fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Będzie mi przykro, jeśli zostanę wyrzucony z klubu

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Traktat przyjęty przez polski rząd bardzo mi odpowiada – twierdzi Zbigniew Religa w rozmowie z Małgorzatą Subotić
Rz: Jak pan będzie głosował w sprawie traktatu lizbońskiego?
Zbigniew Religa: Zgodnie z moim przekonaniem. Uważam, że przyszłość Polski jest związana z jej obecnością w UE. Jestem za dość ścisłą integracją państw Unii. Czy mówił pan prezesowi Kaczyńskiemu, że będzie pan głosował za traktatem?
Mówię, że będę głosował zgodnie z własnym przekonaniem. Nie chcę ułatwiać PO życia, bo oni liczą głosy i wezmą moją wypowiedź pod uwagę. Ale pana przekonanie jest takie, że będzie pan głosował za traktatem, bo uważa, że jest to bardzo ważna sprawa dla Polski? Traktat, taki, jaki został przyjęty przez polski rząd, odpowiada mi. Tak jest. Będę chciał rozmawiać sam na sam z prezesem Kaczyńskim, aby przed głosowaniem znał moje stanowisko. Dotychczas bezpośredniej rozmowy nie było. Nie podziela pan obaw Kaczyńskiego, że Polska stanie się po ratyfikacji traktatu w obecnej wersji "województwem Unii"? Przez najbliższych 20 – 30 lat nie ma mowy o unijnym państwie federalnym. Jest to wykluczone. Zagrożenia więc, że Polska stanie się województwem, nie widzę. Wprawdzie marzą mi się stany zjednoczone Europy, ale to bardzo daleka przyszłość. Bo nie ma na to powszechnego przyzwolenia. Jednak w perspektywie dziesięciu lat uważam, że jest to jedyna szansa dla Polski. USA stracą zapewne pozycję światowej potęgi, do skoku szykują się i Chiny i Rosja. W tej sytuacji Polska tylko w zintegrowanej Europie może odgrywać istotną rolę. Czyli Kaczyński źle ocenia sytuację? To głosowanie nad traktatem jest prawdopodobnie najważniejsze w tym Sejmie. Musimy więc bardzo ważyć słowa. Kaczyńskiemu nie chodzi o "województwo". To o co? O protokół brytyjski. Polska w tej sprawie wspiera Wielką Brytanię, choć jej chodzi przede wszystkim o wolny rynek, a nam o sprawy moralno-obyczajowe. Ale ponieważ protokół brytyjski został przyjęty przez polski rząd, to nie widzę żadnego niebezpieczeństwa. I druga obawa – o kompromis z Joaniny dający możliwość większego blokowania w Polsce ustaleń europejskich. Ale dlaczego miałby być zagrożony? Tym bardziej że wszystkie kluby mogą przyjąć zastrzeżenia, jakie wniósł prezydent Lech Kaczyński podczas debat nad jego kształtem. Efekt jest jednak taki, że ratyfikacji traktatu nie będzie, bo Kaczyński wzywa posłów PiS, by głosowali przeciwko. Cały czas mam nadzieję, iż ustępstwa każdej ze stron są możliwe. Że jest możliwość wypracowania takiej ustawy, którą są w stanie zaakceptować i PO, i PiS, i LiD, i PSL. PO wcale nie chce ustawy, tylko uchwałę. Skąd pana optymizm? Biorąc pod uwagę niebezpieczeństwo nieprzyjęcia traktatu, rozsądny polityk może się wycofać, by doprowadzić do konsensusu. Polacy takiego konsensusu by oczekiwali. I sądząc po zachowaniu PSL, taki konsensus jest możliwy. Nie jest pan członkiem partii, znajduje się więc pan w lepszej sytuacji niż np. Ludwik Dorn, który – jeśli zagłosuje za traktatem – zostanie wyrzucony z PiS. Mnie nie grozi wyrzucenie z partii, już nigdy zresztą do żadnej partii się nie zapiszę. Życie partyjne zupełnie mi nie odpowiada. Natomiast znalazłem w PiS wiele osób, które są mi bliskie, mamy bardzo podobne poglądy. Gdyby po głosowaniu nad traktatem wykluczono pana z Klubu PiS, to byłoby panu przykro? Byłoby mi przykro, bo postawiłem sobie w tej chwili tylko jeden cel: może mi się uda wprowadzić moje projekty naprawy opieki zdrowotnej. Gdybym został wykluczony z klubu, miałbym bardzo ograniczone możliwości ze względu na brak wsparcia posłów. Może to nie chodzi o konkretne zapisy traktatowe, tylko Kaczyński prowadzi jakąś dziwną grę "po bandzie"? Nie ma pan takich obaw? To są rzeczy, o których teraz nie mam ochoty rozmawiać. To już na koniec, jak pana zdrowie? W tym momencie jest wszystko w porządku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA