fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Nadzieja demokratów w Joe Bidenie

Konwencja demokratów wygląda w tym roku jak internetowa kawiarenka
POOL/AFP, Morry Gash
W nowej – wirtualnej – formie rozpoczęła się w poniedziałek Krajowa Konwencja Partii Demokratycznej.

Na rozpoczętej w poniedziałek konwencji widać było, że prezydent Trump posłużył jako spoiwo sklejające wcześniej pokawałkowaną Partię Demokratyczną.

Dlatego tegoroczna konwencja nie przypomina ideologicznie chaotycznych początków kampanii prezydenckiej, w której każdy z kilkunastu kandydatów głosił swoją wizję.

Teraz jest jedna – poparcie Joe Bidena i pokonanie prezydenta Donalda Trumpa, któremu zarzuca się podzielenie społeczeństwa, nieudolne zarządzanie krajem w czasie pandemii (w wyniku której zmarło ponad 165 tys. Amerykanów) oraz brak wrażliwości na najważniejsze problemy w kraju.

Chęć zmiany w Waszyngtonie jednoczy frakcje demokratów: od socjalistycznej po umiarkowaną. Do nich dołączyli też republikanie rozczarowani prezydentem z własnej partii.

– W normalnych warunkach coś takiego nie miałoby miejsca. Ale to nie są normalne czasy – mówił były gubernator Ohio John Kasich, który przedstawił wizję kraju na rozdrożu, wyrażając przekonanie, że Joe Biden nie da się przekupić przez skrajną lewicę, czym chciał zjednać konserwatywnych wyborców.

Bez widowiska

Normalnie krajowe konwencje obu partii amerykańskich to wielkie widowiska odbywające się z udziałem tysięcy uczestników. W tym roku pandemia zmusiła organizatorów do użycia nowej formuły. Zamiast w Milwaukee, spotkanie demokratów odbywa się na platformach wirtualnych – cały naród może je śledzić na ekranach telewizorów i komputerów. Nie ma rozentuzjazmowanych tłumów, aplauzu, wielkich scen ani megafonów. Są za to wystąpienia na żywo oraz te wcześniej nagrane.

W pierwszym dniu z ekranu do wyborców przemawiali prominentni politycy, tacy jak np. uznawana za wschodzącą gwiazdę Partii Demokratycznej gubernator Michigan Gretchen Whitmer, którą Donald Trump kilkakrotnie znieważył podczas kryzysu związanego z pandemią, nowojorski gubernator Andrew Cuomo, którego stan w kwietniu był pierwszym epicentrum pandemii i który teraz stawiany jest za przykład lidera umiejętnie zarządzającego kryzysem.

Amerykanie usłyszeli głosy byłych rywali Bidena z prawyborów, jak również zwykłych Amerykanów od rodziny zamordowanego przez policję w Minneapolis George'a Floyda, po tych, którzy w pandemii stracili już bliskich oraz tych, którzy boją się o dzieci wracające do szkoły. – Mój ojciec miał 65 lat. Nie ma go już z nami. Zmarł z powodu Covid-19. Wierzył Donaldowi Trumpowi, słuchał go, na niego głosował i za to zapłacił życiem – mówiła Kristin Urquiza, mieszkanka Arizony, która po śmierci ojca zaangażowała się w krytykę obecnej administracji. Konieczność naukowego podejścia do pandemii oraz walki z rasizmem i nierównościami społecznymi, jak również krytyka działania Trumpa przeciwko amerykańskiej poczcie to tematy, które – obok apeli do głosowania za zmianą w Białym Domu – zdominowały wystąpienia.

Najlepszy mówca Ameryki

Oprócz Johna Kasicha znamiennym było też wystąpienie Berniego Sandersa, twórcy ruchu socjalistycznego w Partii Demokratycznej i jednego z najsilniejszych rywali Joe Bidena w prawyborach. Sanders stwierdził, że listopadowe wybory będą historyczne i zaapelował do tysięcy swoich zwolenników, którzy nie do końca przekonani są do kandydatury Bidena, by głosowali na niego. – W tych wyborach chodzi o ratowanie naszej demokracji, gospodarki i planety. To, co mamy teraz, nie jest normalne – mówił Sanders, zapewniając, że jego ideologia na dobre zagnieździła się w amerykańskim społeczeństwie. – Ruszyliśmy nasz kraj w odważnym kierunku. Pokazaliśmy, że wszyscy – czarni, biali, latynosi, Indianie, Azjaci, geje, imigranci czy rodowici Amerykanie – pragniemy narodu opartego na sprawiedliwości, miłości i współczuciu – mówił Sanders.

Najwięcej komentarzy w mediach wywołało jednak elektryzujące wystąpienie byłej pierwszej damy Michelle Obamy.

– Donald Trump nie jest właściwym człowiekiem na stanowisku prezydenta. Miał wystarczająco dużo czasu, by nam pokazać, co potrafi, ale on nie potrafi być tym, kogo potrzebujemy jako kraj. Bycie prezydentem nie zmienia człowieka. Pokazuje, kim on naprawdę jest – mówiła Obama, którą komentatorzy w CNN określili jedną z najlepszych mówców Ameryki. – Musimy głosować na Joe Bidena, tak jakby nasze życie od tego zależało – dodała, opisując prezydenturę Trumpa jako erę społecznej i politycznej degradacji, w której rząd charakteryzuje „chaos, podziały i zupełny brak empatii", a jego mottem jest: „chciwość jest dobra, a zwycięstwo liczy się ponad wszystko".

Dla wszystkich

Biden cieszy się o wiele większym niż Trump poparciem Afroamerykanów oraz ma coraz większe poparcie starszych wyborców (którzy przestają ufać w to, że obecny prezydent umie krajem w czasie pandemii), wykształconych demokratów, umiarkowanych oraz białych wyborców bez wykształcenia. Stąd też eklektyczny program konwencji – skierowany do wszystkich tych grup wyborców.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA