Film

Obcy i wyklęci na rodzinnej ziemi

VIVARTO
„Skradzione oczy” to film o tragedii mieszkających w Bułgarii Turków
Kino krajów postkomunistycznych staje się dzisiaj coraz ciekawsze. Artyści rozliczają czas, który minął, opowiadają o zwyrodnieniach systemu, ale również o wielkich ludzkich dramatach.
Nowa fala kina czeskiego święci triumfy od lat, niedawno byliśmy świadkami fantastycznego wybuchu kinematografii rumuńskiej, łapią oddech filmowcy węgierscy, rosyjscy, estońscy. Teraz zaś warto zwrócić uwagę na bułgarskie „Skradzione oczy”. Historia Bułgarii nie rozpieszczała. Kraj okupowany od XIV wieku przez Turków, w XX stuleciu musiał zmierzyć się z problemem narodowej tożsamości. Paradoksalnie, w państwie, które w 1878 roku odzyskało niepodległość, w najtrudniejszej sytuacji znalazła się mniejszość turecka, która stanowiła 1/3 ludności. W czasach socjalizmu władze starały się „rozwiązać” problem bułgarskich muzułmanów. Począwszy od lat 50. z Bułgarii wyjechało ponad pół miliona prześladowanych i „wykorzenianych” Turków. Radosław Spassow opowiada w „Skradzionych oczach” o ostatniej fali represji, kiedy w latach 80. Todor Żiwkow zarządził zmianę muzułmańskich imion i nazwisk na bułgarskie.
W warstwie fabularnej film jest opowieścią o dziwnym uczuciu, jakie rodzi się pomiędzy turecką dziewczyną a bułgarskim żołnierzem, kierowcą czołgu, który przejechał jej małą córeczkę. Spassow portretuje ludzi, którzy przeżyli tragedię i próbują się z niej wydobyć. Nie jestem pewna, czy ta trudna miłość kata i ofiary jest przekonująca. Ale to nie ona stanowi o sile filmu. Reżyser pokazuje mechanizmy historii i dramat wykorzenianego narodu. Ludzi, którzy nigdzie nie są u siebie. Obcy w Turcji, źle widziani w Bułgarii. Związani z kulturą i tradycją muzułmańską, ale przywiązani do bułgarskiej ziemi, na której się wychowali. Widzimy bunt bezbronnych, tureckich kobiet wychodzących naprzeciw bułgarskim czołgom i opustoszałą wioskę, w której ostatni starzec pilnuje tradycji własnego narodu, bije w dzwony i wznosi modły do swojego boga. To przejmujące sceny. Dzisiaj, gdy na oczach milionów telewidzów Kosowo odrywa się od Serbii, gdy wrze w wielu miejscach Europy, gdzie o autonomię upominają się mniejszości, „Skradzione oczy” są czymś więcej niż tylko zapisem historii. „Skradzione oczy”. Bułgaria, Turcja 2005. Reż.: Radosław Spassow. Dystrybucja: Vivarto
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL