fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Cztery lata łagodnej banicji

Witold Bańka (z lewej, od 1 stycznia będzie przewodził WADA) i obecny szef tej organizacji Craig Reedie podczas poniedziałkowego posiedzenia Komitetu Wykonawczego w Lozannie
AFP
Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) zdecydowała: nie będzie reprezentacji Rosji na przyszłorocznych letnich igrzyskach w Tokio i dwa lata później zimowych w Pekinie oraz mundialu w Katarze. Ale mogą tam być Rosjanie.

Poniedziałkowa decyzja była jednogłośna. To najbardziej surowy werdykt antydopingowy agencji, lecz powody go uzasadniały i zaskoczenia nie ma: długoletni system wspierania i ochrony dopingu w Rosji dewastował światowy sport i nie widać było w Moskwie symptomów poprawy, wręcz przeciwnie.

Przed nami cztery lata nieobecności reprezentacji Rosji w najważniejszych imprezach sportowych na świecie, czyli na igrzyskach olimpijskich (także młodzieżowych), paraolimpiadach, mistrzostwach świata i innych globalnych wydarzeniach, których organizatorzy zadeklarowali przestrzeganie kodeksu antydopingowego WADA.

Rosja nie będzie mogła również organizować ani zgłaszać ofert goszczenia takich imprez. Działacze sportowi i państwowi zostaną wykluczeni z rad, zarządów i komitetów związanych z działalnością międzynarodowych organizacji sportowych, nie będą mogli także uczestniczyć w najważniejszych wydarzeniach. Dotyczy to również przedstawicieli Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, ministerstwa sportu i szefów związków sportowych. Prezydenta Rosji także.

Sportowcy rosyjscy bez śladów dopingowej przeszłości będą jednak mogli startować w barwach neutralnych: w przypadku sukcesu nie zobaczą rosyjskiej flagi na maszcie i nie wysłuchają hymnu.

Wedle osobistej interpretacji szefa POLADA Michała Rynkowskiego dla „Rz" te zapisy są jednakowe w przypadku rywalizacji indywidualnej i drużynowej, zatem zespoły rosyjskie mogą dostać prawo startu, z uwzględnieniem wspomnianych ograniczeń. Rosyjscy piłkarze startujący w Katarze jako „neutralni", np. pod flagą FIFA – to wydaje się możliwe.

Takie rekomendacje dał w listopadzie Komitetowi Wykonawczemu WADA specjalny komitet ds. przestrzegania kodeksu antydopingowego (CRC – Compliance Review Committee) pod przewodnictwem brytyjskiego prawnika Jonathana Taylora. Komitet Wykonawczy mógł zaakceptować wszystkie zalecenia CRC albo odesłać sprawę do dalszego zbadania. Wybrał, jak wybrał.

Przewodniczący MKOl Thomas Bach miewał rozbieżne opinie z działaczami WADA na temat surowości kar wobec Rosji, często mówił o potrzebie znalezienia równowagi między indywidualną odpowiedzialnością i karą zbiorową. Także przed igrzyskami w Rio i Pjongczangu zdecydowanie bronił łagodniejszych rozwiązań, lecz w ostatnich tygodniach potwierdził, że rozstrzygnięcia WADA na pewno będą honorowane.

Na początku była telewizja

Kronikę rosyjskich wpadek dopingowych zaczyna scena otwarcia przez prezydenta Władimira Putina zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi w 2014 roku, pierwszych w Rosji po rozpadzie Związku Radzieckiego. Gospodarze zwyciężyli w klasyfikacji medalowej, ich zdobycze były niemal dwa razy większe niż cztery lata wcześniej w Vancouver.

Już w grudniu 2014 roku niemiecka telewizja ARD pokazała dokument Hajo Seppelta o korupcji i masowym dopingu w Rosji. Głównymi świadkami byli m.in. były pracownik Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA) Witalij Stiepanow i jego żona Julia, biegaczka na 800 m, którą zdyskwalifikowano za doping, a także maratonka Lilia Szobuchowa. Ujawnili mechanizmy płacenia łapówek i zacierania śladów dopingu.

WADA zleciła zbadanie sprawy komisji pod kierownictwem swego byłego szefa Dicka Pounda, który w listopadzie 2015 roku przedstawił raport mocno uderzający w RUSADA. Po raz pierwszy słychać zdanie o „głęboko zakorzenionej kulturze oszustwa". Agencja traci akredytację, zostaje zamknięte także laboratorium antydopingowe w Moskwie. Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF, obecnie World Athletic) zawiesza rosyjską federację i to zawieszenie trwa do dziś.

W maju 2016 roku wybuchła kolejna bomba, gdy „New York Times" opublikował zeznania Grigorija Rodczenkowa, byłego szefa laboratorium antydopingowego w Moskwie, który po ucieczce do USA mówił o programie państwowego dopingu w Rosji, zwłaszcza przed i podczas igrzysk w Soczi. Ujawnił sposoby podmiany próbek pobranych od sportowców, wskazał odpowiedzialne osoby, m.in. ministra sportu i szefów federacji, pokazał współpracę ze służbami specjalnymi, m.in. agentami FSB. Mówił o co najmniej kilkunastu medalach zdobytych dzięki dopingowi.

Kolejna niezależna komisja WADA kierowana przez kanadyjskiego prawnika Richarda McLarena ujawnia setki innych przypadków ukrywania wpadek dopingowych w Rosji, już nie tylko w lekkoatletyce. MKOl pod wpływem tych informacji zleca ponowne testowanie starych próbek z igrzysk olimpijskich w 2008 i 2012 r. – wyniki oznaczają dyskwalifikacje sportowców rosyjskich w wielu dyscyplinach.

Profesor McLaren zalecił wyrzucenie Rosji z igrzysk, ale w lecie 2016 roku Rosjanie startują w Rio de Janeiro tylko w trochę ograniczonym składzie. Sito nie jest zbyt gęste, bo MKOl nie chce ostrej konfrontacji. Z olimpijskiego pomostu znikają całkiem rosyjscy ciężarowcy, lekkoatleci mogli startować na prawach wyjątku. Po przejściu zaostrzonej procedury warunki spełniła jedynie skacząca w dal Daria Kliszyna, która od dawna trenowała za granicą. Tylko ruch paraolimpijski decyduje się na wyrzucenie wszystkich Rosjan z rywalizacji. Gdy po roku od igrzysk Rosjanie dostali prawo startu w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Londynie bez flagi i hymnu, znalazło się tylko 19 osób spełniających kryteria kontrolne IAAF (próbowało kilka razy więcej).

Rosja kręci

W grudniu 2017 roku MKOl w obliczu kolejnych dowodów oszustw w Soczi decyduje się na zawieszenie Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego i oficjalny zakaz startu Rosji w Pjongczangu, ale otwiera furtkę dla „olimpijskich sportowców z Rosji". Skorzystało 168 osób, a Rosyjski Komitet Olimpijski odzyskuje możliwość działania.

W lecie 2018 roku Rosja gości MŚ w piłce nożnej. Przed turniejem FIFA bada domniemany doping w futbolu rosyjskim, żadnych sankcji nie ma. Ta decyzja zaczyna etap pewnego ocieplenia relacji Rosja – WADA. Jesienią ubiegłego roku, po serii zakulisowych działań, agencja przywraca zdolność działania RUSADA, choć protesty na Zachodzie są bardzo głośne.

Warunkiem WADA jest przekazanie przez Rosję wszystkich archiwalnych danych i próbek z moskiewskiego laboratorium antydopingowego. Moskwa nie dotrzymuje początkowego terminu, przekazuje zawartość komputerów kilka tygodni później.

W tle trwa we Francji proces byłego szefa IAAF Lamine Diacka i kompanii. Wśród zarzutów jest korupcyjna współpraca z władzami rosyjskiego sportu, pojawiają się zeznania, że maskowanie dopingu kosztowało rosyjskich lekkoatletów około 3,5 mln dolarów.

We wrześniu 2019 roku z Lozanny przychodzą informacje, że w rosyjskich danych przekazanych z laboratorium w Moskwie są „istotnie nieścisłości", prościej ujmując, część ważnych informacji wymazano, część zniekształcono, i to niedawno, już po wznowieniu działalności RUSADA. Rosja dostała trzy tygodnie na wyjaśnienia, ale gdy minister sportu Paweł Kołobkow odpowiedział, że rozbieżności w danych laboratoryjnych wynikają z kwestii technicznych, WADA straciła cierpliwość.

Werdykt, choć dla niektórych oznacza cztery lata łagodnej banicji, niemal na pewno będzie zakwestionowany w Moskwie, gdyż wyniki każdego z dotychczasowych niezależnych dochodzeń nie powodowały skruchy Rosjan. Rosyjscy urzędnicy mają jeszcze 21 dni na wniesienie odwołania do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie. Dopiero jeśli przegrają, skutek będzie widoczny.

– Nie mamy żadnych szans na wygraną w CAS – taką opinię wyraził w poniedziałek Jurij Ganus, nowy szef Rosyjskiej Agencji Antydopingowej, jego postawa jest jednak w rosyjskim sporcie rzadkością. Dominuje retoryka: Rodczenkow to frustrat i oszust, działania przeciw Rosji to spiskowa reakcja na liczne zwycięstwa.

Jest też w świecie spora grupa sportowców, działaczy i organizacji, którym ostatnia kara nie wydaje się wystarczająca. W niedzielę komitet sportowy WADA był za czasowym, ale całkowitym wykluczeniem Rosji ze sportu. Decyzja nie była jednogłośna, członkowie reprezentujący MKOl nie podpisali się pod dokumentem. Uzasadnienie tak krytycznych opinii jest jasne: oszustów z Rosji nie daje się wyeliminować, niektórzy na pewno unikną kary, skoro zapisy z Moskwy zniknęły. Konsekwencje startu Rosjan pod osłoną neutralności też mogą być co najmniej kontrowersyjne.

Przykład dały zimowe igrzyska w Pjongczangu. Po wygranym z Niemcami finale rosyjscy hokeiści, gdy tylko dostali złote medale, wznieśli w górę wyjęte zza pazuchy lub wzięte z trybun flagi rosyjskie i zagłuszyli wybrzmiewający hymn olimpijski hymnem ojczyźnianym. Przy głośnym wtórze kibiców w hali Gangneung Hockey Centre.

Dusza i serce

Neutralny start olimpijskich sportowców z Rosji zamienił się w nieskrępowaną demonstrację rosyjskości, łamania reguł nikt nie chciał dostrzec. – Mieliśmy ten pomysł w duszy i sercu, więc jak się zdarzyła okazja, to zaśpiewaliśmy. Nie boimy się kary, mamy przecież wolność wypowiedzi – mówił jeden z mistrzów. Wtedy w Korei Płd. Rosja była blisko uczestnictwa w uroczystości zamknięcia igrzysk pod flagą narodową, MKOl wycofał się jednak z tego gestu z powodu dwóch rosyjskich wpadek dopingowych podczas igrzysk.

Poniedziałkowa decyzja WADA nie zakończy kronik rosyjskiego dopingu. Ustępujący szef Craig Reedie zostawi Witoldowi Bańce, który obejmie posadę 1 stycznia, wiele do zrobienia. Także staranie, by agencja nie straciła wyłączności na stanowienie wzorców światowego prawa. W USA już rośnie silna konkurencja w postaci ustawy kryminalizującej doping, nazwanej roboczo prawem Rodczenkowa. Amerykanie widzą się w roli globalnego strażnika dopingu, co niezależnie od intencji wydaje się trudne do zaakceptowania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA