fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ameryka naciska na pokój w Afganistanie

Lider talibów mułła Baradar i szef MSZ Kataru Mohamed as-Sani
afp
Po porozumieniu Serbia-Kosowo i normalizacji relacji Izraela z dwoma państwami arabskimi prezydent USA liczy obecnie na sukces swej polityki w Afganistanie.

Niemal dwie dekady po amerykańskiej inwazji na rządzony przez talibów Afganistan, która przez wszystkie te lata kosztowała życie prawie 2,4 tys. żołnierzy USA i niemal bilion dolarów wydatków, pojawiła się szansa na pokój.

Na temat, jak miałby wyglądać, trwają od kilku dni negocjacje w stolicy Kataru, Dausze, pomiędzy delegacją talibów i przedstawicielami rządu w Kabulu wspieranego finansowo i militarnie przez USA oraz NATO. Są konieczne, gdyż nikt nie ma już wątpliwości, że wojny z talibami nie da się wygrać. Rozmowy w Katarze stały się możliwe po zawarciu w lutym tego roku porozumienia pomiędzy USA a talibami, na mocy którego Waszyngton zobowiązał się wycofać część żołnierzy z Afganistanu. Ich liczba wynosiła wtedy 8,6 tys. osób.

W kwietniu przyszłego roku nie powinno być w Afganistanie już ani jednego amerykańskiego żołnierza. Pod warunkiem, że rozpoczęte obecnie negocjacje zakończą się powodzeniem i talibowie dotrzymają zobowiązania o zerwaniu wszelkich więzi z Al-Kaidą, która ze swych afgańskich baz kierowała atakiem na USA 11 września 2001 r.

Jeżeli tak się stanie, zakończona zostać może najdłuższa wojna w historii Stanów. Nikt nie daje gwarancji, że tak się stanie. Na razie jednak Trump może głosić, że spełnia obietnice wyborcze sprzed czterech lat dotyczące wycofania amerykańskich oddziałów z Afganistanu. W listopadzie ich liczba nie powinna przekroczyć 4,5 tys. Starający się o reelekcję prezydent liczy więc na wdzięczność wyborców już za kilka tygodni.

Tymczasem nie wiadomo jeszcze dokładnie, co jest przedmiotem negocjacji w Dausze. Miały rozpocząć się już w marcu, ale nie doszło do spełnienia warunków wstępnych w postaci wymiany 5 tys. więzionych talibów przez rząd w Kabulu za tysiąc przetrzymywanych przez nich funkcjonariuszy afgańskich sił bezpieczeństwa.

Od Waszyngtonu zależy w dużym stopniu przebieg negocjacji. – Wasze decyzje i zachowanie wpłyną zarówno na wielkość, jak i zakres przyszłej pomocy USA – oznajmił negocjatorom obu stron amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo, obecny na rozpoczęciu negocjacji. Oznacza to, że Waszyngton jest gotów udzielić pomocy finansowej Afganistanowi współrządzonemu w przyszłości przez talibów. Po latach wojny gospodarka kraju jest zdewastowana i, jak twierdzi prezydent Aszraf Ghani, 90 proc. z 37 milionów ludności kraju żyje poniżej granicy absolutnego ubóstwa, mając do dyspozycji mniej niż 2 dolary dziennie.

Obietnica dalszej pomocy finansowej nie jest jednak automatycznie kluczem do sukcesu negocjacji. Pierwszym ich celem jest doprowadzenie do zawieszenia broni. Dopiero później przedmiotem dyskusji mają stać się kwestie ustrojowe. W tym rola kobiet w społeczeństwie islamskim. W czasie rządów talibów wszelkie prawa kobiet definiowano na podstawie wykładni ortodoksyjnego islamu. Rząd w Kabulu jest zdania, że to musi się diametralnie zmienić. Nie bez przyczyny w składzie delegacji rządowej znalazły się trzy kobiety.

Nie brak opinii niezależnych obserwatorów, iż talibowie grają na czas i starają się wykorzystać sprzyjającą koniunkturę związaną z wyborami w USA i dążeniem Trumpa do ogłoszenia kolejnego sukcesu w polityce międzynarodowej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA