fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie Zdrowie

Dwie zarazy już tej jesieni

Adobe stock
Grypa jest równie groźna jak koronawirus. Dlatego w nadchodzącym sezonie u osób z objawami grypopodobnymi powinny być równocześnie wykonywane testy genetyczne na oba wirusy.

Świat już przygotowuje się do drugiej fali zachorowań na COVID-19. Ponieważ nie wiadomo, kiedy i na ile skuteczna będzie szczepionka na SARS-Cov-2, planuje się zminimalizowanie w sezonie jesienno-zimowym innych infekcji, wśród których najgroźniejsza jest grypa. Szczepienia są najlepszą metodą ograniczania zachorowań na tę chorobę, dlatego wiele krajów planuje zwiększyć odsetek zaszczepionej populacji. Zalecany przez WHO bezpieczny poziom wyszczepialności to 75 proc. Holandia i Wielka Brytania spełniają już to kryterium, a Francji Włochom i Niemcom niewiele brakuje.

Tymczasem w Polsce szczepi się mniej niż 4 proc. populacji i nie ma możliwości aby ten wynik znacząco poprawić w tym roku. Nawet gdyby Polacy zmienili zdanie i ochoczo zgłosili się do aptek lub przychodni po szczepionki, to z powodu ich braku nie zaszczepimy nawet 10 proc. społeczeństwa. Żaden kraj nie może liczyć na dwu czy trzykrotnie większe dostawy szczepionek w danym roku, gdyż w szacunkach ekonomicznych prowadzonych przez producentów nie jest to uwzględnione. Są one sezonowe i niewykorzystane muszą być zniszczone, a ich produkcja ustalana jest w perspektywie dwóch lat. Trudno liczyć na pomoc innych krajów, które w obecnej sytuacji w pełni wykorzystają swoje zamówione przydziały. Poprawa wyszczepialności na grypę to proces, który potrwa wiele lat. Nawet jeśli Prezydent RP zmieni swoje antyszczepionkowe nastawienie i się zaszczepi, to zdecydowana większość Polaków nie będziemy mogła tego uczynić.

W tym roku podaż szczepionki przeciwgrypowej nie zaspokoi popytu i resort zdrowia powinien zadbać o właściwą ich dystrybucję. Może się okazać, że przedsiębiorczy młodzi Polacy skorzystają z większość zamówionych przez rząd szczepionek, kosztem osób szczególnie narażonych na zgon w przebiegu grypy, czyli kobiet w ciąży, osób w podeszłym wieku, chorych na przewlekłe choroby ze spadkiem odporności i personelu medycznego, który zainfekowany staje się groźny dla pacjentów. Trzeba to zrobić już teraz, bo pozostawienie rozwiązania tego problemu wolnemu rynkowi może mieć poważne konsekwencje. Wiele bogatych firm stać na zakup szczepionek po wyższej cenie, jako bonus dla swoich pracowników i trudno będzie finansowo konkurować z nimi samorządom, oferującym bezpłatne szczepionki dla seniorów.

Problem nie jest ani nowy, ani teoretyczny. W Stanach Zjednoczonych od dawna brakuje szczepionek dla wszystkich chętnych i dlatego Centrum Prewencji i Kontroli Zakażeń zdefiniowało w jakiej kolejności należy szczepić populację amerykańską, zaczynając od grup najbardziej narażonych, na końcu pozostawiając młodych zdrowych dorosłych, którzy szczepieni są w miarę dostępności do szczepionki.

Niska wyszczepialność na grypę w Polsce świadczy o niedocenianiu zagrożenia, jakie ona powoduje. Niestety dotyczy to także Ministerstwa Zdrowia i lekarzy. Gdybyśmy w sezonie grypowym wykonywali tyle samo testów genetycznych niezbędnych do jej rozpoznania co obecnie robimy dla wykrycia koronawirusa okazałoby się, że liczba zakażonych i zmarłych z powodu grypy jest wielokrotnie wyższa niż na COVID-19. Pamiętamy tylko o milionowych stratach sprzed 100 lat, ale każdego roku tysiące osób umiera z powodu grypy, a nasze statystyki nie poparte masowymi testami są bardzo zaniżone. Nie mamy termometru, więc łudzimy się, że nie mamy gorączki.

Pandemia COVID-19 rozpoczęła się w Polsce już po dorocznej epidemii grypy, ale nie skończy się zanim ona powróci. Czeka nas zatem okres równoczesnego szerzenia się koronawirusa i wirusa grypy. Objawy obu chorób są bardzo podobne i na ich podstawie nie będzie możliwe ani potwierdzenie, ani wykluczenie żadnej z nich. Dla ich rozpoznania konieczne są badania genetyczne. Ponieważ grypa jest równie groźna jak koronawirus, w nadchodzącym sezonie u osób z objawami grypopodobnymi powinny być równocześnie wykonywane testy genetyczne na oba wirusy. Ograniczenie diagnostyki do koronawirusa spowoduje niepotrzebną śmierć wielu osób. Chorzy na grypę z negatywnym wynikiem na COVID-19 będą uznani za niegroźnych i nie będą objęci reżimem sanitarnym, nie będą hospitalizowani, ani odpowiednio leczeni. Wykonywanie testów na obie choroby ma sens, gdyż posiadamy skuteczne leki antygrypowe, pod warunkiem, że będą zastosowane w pierwszych 3 dniach choroby.

Testy na COVID-19 kosztują nas kilka milionów złotych dziennie. Czy stać nas na równoczesne badanie w kierunku grypy i podwojenie tych wydatków w skali wielu miesięcy? Kto za to zapłaci? Jeśli testy na grypę nadal nie będą refundowane i stanowić będą koszt dla placówek medycznych, to pomimo wskazań medycznych nie będą one masowo wykonywane. Tylko rzeczywista refundacja kosztów testów genetycznych umożliwi ich wykonywanie zgodnie z zaleceniami. Cyniczne jest stwierdzenie przez rządzących, że lekarze będą decydować o potrzebie ich wykonania, nie zapewniając ich sfinansowania. Jak pokazuje praktyka kliniczna brak środków finansowych jest silniejszym argumentem niż rekomendacje medyczne, a pacjenci mogą jedynie oskarżyć lekarza o błąd w sztuce lekarskiej, któremu grożą teraz poważniejsze konsekwencje karne.

Doświadczenia z pandemii pokazują, że nawet zabezpieczając bezpłatne wykonanie testów genetycznych nie będą wykorzystywane moce diagnostyczne bez odpowiedniej postawy lekarzy i pracowników służb sanitarnych. Konieczne jest ich przygotowanie, motywowanie i kontrolowanie, aby realizowali opracowane strategie. Już teraz powinny być podjęte odpowiednie decyzje dotyczące postępowania w nadchodzącym sezonie, bo wiąże się to z odpowiednim wyposażeniem laboratoriów i przygotowaniem personelu. Nie można powielać błędów z pandemii COVID-19, gdy dopiero po kilku tygodniach uruchomione zostały możliwości właściwej diagnostyki i ochrony przed zakażeniem.

Niewiele jeszcze wiemy o możliwość współistnienia obu zakażeń równocześnie u tych samych chorych. Istnieją bowiem zakażenia mieszane i skuteczne leczenie jednej choroby kończyć się może zgonem z powodu drugiej. Jedne zakażenia torują drogę kolejnym. Nie wiemy jeszcze jak będzie to wyglądało w przypadku grypy i COVID-19. Dlatego resort zdrowia i pion sanitarny powinny podjąć działania skutecznie ograniczające szerzenie obu tych zakażeń. Już teraz powinny płynąć wyraźne sygnały do społeczeństwa i do placówek medycznych jak postępować w nadchodzącym sezonie koronawirusowo-grypowym. Nie powinniśmy oczekiwać na nadejście dwóch zaraz niczym ewangeliczne nieroztropne panny.

Autor jest dr hab. n. med. na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, prezesem Koalicji Lekarzy i Naukowców na rzecz Zdrowego Powietrza, członkiem Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA