fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Waży się los rewolucji

Jędrzej Bielecki
Na Ukrainie w każdej chwili może zostać wprowadzony stan wyjątkowy. Siły MSW są do tego gotowe.
Korespondencja z Kijowa
Minister sprawiedliwości Ołena Łukasz zagroziła, że wystąpi z wnioskiem do Rady Bezpieczeństwa i Obrony Państwa o wyprowadzenie wojsk na ulicę. Była to reakcja na zajęcie gmachu jej resortu przez Spilną Sprawę (Wspólną Sprawę). Ultimatum przestraszył się lider organizacji Ołeksandr Daniluk: jego aktywiści po południu wyszli z budynku, ale zapowiedzieli utrzymanie straży na zewnątrz.
Daniluk ostrzegł także, że jeśli na wtorkowej sesji Rady Najwyższej nie zostanie przegłosowana uchwała o przeprowadzeniu natychmiastowych wyborów prezydenckich i parlamentarnych, Spilna Sprawa nie tylko zajmie ponownie ministerstwo sprawiedliwości, ale także „wszystkie inne budynki rządowe".
To oświadczenie oznacza, że ukraińska rewolucja coraz bardziej wymyka się spod kontroli jej dotychczasowych liderów.
– Jesteśmy przeciwni akcji Spilnej Sprawy, nie chcemy konfrontacji. Szukamy politycznego rozwiązania kryzysu w negocjacjach z Janukowyczem – mówi „Rz" Jurij Sorotiuk, rzecznik partii Swoboda.
W poniedziałek nad ranem pod budynek ministerstwa sprawiedliwości kilkakrotnie przyjeżdżał lider partii Udar Witalij Kliczko, próbując bezskutecznie przekonać aktywistów, aby wyszli z budynku.
Na własną rękę działa na Majdanie także wiele innych organizacji. Jedną z nich jest Automajdan, grupa około 300 kierowców samochodów, którzy starają się blokować pojazdy specjalnych oddziałów milicji Berkutu, a nawet pracowników urzędów publicznych idących do pracy.
Wtorek lider partii Batkiwszczyna Arsenij Jaceniuk nazwał sądnym dniem, od którego zależy los rewolucji. Jednak spełnienie warunków stawianych przez liderów, a tym bardziej takich organizacji jak Spilna Sprawa, będzie niezwykle trudne. Obie strony z trudem ze sobą rozmawiają. Partia Regionów uznała, że opozycja „wystawia niepodległość Ukrainy na niebezpieczeństwo", a zajmowanie budynków administracji publicznej nazwała „kryminalnymi aktami prowadzącymi do zamachu stanu".
Z kolei na zachodzie Ukrainy niektóre rady obwodów zdominowane przez opozycję przyjęły uchwały o delegalizacji Partii Regionów. W zamian za zaprzestanie protestów opozycja domaga się nie tylko wcześniejszych wyborów prezydenckich, ale także uwolnienia Julii Tymoszenko, zmiany konstytucji i podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. Spełnienie tych warunków oznaczałoby dla Wiktora Janukowycza i jego klanu nie tylko oddanie władzy, ale być może także ryzyko utraty wolności.
O wprowadzenie stanu wyjątkowego już wcześniej wystąpił regionalny parlament na Krymie. Nad ranem milicja brutalnie rozbiła liczącą około 10 tys. osób manifestację osób starających się zdobyć budynek rady obwodu w Zaporożu. Swoboda twierdzi, że aresztowani zostali jej liderzy w Kirowogradzie, Czerkasach i Zaporożu. Także w Czerkasach dotkliwie pobitych zostało dwóch dziennikarzy pracujących dla polskiej stacji telewizyjnej Biełsat.
Jednocześnie minister obrony narodowej Paweł Lebiediew ostrzegł, że armia „pozostanie wierna konstytucji" i nie będzie interweniować. Także rzecznik rządu Mykoły Azarowa Witalij Łukianienko zapewnił, że władze nie przygotowują stanu wyjątkowego.
Jednak ukraińskie media sygnalizują, że na nogi zostały postawione wojska MSW. To 45 tys. ludzi uważanych za wierną gwardię prezydenta Janukowycza.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA