych? A może w zamian ktoś (minister sprawiedliwości?) pokusiłby się o zaproponowanie modyfikacji art. 359 § 2 k.c. np. w taki oto sposób:
„§ 2. Jeżeli wysokość odsetek nie jest w inny sposób określona, należą się odsetki ustawowe. Stawka odsetek ustawowych jest równa sumie 200 proc. podstawowej stopy oprocentowania kredytu lombardowego, ustalanej zgodnie z przepisami o Narodowym Banku Polskim".
Tak raz i na długo... do czasu wejścia do strefy euro.
Autor jest radcą prawnym, ?prowadzi kancelarię indywidualną, współpracuje z kancelarią Chadbourne? & Parke.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA