Sylwetki

Rozmowa z prezesem firmy Neonet Markiem Majewskim

Marek Majewski, twórca i właściciel Neonetu, nie zgadza się na publikowanie swoich zdjęć
Rzeczpospolita
Internet nie jest jedynym kierunkiem rozwoju – mówi Marek Majewski prezes i założyciel sieci Neonet.
Rz: Jakie były przychody i zysk grupy Neonet w 2012, czego firma spodziewa się po 2013 r.?
Marek Majewski: W roku fiskalnym zakończonym 31 marca 2013 r. przychody grupy Neonet wyniosły 2,6 mld zł. Zarówno przychody, jak i zysk, spełniły nasze założenia – w okresie intensywnych inwestycji w rozwój sieci udało się utrzymać wysoką dynamikę. W tym roku zamierzamy kontynuować rozwój, prognozujemy wzrost sprzedaży o ponad 20 proc. W 2005 r. spółka wybierała się na giełdę, ale do debiutu nie doszło z powodu małego zainteresowania. Czy możliwy jest powrót do tych planów?
Do debiutu nie doszło, ale nie z powodu zbyt małego zainteresowania akcjami – pewnie bliższe prawdy jest stwierdzenie, że ich cena nie była do zaakceptowania. Od tego czasu Neonet spełnił praktycznie wszystkie deklaracje zawarte w prospekcie emisyjnym, szczególnie wielkość sprzedaży i zysk. Z dzisiejszej perspektywy bardzo się cieszę z tej sytuacji – nie dość, że spółka dynamicznie się rozwinęła, to jeszcze ciągle pozostaję jej niemal wyłącznym właścicielem. W zakresie planów giełdowych nie składamy dziś żadnych deklaracji. Coraz więcej mówi się, że klasyczne sklepy z elektroniką staną się jedynie salonami wystawowymi, a zakupy i tak będą robione przez Internet. Rozwój sklepów internetowych wymusza oczywiście zmiany na rynku tradycyjnym. Nieuchronną konsekwencją będzie np. zrównanie się cen w sklepach stacjonarnych z tymi internetowymi, co już widać u nas. Jednak pod wieloma względami to wciąż dwa różne światy. E-sklepy to oferta dla konsumentów otwartych na nowości i swobodnie poruszających się w sieci, zwykle młodszych, którzy w zakupach cenią przede wszystkim wygodę i oszczędność czasu. Tam gdzie jesteśmy liderem, czyli w miastach poniżej 200 tys. mieszkańców, sklepy naziemne mają natomiast nad internetowymi olbrzymią przewagę, docenianą przez konsumentów bardziej tradycyjnych – specjalistyczne doradztwo i kompetentnych ekspertów, a także możliwość obejrzenia i przetestowania towaru. Czy po upadku Avansu możliwe są bankructwa innych, dużych sieci? Oczywiście. Postępująca erozja cen na rynku pozwoli na przetrwanie tylko najbardziej efektywnym kosztowo firmom. Najbardziej zagrożone są sieci posiadające duże powierzchnie handlowe, których koszty – najmu, pracowników, opłat za media – muszą zostać przełożone na ostateczne ceny oferowanych produktów. To powoduje, że klienci rezygnują z zakupów w dużych i drogich salonach – a to jest początkiem końca wielkopowierzchniowych obiektów handlowych w naszej branży. W ostatnich latach wyraźne widoczny jest już na przykład zanik „wycieczek do centrum handlowego w dużym mieście" – mieszkańcy mniejszych lokalizacji, mając na miejscu dostęp do oferty, nie chcą przepłacać za zakupy w hipermarketach. Jednocześnie konsumenci z większych miast migrują do e-commerce. To stawia sieci w trudnej sytuacji. Mamy świadomość, że każdy metr sklepu kosztuje i koszt ten finalnie musi zostać ujęty w cenie produktu – dlatego mamy najmniejsze powierzchniowo sklepy z wszystkich firm sieciowych na rynku i możemy wygrywać ceną. Integracja kanałów sprzedaży offline i online powoduje, że oferta naszych sklepów tradycyjnych mimo mniejszej powierzchni spełnia oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów. Kto jest waszym głównym konkurentem? Szanujemy naszą konkurencję, ale przy obecnej strategii jesteśmy kilka długości przed graczami, którzy działają na naszym rynku. Jesteśmy trzecią pod względem sprzedaży siecią w Polsce, mierząc się z sieciami wielkopowierzchniowymi, ale przede wszystkim: jesteśmy od  lat numerem 1 w naszym segmencie. Nasza strategia opiera się właśnie na specjalizacji. W tym roku obchodzimy 10-lecie, mamy na koncie ponad 10 milionów zrealizowanych transakcji. W naszych działaniach skupiamy się na potrzebach klientów i odpowiedzi na zmieniające się rynkowe trendy – to jedyny słuszny punkt widzenia. W jaki sposób firma przygotowuje się na wejście na polski rynek grupy Amazon, której jednym z trzonów oferty jest właśnie elektronika? Dla nas, jako sieci naziemnej działającej w określonym segmencie rynku, wejście nowego gracza internetowego nie będzie na tym etapie silnie odczuwalne. Docelowo, w perspektywie kolejnych lat, na pewno można spodziewać się kolejnych zmian w trendach i zachowaniach konsumentów – będziemy na nie reagować. Należący do grupy Neo24.pl stał się największym e-sklepem w Polsce. Czy są inne pomysły na zaznaczenie swojej pozycji na rynku e-commerce? Neo24.pl to spółka, która funkcjonuje w oparciu o samodzielny model biznesowy. Od lat podkreślamy, że w e-commerce zwyciężać mogą tylko podmioty w 100 proc.  skoncentrowane na tym rynku – sklepy, które całość swoich procesów ustawiają pod kątem bardzo specyficznych potrzeb klienta internetowego. Mamy największy sklep internetowy w Polsce i na nim koncentrujemy swoje działania w obszarze e-handlu. W 2013 r. będzie on nadal poszerzać portfolio produktów oraz inwestować w doskonalenie procesów zamówień, dostaw i systemu logistycznego. W najbliższych miesiącach Neo24.pl po raz kolejny wyprzedzi rynek o kilka długości – jak, zdradzimy jednak dopiero na przełomie roku. —rozmawiał Piotr Mazurkiewicz

CV

Marek Majewski nie udziela się publicznie. „Wprost" wycenia jego majątek na 610 mln zł – daje mu to 37. miejsce na liście najbogatszych Polaków. Jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Krakowie, od 1990 r. działa w handlu elektroniką, Neonet założył w 2003 r.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL