fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Gazprom i gazowe bitwy o Anglię

Według najnowszych danych (z czerwca 2013 r.) amerykańskiej rządowej Agencja ds. Energii (EIA) zasoby gazu z łupków w Wielkiej Brytanii przekraczają 0,7 bln m?. Dla porównania szacunki EIA dla Polski mówią o prawie 4,2 bln m?.
Bloomberg, Paul Thomas Paul Thomas
Kościół anglikański uwierzył, że łupki mogą dać mu wielkie bogactwo i władzę. To brzmi jak żart. Ale nim nie jest.
Kościół Anglii rozpoczął właśnie kroki prawne zmierzające do odzyskania należnych mu kiedyś praw do tego, co znajduje się nawet głęboko pod należącą do niego ziemią. Nawet bardzo głęboko. A tam jest (bądź może być) gaz łupkowy.
Przy tym chodzi o grunty o powierzchni 2 tys. km2. Same prawa są bardzo stare, bo sięgające czasów podboju Normanów w wiekach VIII–XII. Cała rzecz jednak w tym, co duchowni z tymi prawami zrobią. Wykorzystają je do sięgnięcia po potężny majątek? Czy też może zdecydują się na blokadę jakichkolwiek poszukiwań?

Listy, prawa, niepokój

Prawnicy są niesłychanie aktywni. Wielu właścicieli nieruchomości już teraz otrzymuje od nich pisma informujące, że Kościół Anglii chce zarejestrować prawo do własności wszystkiego, co znajduje się pod ich posiadłościami. Oznacza to również prawa do eksploatacji bogactw tam się znajdujących, które mogą się okazać bardzo zyskowne, zwłaszcza w przypadku łupków.
Przy tym duchowni są świadomi, że wydobycie gazu łupkowego w większości krajów Europy odbierane jest z niepokojem, wręcz lękiem. Dlatego w pismach prawnicy podkreślają, że dążenie do odzyskania praw Kościoła wcale nie oznacza, że mają tam być prowadzone jakiekolwiek prace górnicze. Nie wspominają jednak też, że rozważa się wydobycie gazu metodą szczelinowania hydraulicznego (frackingu), czyli pompowania pod powierzchnię ziemi na dużej głębokości wody z domieszką detergentów.
Jak podaje brytyjski dziennik „Daily Telegraph", niektórzy z duchownych są przeciwnikami tej metody. Arcybiskup Canterbury ostro skrytykował szczelinowanie jako ingerencję człowieka w to, co stworzył Bóg.
Tańszy brytyjski gaz stanowiłby dla dostaw surowca z Rosji wielkie zagrożenie
Zdaniem Richarda Lawsona, jednego z czytelników „Daily Telegraph", a jednocześnie adresata prawniczych pism, Kościół stanął w tej chwili przed wielkim dylematem: czy skorzystać z prawa do zasobów pod ziemią i zablokować szczelinowanie, czy też wprost przeciwnie – najzwyczajniej na tym prawie zarobić.

Co pod ziemią – nie twoje

Większość adresatów listów od kościelnych prawników jest jednak oburzona. Nie są w stanie zrozumieć, jak to jest: kupujesz nieruchomość, jesteś więc jej właścicielem i nagle okazuje się, że to Kościół ma praw do decydowania o tym, co będzie się z działo z tym, co jest pod twoją ziemią.
Na te wątpliwości Kościół odpowiedział natychmiast. „Rejestracja kościelnych dóbr nie ma nic wspólnego ze szczelinowaniem, po prostu przyszedł czas, żeby to zrobić", napisała w oświadczeniu jego rzeczniczka.
Przyznała przy tym, że uwarunkowania prawne wydobycia gazu metodą niekonwencjonalną pozostają nadal niejasne. Nie odniosła się jednak do faktu, że grunty, do których prawo Kościół chce odzyskać, dziwnym trafem są tożsame bądź bardzo bliskie nieruchomości, gdzie planowano wiercenia.

Osaczona Cuadrilla

Na razie brytyjscy obrońcy środowiska zmusili Cuadrillę – największą brytyjską firmę zajmującą się poszukiwaniem i oceną wielkości złóż gazu łupkowego – do znacznego ograniczenia prac. Firma ma poparcie rządu, który niedawno odblokował zezwolenia na poszukiwanie i eksploatację złóż łupków. Wielka Brytania byłaby więc pierwszym krajem w Europie, który na serio postanowił skorzystać z takiego źródła taniej energii.
I choć część ekonomistów w Europie udowadnia, że rosnącej konkurencyjności gospodarki amerykańskiej impuls dała tania energia, napędzana właśnie surowcami z łupków, to jednak jest to o wiele za mało, by doszło do stworzenia jasnych reguł wydobycia tego nośnika energii. Stąd zresztą wzięła się większość protestów. Przeciwnicy ich wydobycia bezwzględnie wykorzystywali wszelkie luki w przepisach.
– Przy tym o ile np. protesty przeciwników rozpoczynania wierceń w pobliżu Lasku Bulońskiego pod Paryżem wydają się jeszcze zrozumiałe, to jednak w przypadku zakazania tej metody we Francji zwyciężyło lobby zwolenników uzależnienia od równie taniej energii atomowej – mówi Robin Mills, ekonomista pracujący w Dubaju, autor książki „Mit kryzysu na rynku ropy naftowej".
– Chodzi też i o to, że tani gaz, jako podstawowe źródło energii, podważy wszystkie dogmaty, które wskazywały na źródła energii odnawialnej jako podstawę europejskiej gospodarki w przyszłości. W rzeczywistości to właśnie tani gaz, czyli wydobywany z łupków, jest jedynym nośnikiem energii, jaki może zastąpić w przyszłości węgiel – podkreśla Mills.
Jego zdaniem nie ma wątpliwości, że to Rosjanie stoją za wielką niechęcią Europy do gazu łupkowego. To oni także wymyślili teorię, że chemikalia pompowane wraz z wodą pod ziemię zatruwają wodę do picia.
– No cóż, wielcy obrońcy środowiska powinni podać rękę ludziom z Kremla. Z jakichś powodów są po tej samej stronie – mówi Robin Mills.
I przypomina, że z jakichś powodów w krajach Europy Wschodniej łupkowe projekty wcale nie są prowadzone przez wielkie firmy energetyczne. Dlaczego? – Dlatego, że im wygodnie i bezpiecznie jest utrzymywać jak najlepsze stosunki z Gazpromem – mówi Mills.
A Symeon Djankow, były wicepremier i minister finansów Bułgarii, którego rząd – jak mówi – został obalony przez prorosyjskie lobby, do dzisiaj zastanawia się, dlaczego protesty przeciwko wydobyciu gazu łupkowego w jego kraju odbywały się w tych regionach, gdzie nikt wierceń nie planował. Zaś rząd, który objął władzę po ustąpieniu Bojka Borysowa, natychmiast zakazał jakichkolwiek wierceń i poszukiwań gazu łupkowego, a Gazprom natychmiast odzyskał prawa do wszystkich inwestycji niekorzystnych dla Bułgarii i bardzo korzystnych dla samych Rosjan.
– To proste – mówi Alan Riley, profesor londyńskiej The City Law School. – Gaz łupkowy zagraża potędze Rosji, nie tylko energetycznej, ale i politycznej. I dzisiaj Europa z jednej strony może skorzystać z niższych cen ropy i gazu, ale musi się liczyć z zagrożeniem stabilności ze strony Rosji i krajów Bliskiego Wschodu. I trzeba wybrać, co będzie lepsze – wskazuje prof.Riley.
Jak na razie w W. Brytanii interesy Gazpromu biorą górę. Protesty powstrzymały obecną także w Polsce Cuadrillę .

Kościelna niewiadoma

Decyzja Kościoła jest wielką niewiadomą.
To będzie niewątpliwie najpoważniejsza bitwa Gazpromu. Już jedną „bitwę o Anglię" przegrał, kiedy chciał przejąć dystrybutora gazu – Centricę. Rok temu udało mu się przekonać Brytyjczyków do podpisania umowy na dostawy gazu, ale po cenach zdecydowanie niższych od tych, jakie płaci reszta Europy.
Co więcej, te ceny nie były uzależnione od notowań ropy, co jest zwyczajowym warunkiem w kontraktach podpisywanych przez Rosjan.
To miał być wstęp do dalszego rozwoju współpracy. Tańszy brytyjski gaz stanowiłby jednak dla dostaw z Rosji wielkie zagrożenie. I o to właśnie toczy się dziś kolejna „Bitwa o Anglię". A kto w tej bitwie zwycięży, zdecyduje być może właśnie Kościół Anglii decydując, co zrobi z tym, co pod ziemią.
A swoją drogą, to ciekawe, że jeżeli wrzuci się w popularną wyszukiwarkę internetową  słowo „fracking", jako pierwsza wyskakuje strona Friends od the Earth, największych wrogów tej metody. Kolejne to dangersoffracking.com (czyli niebezpieczeństwa szczelinowania). I tylko Wikipedia wyjaśnia spokojnie i rzeczowo, na czym polega ta metoda.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA