fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Pacjent zacznie od taniego leku

Dopiero jeśli tańsza terapia będzie nieskuteczna, podać droższy lek – takie zalecenie dostali reumatolodzy. Wkrótce mogą je usłyszeć inni medycy
Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadza nowe rozwiązanie: terapię inicjującą. Na razie funkcjonuje tylko przy leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów.
Ale Rafał Zyśk, dyrektor Departamentu Gospodarki Lekami NFZ, już zapowiada, że system może znaleźć zastosowanie również w innych dziedzinach medycyny: – Tam, gdzie to możliwe, będziemy szli w tym kierunku. NFZ chce zreformować ustalanie programów terapeutycznych, w których płaci za część najdroższych leków. Do tych programów kwalifikowani są tylko ci pacjenci, u których terapia może przynieść najlepsze efekty.
Teraz lekarze mają podawać chorym najpierw lek tańszy. Dopiero gdy się okaże, że ze względu na zdrowie pacjenta trzeba podawać inny medykament, terapia będzie zmieniana na kosztowniejszą. – Na reumatoidalne zapalenie stawów istnieją trzy porównywalne terapie oparte na różnych lekach. Międzynarodowe wytyczne mówią, żeby w takich sytuacjach stosować najtańszy z nich – mówi Zyśk. – Dzięki temu będziemy mogli włączyć do programu terapeutycznego więcej pacjentów – zakłada. Roczna terapia inicjująca na reumatoidalne zapalenie stawów z tańszym lekiem będzie kosztować 35,5 tys. zł. Taka sama terapia z innym specyfikiem kosztuje blisko połowę więcej, bo 54,5 tys. zł. – Szacujemy, że na wprowadzeniu tego rozwiązania zaoszczędzimy ponad 25 mln zł rocznie. To bardzo dużo – ocenia Zyśk. Lekarze nie boją się, że przez plany funduszu mogą ucierpieć chorzy. – Rzeczywiście skuteczność wszystkich tych leków jest porównywalna, więc pacjenci nie muszą stracić na decyzji NFZ – mówi prof. Piotr Wiland, konsultant wojewódzki ds. reumatologii na Dolnym Śląsku. Nie widzi nic złego w tym, że NFZ narzuca leczenie najpierw określonym lekiem. – Nim wprowadzono terapię inicjującą, używanie leków także było reglamentowane, tylko w inny sposób. Pieniądze na droższy i tańszy lek biegły do nas z NFZ dwoma strumieniami. Od wysokości kontraktu na używanie tych leków zależało, który lek mogliśmy częściej podawać pacjentom – tłumaczy prof. Wiland. – Problem polega na tym, że przed terapią nie wiadomo, na który lek, droższy czy tańszy, pacjent zareaguje pozytywnie. Dlatego jeśli podchodzę do czegoś sceptycznie w pomyśle NFZ, to do analizy finansowej. Dzisiaj nie wiadomo, ile oszczędności przyniesie wprowadzenie terapii inicjującej, bo nie wiemy, czy rzeczywiście pacjenci będą częściej brali lek tańszy – zauważa. Urzędnicy jednak odpowiadają: – Nie ingerujemy w decyzje lekarzy. Zależy nam tylko, by podanie droższego leku było uzasadnione medycznie. Podobny pomysł, zalecenia stosowania najpierw tańszych terapii, wprowadzały siedem lat temu kasy chorych. Lekarze rodzinni za stosowanie tańszych leków z tzw. receptariusza mieli dostawać lepsze kontrakty z NFZ. To przedsięwzięcie się nie powiodło. Gwałtownie zaprotestowały wówczas zarówno firmy farmaceutyczne, jak i sami lekarze. Prof. Piotr Wiland, reumatolog masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: s.szparkowska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA