fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Kupiony tytuł, czyli nowy Europejczyk

Jerzy Haszczyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Jerzy Haszczyński
Najlepiej być pięknym, zdrowym i bogatym; niektórzy dorzucają, że jeszcze obywatelem świata zachodniego, na przykład Unii Europejskiej.
I choć ze Starego Kontynentu nie pochodzą, scenariusz ten realizują. Okazuje się, że nie jest to trudne.
Ale po kolei. Punktem wyjścia jest uzyskane zazwyczaj w swojej ojczyźnie spore bogactwo. Do tego można dołożyć następne składniki – piękno (po paru wizytach w klinice chirurgii plastycznej), dobre zdrowie (z tym, niestety, nie zawsze się udaje, mimo posiadanych pieniędzy, ale bogaci w porównaniu z biednymi i tak są w korzystniejszej sytuacji).
A na koniec występuje się o europejski paszport. Gwarantuje on spędzanie czasu w klimacie umiarkowanym, korzystanie bez ograniczeń z ładnych widoków, przebywanie w cieniu oryginalnej architektury z różnych wieków. I – oczywiście nie wszystkich kandydatów na nowych Europejczyków to dotyczy – pozwala na życie bez obaw, że władze w ojczyźnie, które kiedyś pozwoliły się dorobić, zmieniły zdanie. Że zechcą odebrać majątek, a czasem i wolność jego właścicielowi.
Jak piszemy, w wielu krajach Unii Europejskiej kwitnie rozdawanie obywatelstwa za pieniądze. Albo po prostu za gotówkę (cena od 100 tys. euro), albo z wdzięczności za inwestycje.
Jednocześnie te same kraje bronią się jak mogą przed innymi kandydatami na obywateli: brzydkimi, chorymi i biednymi, którzy przypływają dziurawą łodzią albo przyjeżdżają ukryci w bagażniku.
Pytanie tylko, czy to jest dziwne, że – zwłaszcza w czasach kryzysu – nikt nie chce mieć u siebie nowych imigrantów, których trzeba utrzymywać. Natomiast tych, którzy dołożą się do budżetu, emerytur i poprawią sytuację na rynku nieruchomości, jakoś nie odrzuca.
Łatwo to rozdwojenie krytykować, oburzać się, nazywać podwójnymi standardami. Łatwo litować się nad losem imigrantów przybijających do brzegów odległych od naszej Północy. A już szczególnie łatwo przychodzi to tym, którzy przed obcymi – wcale nie imigrantami, ale przed swoimi sąsiadami – ukrywają się za murami zamkniętych osiedli, strzeżonych przez całodobową ochronę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA