fbTrack

Opinie

Hańba dla Kościoła

Kościół w Polsce zawsze współpracował z państwem. Nawet w jego najohydniejszym wydaniu... – mówi Marek Edelman, przywódca powstania w warszawskim getcie antyklerykalnemu pismu „Fakty i Mity”
FRAGMENTY WYWIADU DLA „FAKTÓW I MITÓW”:
Nie ustaje histeria po publikacji Jana T. Grossa. Może „Strach” wywołał inny efekt, niż zamierzał autor, i rozpęta kolejną falę antysemickiej nienawiści? Marek Edelman: (...) Faktom trudno zaprzeczać, rozległy się więc wściekłe ataki, że Gross szkaluje Polskę. A to nie jest prawda. Skrajni nacjonaliści zawsze wynajdą powód, aby znaleźć sobie wroga. (...)
Nacjonaliści? Przecież nie tylko oni. Równie zmasowane ataki przypuścił też episkopat... A czy episkopat był kiedykolwiek polski? Nigdy nie był, tak jak nie był postępowy. Co najwyżej był kiedyś antykomunistyczny, ale przecież widział w tym interes. Jednocześnie zawierał daleko idące umowy z komunistami, choćby po to, żeby w jak najlepszej kondycji przetrwać. Proszę zwrócić uwagę, że tam, gdzie cokolwiek zagrażało jego imieniu, wycofywał się. Kościół w Polsce zawsze współpracował z państwem. Nawet w jego najohydniejszym wydaniu... Także stalinowsko-represyjnym? Oczywiście! Bez tego nie mógłby istnieć i tak dobrze się miewać. (...) A teraz, gdy władzę przejęła Platforma, widzi pan jakieś światełko w tunelu? Trudno powiedzieć, bo to nie jest tylko kwestia zmiany rządu. Tu jest potrzebna zmiana mentalności. (...) Proszę zwrócić uwagę, że każda kolejna ekipa rządząca była mniej lub bardziej antysemicka – od stalinizmu począwszy, poprzez Moczara aż do panów Kaczyńskich, którzy są – delikatnie mówiąc – co najmniej reakcyjni narodowościowo. Miazmaty faszyzmu, o których mówicie, to nie tylko mury, to na przykład też stadiony pełne pseudokibiców, to niektóre media. Słowo „Żyd” jest w Polsce dla wielu synonimem zła. (...) I jest jeszcze Giertych, jeden i drugi... Giertych jest raczej śmieszny. To margines, szkoda nawet o nim mówić. Daleko niebezpieczniejsza jest ta duża grupa ludzi, która pcha społeczeństwo do nacjonalizmu, identyfikując się i przyjaźniąc z Radiem Maryja – faszyzującą rozgłośnią reakcyjną. Przed wojną większość awantur antyżydowskich rozpoczynała się po niedzielnym nabożeństwie w kościele, dziś – po odejściu od głośników radioodbiornika. Ktoś powie, że teraz w Polsce nie istnieją już getta ławkowe. Otóż one istnieją... w ludzkiej psychice. I dotyczy to nie tylko ludzi nieoświeconych, źle wykształconych, ale również – co bardzo smutne i przygnębiające – części inteligencji. (...) Na przykład mówiąc dzieciom na lekcjach religii, ustami nauczycieli, że Żydzi są potępieni, bo zabili Pana Jezusa... To jest hańba dla Kościoła. Nic więcej. A jakimi metodami ta instytucja się posługuje, wiemy przecież nie od dzisiaj. Kościół w straszny sposób przyczynił się do tego, jaka jest powszechna opinia na temat wolności i równości; na postrzeganie, kto jest Polakiem, a kto nim nie jest. W tym celu posługuje się wspomnianym Radiem Maryja. Czy według pana należy tę rozgłośnię zamknąć? Oczywiście! Bardzo się dziwię, że radio Rydzyka ma koncesję. I to państwową. To wolność słowa... Bzdura! To nie jest żadna wolność słowa. Wprost przeciwnie. Wszystko, co zagraża demokracji, jest sprzeczne z wolnością. Zabija ją! (...) Jeśli nasze społeczeństwo będzie nacjonalistyczne, ksenofobiczne, to samo się wyalienuje ze wspólnoty europejskiej. Pan Kaczyński chce zaprowadzić Polskę do jakiegoś europejskiego zaścianka i to jest tragiczne. Na szczęście on przeminie i jego poplecznicy przeminą. Tak jak w końcu przeminie całe zło. — rozmawiali Marek Szenborn, Ryszard Poradowski („Fakty i Mity” 29.02 – 6.03.2008) Marek Edelman jest lekarzem kardiochirurgiem. Był ostatnim przywódcą powstania w getcie warszawskim w 1943 roku. Opozycjonista, internowany w stanie wojennym. Działał w Unii Demokratycznej, Unii Wolności, dziś jest członkiem Partii Demokratycznej„Fakty i Mity” – skrajnie lewicowy tygodnik antyklerykalny, z którym współpracował esbek Grzegorz Piotrowski, jeden z morderców księdza Jerzego Popiełuszki Niepotrzebny wywiad, złe słowa Z ogromną przykrością czytałem wypowiedzi Marka Edelmana na łamach „Faktów i Mitów”, pisma, które z wulgarnego antykatolicyzmu uczyniło swój znak rozpoznawczy. Szokujące pytanie, „czy episkopat był kiedykolwiek polski”, tezy o Kościele, który „zawsze współpracował z państwem”, nawet z państwem komunistycznym w czasach Stalina – brzmią jak wypowiedzi kogoś, kto nigdy nie zetknął się z pomocą katolickich duchownych w Polsce ludziom, których totalitarne władze wzięły na cel. Tak było w stanie wojennym i Marek Edelman powinien to dobrze pamiętać. Ale tak było i wcześniej. Jestem absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i zawsze byłem dumny, że w 1968 roku były kanclerz mojej uczelni prymas Stefan Wyszyński skłonił jej władze, aby uczyniły ważny gest w stosunku do studentów relegowanych z Uniwersytetu Warszawskiego – choć często byli to ludzie odlegli od wiary katolickiej. Prymas polecił, aby uchylić w tym wypadku obowiązujący na katolickich uczelniach wymóg przedstawiania przy przyjmowaniu na studia świadectwa chrztu. Moi wykładowcy wspominali, jak wówczas na Katolicki Uniwersytet Lubelski przyjęto gościnnie i bez żadnej ostentacji Barbarę Toruńczyk czy Seweryna Blumsztajna. Czy ówczesna decyzja księdza prymasa nie jest zaprzeczeniem tezy Edelmana, że Kościół zawsze działał w imię własnego interesu, aby przetrwać w symbiozie z komunistyczną władzą? Poważnej dyskusji nad problemem antysemityzmu nie służy też lekkie definiowanie przez Marka Edelmana „wszystkich rządów” od Moczara do Kaczyńskiego jako „mniej lub bardziej antysemickich”. Czy po licznych wysiłkach prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pracowników jego kancelarii (z minister Ewą Junczyk-Ziomecką na czele) dla jak najtroskliwszego uszanowania pamięci o losach polskich Żydów można beztrosko pisać o „panach Kaczyńskich” jako „reakcyjnych narodościowo”? I co właściwie ma oznaczać taki epitet? I jeszcze jedna smutna refleksja. Prawie dwa lata temu, na początku kwietnia 2006 roku, Marek Edelman zabrał głos w dyskusji o felietonie Stanisława Michalkiewicza „Przedsiębiorstwo Holocaust”, który pojawił się w Radiu Maryja. Protesty wywołały wówczas stwierdzenia Michalkiewicza o „Judajczykach”, którzy próbują wymusić na polskim rządzie „zapłatę haraczu zwanego dla niepoznaki rewindykacjami”. Były przywódca powstania w getcie warszawskim zaapelował wówczas w liście do premiera i marszałka Sejmu o zdecydowaną reakcję na treści, jakie pojawiają się na antenie toruńskiej rozgłośni. Postulował bardzo daleko idące kroki wobec stacji, do jej zamknięcia włącznie. Reagując na ten list, ówczesny marszałek Sejmu Marek Jurek zwrócił się do ojca Tadeusza Rydzyka, sugerując, że Stanisław Michalkiewicz powinien jak najszybciej przeprosić za swój ton i użyte w felietonie sformułowania. „Medium katolickiemu nie przystoi dezynwoltura wobec spraw, nad którymi należy się pochylać z największym szacunkiem i w duchu żałoby” – pisał marszałek. Dziś można odnieść te słowa do Marka Edelmana. Jako człowiekowi, który z racji swojej biografii uznawany jest za ważny autorytet moralny, nie przystoją mu bolesne dla katolików generalizacje na temat polskiego Kościoła. A jako uczestnikowi ruchu „Solidarności” nie przystoją wywiady na łamach pisma, które wiąże się z nazwiskiem kapitana Grzegorza Piotrowskiego. Pamiętam poruszające słowa Marka Edelmana z 1984 roku, gdy mówił o śmierci męczennika „Solidarności”, księdza Jerzego Popiełuszki. I kapłana tego samego Kościoła, o którym Edelman tak lekko i tak krzywdząco wypowiada się dziś na łamach „Faktów i Mitów”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL