fbTrack

Służba zdrowia

Kto zawinił: szczepionka czy karetka

W Polsce szczepi się 98 proc. dzieci
123RF
Śledczy badają, czy dziecko z Kutna zabiła szczepionka. Coraz więcej rodziców boi się powikłań.
Prokuratura w Kutnie (woj. łódzkie) wszczęła śledztwo w sprawie śmierci półrocznej dziewczynki, która zmarła w sobotę w miejscowym szpitalu. Śledczy zbadają, czy podanie szczepionki mogło się przyczynić do tragedii.
Tymczasem w geście solidarności z rodzicami zmarłej dziewczynki na Facebooku ruszyła wczoraj akcja rodziców przeciwko ignorowaniu przez lekarzy niepożądanych odczynów poszczepiennych. – Jesteśmy poruszeni śmiercią małej Basi, która nie tylko zbyt długo czekała na karetkę, ale także u której nikt nie zainteresował się pogorszeniem zdrowia po szczepieniu – mówi Justyna Socha ze Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP, które zrzesza rodziców dzieci, u których wystąpił niepożądany odczyn poszczepienny.

Jest śledztwo

Dziewczynka zmarła w sobotę, dwa dni po zaszczepieniu. Przed śmiercią stan był tak zły, że lekarze uznali, iż trzeba ją przewieźć do kliniki w Łodzi. Karetka przyjechała po blisko trzech godzinach. Sekcja zwłok przeprowadzona wczoraj nie wyjaśniła, co było przyczyną tragedii. – Lekarze nie znaleźli oczywistych zmian chorobowych ani śladów urazów – mówi „Rz" Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Zlecono badania histopatologiczne i toksykologiczne. Prokuratura zbada, czy były zaniedbania służb medycznych oraz czy do śmierci mogła się przyczynić szczepionka (skojarzona przeciwko kilku chorobom). Rodzice Basi uprzedzili, że dziecko ma kaszel, ale lekarz nie dostrzegł przeciwwskazań. Śledczy zabezpieczyli już w aptece szczepionkę z serii podanej dziecku i ustalili osiem rodzin, których dzieciom też ją podano.

Groźne powikłania

Socha twierdzi, że to nie pierwszy taki zgon. W Koszalinie zmarło niedawno dziecko, któremu prawdopodobnie podano tę samą szczepionkę. Bada to prokuratura. Członkowie stowarzyszenia przez Internet namawiają więc rodziców, których dzieci źle zniosły szczepienia, a lekarze to zignorowali, by napisali skargę do prokuratury i ministerstwa zdrowia. Pomysł wziął się stąd, że gdy rodzice poruszają sprawę NOP (niepożądanych odczynów poszczepiennych), słyszą, że nie jest to poważny problem, bo brak jest skarg. Od 2007 r. do połowy 2013 r. toczyło się 12 śledztw związanych z podaniem szczepionek. Ponad połowę umorzono. Według przepisów NOP to każde zaburzenie zdrowia związane „czasowo i przyczynowo" ze szczepieniem. Może to być np. obrzęk czy ropień w miejscu wstrzyknięcia, gorączka, drgawki lub zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny wynika, że w 2012 r. zarejestrowano w Polsce 1,5 tys. takich przypadków. Z tego cztery zostały zakwalifikowane jako ciężkie, 86 – poważne, a 1410 – inne. Inaczej widzi to Światowa Organizacja Zdrowia. Według WHO aż 367 przypadków w 2013 r. należało zakwalifikować jako ciężkie. Różnica wynika z tego, iż w Polsce przyjmuje się, że nie zawsze przedłużająca się hospitalizacja dziecka związana jest z niepożądanym odczynem poszczepiennym. – Spotykam się z powikłaniami poszczepiennymi na co dzień, widzę ignorancję środowisk medycznych, być może wynikającą z braku wiedzy, przy braku ich jakiejkolwiek odpowiedzialności za powikłania poszczepienne – mówi dr Dorota Sienkiewicz, neurolog dziecięcy. Paweł Grzesiowski, pediatra i immunolog z Instytutu Profilaktyki Zakażeń w Warszawie, twierdzi z kolei: – Niepożądany odczyn poszczepienny najczęściej zgłasza ten lekarz, który bada dziecko po szczepieniu. Z reguły jest tak, że jeśli coś poważnego dzieje się z dzieckiem, to trafia ono do szpitala, a nie przychodni, w której zostało zaszczepione – mówi. Ale zwraca uwagę, że każde szczepienie niesie pewne ryzyko. – Dlatego trzeba bacznie obserwować dziecko i jeżeli złe samopoczucie nie mija albo stan się pogarsza, należy jak najszybciej pokazać dziecko lekarzowi i poinformować o wcześniejszym szczepieniu. Niepożądany odczyn poszczepienny jest zawsze indywidualną reakcją organizmu na szczepionkę, a tego nigdy nie można w 100 proc. przewidzieć. Dlatego kiedy dziecko jest „niewyraźne" i możliwe, że rozwija się u niego infekcja, to lepiej przesunąć szczepienie, bo można zrobić dziecku krzywdę, szczepiąc je w okresie wylęgania infekcji – podsumowuje lekarz.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL