fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Droga rewolucja w „Cyfrowej szkole”

Komputery w szkołach na razie wychodzą ładnie tylko na zdjęciach
123rf.com
Już nie tylko podstawówki. Resort edukacji chce za 4,3 mld zł skomputeryzować wszystkie typy szkół.
Ministerstwo Edukacji planuje kilka zaskakujących zmian w swoim sztandarowym programie, który ma przenieść szkoły w XXI wiek. Ujawniło je w rekomendacjach dotyczących realizacji programu „Cyfrowa szkoła", które pod koniec ubiegłego roku zaprezentowało na branżowej konferencji zorganizowanej przez resort.
Czytamy w nich, że na realizację w regionach zakupów sprzętu planuje się wydać 4,2 mld zł, a na działanie „Rozwijanie umiejętności wykorzystania nowoczesnych technologii w nauczaniu wszystkich przedmiotów" zostanie przeznaczonych 100 mln zł, „co razem na połączone działania we wspólnym projekcie daje kwotę 4,3 mld zł".
1,78 mld zł - w 2012 r. MEN chciał wydać na cyfryzację podstawówek. Rząd program wstrzymał.
Ta deklaracja dziwi, bo w przyjętym w kwietniu 2012 r. rozporządzeniu Rady Ministrów dotyczącym „Cyfrowej szkoły" rząd zakładał, że na zakup sprzętu IT dla szkół podstawowych wyda 1,78 mld zł. W uzasadnieniu pojawiło się nawet szczegółowe wyliczenie, ile i dokąd pieniędzy trafi.
Sytuacja dziwi tym bardziej, że MEN nie zmieniło progów maksymalnej kwoty dofinansowania ze względu na wielkość szkoły. Zarówno według rozporządzenia z 2012 r., jak i  rekomendacji z końca 2013 r. szkoły do 100 uczniów mają otrzymać 90 tys. zł, te od 101 do 300 uczniów – 140 tys. zł, a te, do których uczęszcza więcej niż 300 uczniów – 200 tys. zł.
MEN tłumaczy, że rozbieżności wynikają z tego, że przyjęty przez rząd program dotyczył tylko szkół podstawowych, a najnowsze rekomendacje dotyczą wszystkich typów szkół, także gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Pieniądze na ten cel miałyby pochodzić z Regionalnych Programów Operacyjnych, które rozdziela Komisja Europejska.
Tyle że w 2012 r. rząd nie zdecydował się uruchomić „Cyfrowej szkoły" i uzależnił jej realizację od wyników pilotażu, przeprowadzonego jedynie w szkołach podstawowych, bo tylko one miały zostać objęte programem.
Z rekomendacji płynie jeszcze jeden wniosek. Resort wskazuje, że zanim do szkół trafi sprzęt komputerowy, powinny one mieć dostęp do szerokopasmowego Internetu o przepustowości co najmniej 10 Mb/s.  W korespondencji z nami MEN wyjaśnia, że taki wymóg wynika z „konieczności pełnego wykorzystania przez nauczycieli i uczniów funkcjonalności nowoczesnych pomocy szkolnych do realizacji zadań dydaktycznych".
I to może być najpoważniejsza bariera w realizacji programu. Z informacji, jakie we wrześniu 2013 r. przekazała w Sejmie wiceminister edukacji Joanna Berdzik, wynika, że obecnie co trzecia szkoła w ogóle nie ma dostępu do sieci. Najgorzej jest w miastach powyżej 5 tys. mieszkańców, gdzie Internet jest tylko w 56 proc. szkół.
Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIIT) dodatkowo zwraca uwagę, że w pilotaż „Cyfrowej szkoły" z miejsca skreślił jedną trzecią z ok. 13 tys. szkół podstawowych, gdyż nie spełniały kryterium przepustowości sieci na poziomie 5 Mb/s.
Zdaniem Olgierda Buchockiego, eksperta PIIT, zapewnienie wymaganego przez MEN szybkiego dostępu do Internetu w niektórych przypadkach może być nieracjonalnie kosztowne.
– Taka prędkość łącza wymaga sieci kablowej. Prowadzenie infrastruktury w rejony, gdzie będzie niewielu odbiorców, jest dla operatorów nieopłacalne i będzie drogie w utrzymaniu – wyjaśnia.
Były pracownik MEN odpowiedzialny za proces informatyzacji szkół przekonuje, że proponowana przez resort koncepcja centralnego programu cyfryzacji placówek oświatowych ma niewielkie szanse powodzenia. – Program powinien być zbudowany na podstawie zapotrzebowania poszczególnych szkół, które potem składałyby się na plany gminne, powiatowe i wojewódzkie. Dopiero po zebraniu takich informacji można myśleć o budowaniu sensownego programu krajowego – przekonuje.
Zaznacza przy tym, że program cyfryzacji powinien zostać przeprowadzony jak najszybciej. – Ostatni akcja informatyzacji polskich szkół miała miejsce w 2008 r., czas trwałości takiego programu to pięć lat, a to oznacza, że od tego roku w polskich szkołach mamy przestarzały sprzęt, który nie koresponduje z obecnymi wymaganiami, niezbędnymi chociażby do wykorzystania multimedialnych treści edukacyjnych – dodaje.
Gabinet Donalda Tuska ma poważny problem ze skutecznym wprowadzeniem polskiej szkoły na cyfrowe tory. W 2008 r. premier zapowiedział, że we wrześniu 2009 r. do każdego gimnazjalisty trafi spersonalizowany komputer. Skończyło się na zapowiedziach.
Pomysł wrócił dwa lata później i zakładał, że w ręce pierwszoklasistów z gimnazjum trafią netbooki. Ponownie nie doszło do jego realizacji. Od 2012 r. nie udało się zaś uruchomić programu „Cyfrowej szkoły".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA