fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Hipokryci grożą strajkiem

Prezes ZNP Sławomir Broniarz protestuje przeciwko wprowadzeniu do szkół asystentów nauczycieli
Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
ZNP nie godzi się na wprowadzenie wyłomu w Karcie nauczyciela. Sam zatrudnia pedagogów na umowy-zlecenia.
Zarząd Związku Nauczycielstwa Polskiego grozi strajkiem. Sprawa ma związek z propozycją wprowadzenia do szkół podstawowych asystentów nauczycieli, którzy mieliby pomagać pedagogom w pracy z sześciolatkami.
Na czym polega problem? Popierany przez rząd projekt nowelizacji prawa oświatowego zakłada, że asystenci mieliby być zatrudniani na podstawie kodeksu pracy, a nie Karty nauczyciela. I to wzburzyło nauczycielskie związki.
Zapowiedziana jest już akcja protestacyjna „Dość tego". – Instytucja asystenta to wprowadzenie konia trojańskiego do systemu. Doprowadzi do deprofesjonalizacji zawodu i podziału nauczycieli na „karcianych" i „kodeksowych" – przekonuje w komunikacie szef ZNP Sławomir Broniarz.
Na Twitterze zasugerował, że może być zagrożone bezpieczeństwo dzieci.
Szef ZNP przekonuje „Rz", że samorządy będą wykorzystywać funkcję asystenta do obniżenia kosztów pracy szkół. W jego ocenie może to doprowadzić do sytuacji, w której z uczniami będzie pracował sam asystent bez nauczyciela.
Taki scenariusz jest wątpliwy, bo projekt nowelizacji jasno określa jego zadania jako wsparcie dla „nauczyciela prowadzącego zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze lub zajęcia świetlicowe". Dodatkowo zapisano w niej, że „asystent nauczyciela wykonuje zadania wyłącznie pod kierunkiem nauczyciela prowadzącego".
Asystenci mają być zatrudniani na podstawie kodeksu pracy, by zachęcić samorządy do tworzenia takich miejsc pracy w szkołach. Kodeksowe warunki są bowiem o wiele bardziej elastyczne dla gmin niż reżim Karty nauczyciela.
Do gróźb ZNP przyłączyła się wczoraj nauczycielska „Solidarność", która stwierdziła, że asystenci pracujący na podstawie kodeksu pracy będą nauczycielami II kategorii. Także ten związek zagroził rządowi rozpoczęciem akcji protestacyjnej.
Opór ZNP wobec nowych przepisów ma interesujące tło. Związek ten prowadzi w Łodzi zespół szkół, w skład którego wchodzą podstawówka, gimnazjum i liceum. Kilka miesięcy temu ujawniliśmy, że w tych placówkach Karta nauczyciela nie obowiązuje.
W roku szkolnym 2012/2013 z blisko 39 etatów pedagogicznych ponad 16 było umowami o dzieło lub zleceniami, pogardliwie nazywanymi przez związkowców umowami śmieciowymi. Kolejnych 14 to etaty na czas nieokreślony zawarte na podstawie kodeksu pracy, następne 7,5 – umowy na czas określony.
Jak teraz sprawdziliśmy, do dziś nic się nie zmieniło. Z danych przekazanych nam przez MEN dotyczących obecnego roku szkolnego wynika, że z 50 nauczycielskich etatów z zespole szkół ZNP  17 to umowy-zlecenia, 16 to umowy kodeksowe na czas określony, a 16,9 – umowy o pracę na czas nieokreślony.
Przeprowadzona w ubiegłym roku przez Państwową Inspekcję Pracy kontrola wykazała, że w zespole szkół ZNP nie funkcjonował fundusz świadczeń socjalnych, dodatkowo związek bez zgody pracowników potrącał im z pensji składki na swoją działalność.
W odpowiedzi na naszą poprzednią publikację prezes łódzkiego ZNP Marek Ćwiek zachwalał jakość edukacji w szkołach związku. Zapytaliśmy teraz Sławomira Broniarza, dlaczego w placówkach ZNP  kodeks pracy czy wręcz umowy-zlecenia nie są przeszkodą w tym, by zapewnić uczniom dobrą jakość edukacji, a w przypadku szkół samorządowych gwarantem tej jakości miałaby być tylko Karta. I dlaczego każda inna forma stosunku pracy miałaby stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa uczniów czy też prowadzić do deprofesjonalizacji zawodu.
Nie otrzymaliśmy odpowiedzi na te pytania.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA