Wspomnienia

Tadeusz Dominik nie żyje

Tadeusz Dominik, malarz grafik, rzeźbiarz. Zmarł 20 maja 2014 roku.
Fotorzepa, Jerzy Gumowski
Malarz, grafik, rzeźbiarz, twórca tkanin artystycznych i ceramik zmarł 20 maja.
Tadeusz Dominik urodził się w 1928 roku w Szymanowie.
"Nie urodził się w czepku, ale w ubogiej rolniczej rodzinie. I wielokrotnie zmagał się z biedą. Pierwsze plastyczne próby wykonywał patykiem na piasku. Blok rysunkowy z czystymi kartkami nawet mu się nie śnił. Przedmiot zbytku nieobjęty rodzinnym budżetem. – Smarowałem na każdym wygospodarowanym skrawku papieru czy gazety – opowiadał. – Nigdy bym nie pomyślał, że za kilkadziesiąt lat pogniecione, wydarte papierzyska wejdą w modę. Z musu antycypowałem trend. Miał 11 lat, gdy wybuchła wojna. Dziecko pułku, przywdział mundur, zanim osiągnął metrykalną dorosłość. Strój, który przez kilka kolejnych lat stanowił jego wyjściową kreację" - pisała o artyście Monika Małkowska.
Studia rozpoczął zaraz po wyzwoleniu w pracowni Jana Cybisa, malarza kolorysty. Przez kilkadziesiąt lat był związany z warszawską Akademią Sztuk Pięknych. Był nauczycielem kilku pokoleń artystów. Podstawą jego artystycznej inspiracji był natura. Traktowana jako pretekst w jego płótnach, grafikach, wycinankach czy własnoręcznie tkanych gobelinach przemieniała się w system uproszczonych brył, malarskich znaków. Jego obrazy mają w sobie lekkość i swobodę, balansując między konkretem i abstrakcją. Przyciągają spojrzenia widzów prostymi kompozycjami i olśniewającymi barwami. Przypominamy rozmowę Moniki Kuc z 2006 r. Rz: Konsekwentnie od ponad 50 lat maluje pan abstrakcyjne pejzaże. Czy podobnie jak Jan Cybis, u którego pan studiował, uważa pan, że malarstwo nie jest fotografią natury? Tadeusz Dominik: Zgadzam się z tą opinią, ale jest też między nami zasadnicza różnica. Cybis mimo wszystko trzymał się natury i malował w plenerze, choć oczywiście to, co widział, przetwarzał na własny kolorystyczny zamysł. Ja nigdy nie odtwarzam konkretnych pejzaży, co najwyżej sugeruję kolorem klimat jakiegoś miejsca albo szukam własnego znaku dla form występujących w naturze. A maluję w pracowni. Po co więc panu liczne dalekie podróże? Na nowe krajobrazy patrzę nie tylko jako malarz. Gdy je podziwiam, nie muszę ich od razu malować. Przeżywam zachwyt nad urodą świata jak każdy. Kiedy z moją żoną Cynthią podróżowaliśmy po Alasce, obserwowaliśmy fantastyczne widoki lodowca – o płaskim horyzoncie i ekspresyjnych spiętrzeniach w świetle: niebiesko-kabaltowym, fiołkowym, zielonym... I doświadczaliśmy emocji lądowania w pobliżu szczeliny lodowca głębokiej na tysiące metrów. Dopiero potem to, co nagromadziło się w mojej pamięci, znajdowało bardzo odległy wyraz w obrazach o chłodnej kolorystyce. Z kolei śladem po podróży do dżungli w Peru były na moich płótnach masy żywiołowej gorącej zieleni. Czytaj więcej - "Trzymam się słonecznej strony życia" Przypominamy rozmowę Bogusława Deptuły z 2010 r. Jak się panu maluje? Tadeusz Dominik: Mnie się zawsze dobrze maluje, bo ja tę robotę kocham. Zajmuję się tym od czasu dłuższego, niż jestem w stanie spamiętać. Jest to jedyna czynność, jaka mnie nie nudzi, którą wykonuję z przyjemnością, bo w innych dziedzinach jestem raczej leniwy. Co prawda, jako młody człowiek uwielbiałem rzemiosło. Gdy miałem 10 lat, postanowiłem zbudować sobie sanki. Owszem, zrobiłem jedną płozę, ale drugiej już mi się nie chciało, no bo przecież byłaby taka sama. Zaczynałem kajak, samolot, ale nigdy mi nie starczało cierpliwości. Z malowaniem jest inaczej. A kiedy zaczęła się pana przygoda ze sztuką? Starsi bracia opowiadali mi, że rysowałem już, gdy miałem trzy lata. Używałem ścieżek. Wydeptana powierzchnia była jasna, gładka, gdy się ją zadrapało patykiem pojawiało się ciemne. Zarysowywałem dziesiątki metrów tych ścieżek. Co najczęściej było tematem tych rysunków? Sceny batalistyczne. Sąsiedzi rozmawiali o wojnie, o I wojnie światowej, o wojnie dwudziestego roku. Słuchałem, a potem starałem się to wszystko narysować, po dziecięcemu oczywiście, ale ja ich sobie nie przypominam. Trudno pamiętać, jak się ma 82 lata, a wtedy miało się trzy. Czytaj więcej - "Patrzę obrazami"
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL