fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Kulisy weryfikacji wniosków z Funduszu Wsparcia Kultury

Teatry Krystyny Jandy z kwotą 1,8 mln zł są niedoszacowane
materiały prasowe
We wtorek mogą zapaść decyzje w sprawie gigantycznych dotacji dla celebrytów. Chodzi o ratowanie instytucji.

Wszystko wskazuje na to, że sięgające nawet dwóch milionów, miliona lub kilkuset tysięcy złotych rekompensaty dla gwiazd pop i disco polo, jakie znalazły się na liście ogłoszonej przez Ministerstwo Kultury 13 listopada, stały się w miniony weekend balastem ciągnącym na dno Fundusz.

W sieci z jednej strony piętnowano muzyków pop, którzy stali się beneficjentami – część z nich tłumaczyła się, że jako biznesmeni ponieśli duże straty. Z drugiej zaś strony odezwał się chór artystów, którzy jak Kult, Taco Hemingway, Perfect czy Organek krytykowali pazerność innych gwiazd, które mając dochody z tantiem, reklam lub zarabiając gigantyczne sumy w telewizji Jacka Kurskiego, wyciągają ręce po pieniądze, jakich brakuje dla medyków.

W pełnej emocji dyskusji przepadła kwestia najważniejsza: Fundusz Wsparcia Kultury z sumą 400 mln zł nie został stworzony z myślą o środowisku pop. Inicjatywa wyszła ze środowiska teatralnego. Chodziło o rekompensaty dla oper, teatrów i filharmonii, które ponoszą gigantyczne straty od połowy marca. Poczynając od niedzieli minister Piotr Gliński tłumaczył w „SE" i w Trójce.

Potwierdziły się też nasze informacje, że nabór ujawnił ekonomiczną rewolucję, jakiej dokonały na polskim rynku kultury prywatne sceny. Na przykład Polonia i Och Teatr miały przed pandemią wpływy znacząco większe niż 10 mln zł, wyższe niż sceny publiczne, co wynikało z częstego grania spektakli i popytu na bilety. Zatrudniają ponad 60 osób i kilkuset współpracowników aktorów. W tym przypadku rekompensata 1,8 mln zł, mniejsza niż dla Golców, to rażąco mało.

Irytujące są wnioski złożone do naboru przez te prywatne firmy, które dopiero w tym roku, pewnie z myślą o otrzymaniu dotacji, zarejestrowały działalność kulturalną. Do tego, że resort kultury dysponował pełną wiedzą na temat rynku koncertowego, nie przekonuje fakt, że Bayer Full ma otrzymać mniej więcej tyle, co Alter Art, producent trzech największych festiwali w Polsce, w tym Openera – firmy mającej na etatach kilkadziesiąt osób, o rocznych obrotach do 150 mln zł.

Jeśli grupy disco polo dostają kilkaset tysięcy zł, to na tym tle 4 mln zł dla Teatru Muzycznego w Gdyni, który ma 220 osób na etacie, lub warszawskiej Romy, finansującej zatrudnienie ze sprzedaży biletów, jest nie do obrony. Zły algorytm powinien być zmieniony, uwzględniając również opery i filharmonie.

Trwająca w resorcie weryfikacja powinna być oparta na założeniu, że podlegają jej najbardziej kontrowersyjne wnioski, zaś opery, teatry, filharmonie nie mogą paść ofiarą dyskusji w internecie.

Zdaje się to potwierdzać poniedziałkowe oświadczenie Ministerstwa Kultury: „Reguła działań antykryzysowych w całej Europie w obliczu pandemii zakłada jak najszybsze rozdysponowanie środków, tak by pomoc była skuteczna i ratowała instytucje przed bankructwem. (...) Wysokość dotacji dla samorządowych instytucji artystycznych wynika z ich wniosków i możliwości wydatkowania środków zgodnie z ustawą o finansach publicznych. (...) wiele z nich ma budżety oparte o dochody ze sprzedaży biletów – i to właśnie brak tych dochodów będziemy pokrywać z Funduszu Wsparcia Kultury".

Niekorzystne jest to, że w Funduszu, którego działalność oparta jest na rozporządzeniu Rady Ministrów, nie można zmienić zasad i proporcji przyznawania rekompensat, nawet jeśli dotychczasowe nie odzwierciedlały sytuacji w kulturze. Możliwa jest więc tylko obrona ogłoszonych już rekompensat dla instytucji.

Środowisko teatralne postuluje jednak skierowanie pieniędzy uzyskanych po weryfikacji wprost do tych artystów, którzy nie pracują na etatach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA