fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Pan Bóg na wokandzie

Plus Minus, Andrzej Krauze And Andrzej Krauze
Komu przeszkadzali duchowni wielu wyznań na obradach rady miasteczka w stanie Nowy Jork?
Piątego maja Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wydał ważny wyrok: rzecz dotyczyła konstytucyjności odmawiania przez zaproszonego duchownego modlitwy podczas obrad rady miejskiej. Modlitwa publiczna to jedna z trzech kwestii prawnych, które budzą w USA tak duże kontrowersje, że stają się ważnymi elementami debaty publicznej, marszów i manifestacji: aborcja, instytucjonalizacja związków osób tej samej płci oraz modlitwa w sferze publicznej (a więc głównie w publicznych szkołach oraz ciałach prawodawczych).

Kandydaci mianowani przez prezydenta na stanowiska sędziowskie zawsze bywają pytani przed komisją Senatu USA o stosunek do każdej z nich. Amerykańskie dyskusje na temat obecności modlitwy w sferze publicznej, znaczenie podnoszonych argumentów oraz społeczny wydźwięk kontrowersji można z powodzeniem porównać do kwestii obecności krzyża w salach szkolnych i szpitalnych krajów Starego Świata, w budynkach obrad parlamentu lub miejscach pracy, jak choćby biblioteka uniwersytecka czy komisariat policji.

Grecki spór

Kontrowersja dotyczyła praktyki rady niespełna stutysięcznego miasta o pięknej nazwie Grecja (Town of Greece przeciwko Susan Galloway), znajdującego się nad jeziorem Ontario na północy stanu Nowy Jork. Od 1999 roku comiesięczne obrady otwierała modlitwa, do której odmówienia zapraszano duchownego odpowiedzialnego za którąś ze wspólnot religijnych, zbierających się w świątyniach miasta. Odpowiedzialnego nazywano honorowo kapelanem miesiąca. Nie przewidywano wynagrodzenia lub ofiary w związku z tą posługą i nikt gratyfikacji nie otrzymywał. Pozostawiano gościowi swobodę co do treści modlitwy: w praktyce pojawiały się w niej wątki obywatelskie i religijne.
Zakwestionowały ją w sądzie dwie aktywistki Susan Galloway i Linda Stephens, pojawiające się podczas obrad rady miejskiej, aby przedstawiać zagadnienia istotne dla lokalnej społeczności. Protest dotyczył jednak nie samej praktyki odmawiania modlitw na forum publicznym, lecz ich treści. Zdaniem obu pań w praktyce była ona „obraźliwa", „nie do przyjęcia" oraz stanowiła rodzaj afrontu uczynionego „zróżnicowanej społeczności". Wynikało to z pojawiania się odwołań do Jezusa Chrystusa i chrześcijańskich wątków w zdecydowanej większości modlitw.
W istocie świątynie miasta były głównie chrześcijańskie, choć jako „kapelana miesiąca" zaproszono i żydowskiego świeckiego, i przewodniczącego świątyni bahaitów. Spełniono też prośbę kapłanki neopogańskiej religii wicca, która również chciała pojawić się w roli „kapelanki miesiąca".
Mimo to protest pań Galloway i Stephens zarzucał duchownym głównie wznoszenie modlitwy „w imię Jezusa Chrystusa", co miało według nich łamać zakaz ustanawiania kościoła państwowego, gwarantowany I poprawką do Konstytucji USA. Panie domagały się więc, aby na skutek sądowego zakazu wznoszono w radzie miasta modlitwę „inkluzyjną i ekumeniczną", odwołującą się tylko do ogólnej, „gatunkowej" idei Boga (generic God) i niekojarzącą władzy publicznej z żadną konkretną wiarą bądź wyznaniem. Chodziłoby więc o uznanie dopuszczalności wezwania Boga tylko jako elementu religii obywatelskiej (civic religion). W dyskusjach jako jej przykład powołuje się zazwyczaj narodowe motto: „In God we trust", prezydenckie „God bless America" na zakończenie przemówienia czy należące do patriotycznego ślubowania deklaracji szacunku wobec flagi i reprezentowanych przez nią wartości wyznanie: „one Nation under God".

Supreme Court podzielony

Sąd Najwyższy nie podzielił obaw co do konstytucyjności modlitewnej praktyki rady miejskiej. Dwoje sędziów złożyło jednak zdania odrębne. Sędzia Kagan, wspierana głosami trzech innych członków najwyższego organu sądowego USA, starała się wykazać sprzeczność rozstrzygnięcia z wolnością religijną. W istocie kontrowersja dotyczyła chrześcijańskiego charakteru modlitwy. Sędzia Breyer podkreślał, że miasto powinno dołożyć starań, aby nikt przez jego działania nie czuł się wyłączony ze względu na wyznawaną wiarę. Konstytucyjny wybór postrzegał następująco: albo należy zrezygnować z otwierania modlitwą publicznego posiedzenia, albo zadbać, żeby modlitwa nie wskazywała na konkretne wyznanie czy religię.
Dwaj sędziowie podjęli dodatkową polemikę z uwagami sędzi Kagan, formułując tzw. zdania zbieżne z wyrokiem. Szczególnie ważne wydaje się stanowisko sędziego Thomasa, który uznawany jest za jednego z głównych zwolenników nurtu interpretacji Konstytucji USA na sposób oryginalistyczny, odwołujący się do okoliczności jej powstania. Thomas podkreślił, że wyrok wskazujący na niekonstytucyjność modlitwy pozostawałby w sprzeczności w tym, co uważali i czego oczekiwali twórcy I poprawki. W istocie wykazał ahistoryczność argumentacji sędzi Kagan.
Zdaniem obrońcy tradycji konstytucyjnej w rozumowaniu sędzi Kagan – krytycznej wobec jakiegokolwiek formalnego włączania modlitwy do porządku posiedzenia – pojawia się poważny błąd antropologiczny i odwołanie się do  fałszywej wizji człowieka. Religijność stanowi bowiem integralny składnik ludzkiej natury. Religia jest po prostu częścią życia człowieka. Co więcej, nierozerwalny związek z religią powoduje nawet, że człowieka określa się jako byt religijny. Ta sama więc osoba – homo religiosus – jest obywatelem. Człowiek wierzący to podmiot zarówno przymierza politycznego, jak i religijnego. Osoba pozostaje jednością, a przynajmniej powinno się zadbać o warunki, aby mogła nią pozostawać i w tej jedności się rozwijać. Nie wolno doprowadzać na tej płaszczyźnie do „pęknięcia". W innym przypadku – właśnie arbitralnie – rozdziera się człowieka wewnętrznie. W stanie rozdarcia zaś nie da się normalnie i szczęśliwie żyć.
Zatem religia nie stanowi „prywatnej sprawy" wierzącego: ani dla niego samego, ani dla wspólnoty politycznej, do której należy. Jego osobisty rozwój leży w najgłębszym interesie społeczności, którą – jak w Polsce – należy postrzegać jako dobro wspólne. Państwo ma tworzyć warunki do publicznego działania każdego obywatela, aby samemu realizując się w społeczeństwie, stale je wzbogacał.

Szansa dla miasta

Zarówno dla większości sędziów Sądu Najwyższego, jak i dla tych, którzy podpisali zdania odrębne, zarówno dla radnych miasta, jak i dla aktywistek, które wystąpiły z oskarżeniem, jedna prawda nie podlega dyskusji: konstytucyjność samej modlitwy na otwarcie sesji rady. Modlitwa na publicznym zgromadzeniu nie kłóci się z neutralnością, nie stanowi przymusu ani nadmiernego uwikłania państwa lub samorządu w religię. Nie daje sygnału osobom, które się z daną modlitwą nie utożsamiają, że mają stanąć z boku, są outsiderami czy obywatelami innej kategorii. Zarazem modlitwa spełnia ważną rolę, gdyż – jak podkreślił Sąd Najwyższy – jest „inicjowana z myślą o wywołaniu podniosłego i służącego debacie stanu umysłu, z nadzieją na nadprzyrodzone prowadzenie w sprawach miasta oraz w intencji podążania za tradycją, podtrzymywaną przez Kongres USA i tuziny stanowych zgromadzeń prawodawczych".
Natura modlitwy jest religijna. A skoro tak... Jeśli, jak życzą sobie aktywistki z Town of Greece, Bóg miałby być wskazany tylko gatunkowo (a nie specyficznie, jak jest na przykład w preambule do Konstytucji RP z 1997 roku), wkrótce okazałoby się, że występujące w modlitwie słowo „Bóg" pozostaje puste. Nie będzie się za nim kryła żadna rzeczywistość, żadna koncepcja, żadne konkretne rozumienie, kim On jest. Modlitwa, aby pozostać modlitwą, musi mieć konkretną treść. Inaczej nikt nie uzna jej za swoją, a więc nikt nie będzie jej odmawiał. Co wart jest tekst brzmiący jak modlitwa, ale nią niebędący? Po co go recytować publiczne lub prywatnie?
Odwołanie się do Boga – nawet tylko gatunkowe – może skłonić niektórych ateistów do zgłoszenia pretensji, że w ogóle Bóg zostaje wspomniany jako żyjący, a przecież oni wierzą, że Go nie ma. Podążenie za tą myślą i odrzucenie, zakazanie modlitwy byłoby zaś nie bez znaczenia. Powiedziałoby wierzącym, że nie ma dla nich miejsca, że mają sobie schować do kieszeni przekonania decydujące o tym, kim są, oraz to najgłębsze powierzenie bożemu prowadzeniu losów własnych i społeczności, w której żyją. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest zatem świadome dopuszczenie odmawiania konkretnych modlitw: dziś przez jednych, w innym miesiącu przez drugich. Tak też zdecydował Sąd Najwyższy, nie kwestionując konstytucyjności praktyki miasta Grecja.
Uczestnicy posiedzeń rady miasta nie muszą być obecni podczas modlitwy, co podkreślił Sąd Najwyższy. W razie gdyby naprawdę nie byli w stanie jej słuchać, mogą się nieco spóźnić na rozpoczęcie sesji. Nie są do modlitwy zmuszeni, jak to się dzieje z dziećmi w szkole publicznej. Nie tylko dlatego, że są dorośli. W radzie miasta są reprezentantami: zarówno ci, których jako takich wybrano, jak i ci, którzy za takich się uważają i przychodzą z własnej inicjatywy, aby słuchać oraz wypowiadać się w sprawach istotnych dla społeczności lokalnej. Tak czy inaczej, odzwierciedlają i przedstawiają tę społeczność.
Podobnie reprezentatywna powinna być modlitwa, a raczej całość modlitw odmawianych w kolejnych miesiącach. Zatem: równość i różnorodność. Nie tylko o tolerancję chodzi, lecz bardziej jeszcze o okazanie szacunku dla przekonań i wiary, o urzeczywistnianie warunków do realizacji dobra wspólnego. W ostatniej zaś instancji – o możliwość integralnego rozwoju każdego człowieka jako podmiotu przymierza religijnego i politycznego. Nie należy tych przymierzy mieszać ze sobą, ale warto zgodzić się na możliwość ich spotkania w osobie wierzącego i obywatela zarazem.
Autor jest profesorem nauk prawnych, LL.M. Georgetown, autorem książki „Textbook on the First Amendment: Freedom of Speech and Freedom of Religion"
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA