fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Autonomia Hongkongu. By wszyscy śpiewali hymn Chin

Mieszkańcy Hongkongu szykowali się do protestu, trafili w policyjną pułapkę
afp
Armatkami wodnymi i kulami pieprzowymi policja próbuje stłumić protesty w Hongkongu. W czwartek Pekin zadecyduje o losie autonomii.

Zdjęcia demonstrantów przypartych przez policję do ścian biurowców i centrów handlowych w Hongkongu obiegły w środę światowe media. Funkcjonariusze wyłapywali mniejsze grupy, by nie zdążyły połączyć się w tłum.

Z doniesień zachodnich mediów wynika, że aresztowano co najmniej 200 osób. Hongkoński parlament został odcięty od reszty miasta przez służby, które uniemożliwiły zaplanowany tam protest. Zgromadzenie obradowało w sprawie ustawy o ochronie hymnu państwowego ChRL „Marsz ochotników”, za którego znieważenie będzie można trafić do więzienia nawet na trzy lata. Opozycja traktuje to jako ciąg dalszy podejmowanych przez Pekin prób zaszczepienia chińskiego patriotyzmu w autonomii.

W czwartek rano pojawiła się informacja, że w związku z napiętą sytuacją sesja Rady Legislacyjnej (parlamentu) Hongkongu została odroczona.

Koniec autonomii?

Demonstranci śpiewają własny hymn „Glory to Hong Kong”, który powstał podczas ubiegłorocznych protestów, wywołanych przez kolejne plany Pekinu wobec autonomii. – Myślę, że to może być ostatnia szansa na walkę – mówi 20-letni protestujący student, cytowany przez „New York Times”.

W czwartek Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych (OZPL) ma przegłosować wprowadzenie w Hongkongu prawa „o bezpieczeństwie narodowym”. Nikt nie konsultował tej ustawy z mieszkańcami autonomii, nie opublikowano nawet jej treści. Chińskie media przekonują, że nowe prawo ma uderzać w „działania separatystyczne, terrorystyczne, wywrotowe oraz zagraniczne interwencje w sprawy regionu”.

– Wejście ustawy w takiej formie oznaczałoby sprowadzenie chińskich służb bezpieczeństwa do Hongkongu, gdzie będą mogły działać w jawny sposób, dokonywać zatrzymywać i aresztowań – tłumaczył ostatnio „Rzeczpospolotej” Michał Bogusz, analityk ds. Chin z Ośrodka Studiów Wschodnich w Warszawie. – W rzeczywistości to złamanie zasady „jeden kraj, dwa systemy” – mówił.

Zasada obowiązuje, odkąd Chiny w 1997 roku przejęły Hongkong od Brytyjczyków. Od tamtej pory autonomia ma własny system prawny i politykę gospodarczą, umowa gwarantowała to do 2047 roku.

To dzięki temu, jeżeli chodzi o wolność słowa czy prawa obywatelskie, mieszkańcy Hongkongu mogli sobie pozwolić na o wiele więcej niż mieszkańcy kontynentalnych Chin. Propekińska administracja Hongkongu poparła już forsowaną przez Komunistyczną Partię Chin ustawę. Gotowość do „obrony władz Chin” w prowincji zadeklarował też dowódca garnizonu Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w Hongkongu.

Polski sinolog prof. Bogdan Góralczyk zauważa, że forsowane przez Pekin prawo jest również mocnym przesłaniem dla mieszkańców Tajwanu. – Znalazło to nawet odzwierciedlenie w raporcie premiera Li Keqianga, który ostrzegł przed „działaniami separatystycznymi” na wyspie, a równocześnie nie powtórzył po raz kolejny przesłania o „pokojowym zjednoczeniu” obu organizmów chińskich. Zabrakło w nim słowa „pokojowy” – napisał w poniedziałek na łamach „Rzeczpospolitej” Góralczyk.

Trump odpowie ostro

Prezydent Donald Trump zapowiedział we wtorek, że Stany Zjednoczony w najbliższych dniach „ostro zareagują” na plany Pekinu wobec Hongkongu.

Tymczasem Larry Kudlow, doradca ekonomiczny Białego Domu, w wywiadzie dla Fox Business Network zachęcał amerykańskie firmy do przeprowadzenia się z Hongkongu i kontynentalnych Chin do USA. – Zrobimy wszystko, co jest możliwe, by pokryć straty. I pokryjemy koszty przeprowadzki – mówił.

Na początku kwietnia Japonia przyznała już ponad 2 mld dolarów dotacji dla firm, które zdecydują się na przeniesienie swojej produkcji z Państwa Środka.

Pandemia sprawiła, że podobne głosy pojawiają się też w Europie. Prezydent Emmanuel Macron jeszcze w marcu opowiedział się za rozwojem własnej produkcji masek ochronnych, respiratorów i żelu antybakteryjnego. Paryż przeznaczył na ten cel 4 mld euro.

Na razie nic nie wskazuje jednak na to, by Pekin się wycofywał. – Chiny stanowczo sprzeciwiają się wszelkim ingerencjom zagranicznych sił w sprawy Hongkongu – komentował w środę rzecznik chińskiego MSZ Zhao Lijan. Stwierdził, że region podlega bezpośrednio rządowi w Pekinie i że wprowadzenie tam przepisów „o bezpieczeństwie narodowym” jest „wewnętrzną sprawą Chin”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA