fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Afera w Ministerstwie Finansów: Szerokie plecy Arkadiusza B.

Na trop przestępczej działalności Arkadiusza B. wpadła policja, a nie mające zwalczać nadużycia specjalne biuro w Ministerstwie Finansów
Agata Czereba/przemysl.pl
Skargi na wysokiego urzędnika resortu finansów wpływały do Kancelarii Premiera już w 2016 r., ale wtedy je zlekceważono.

Marian Banaś, obecny prezes NIK, zapewniał nas, że nie wiedział o przestępczej działalności Arkadiusza B., który w czasach pracy w resorcie finansów był jednym z najbliższych jego współpracowników. Tymczasem to jemu jako wiceministrowi podlegało Biuro Inspekcji Wewnętrznej, które ma za zadanie rozpoznawać, wykrywać i zwalczać m.in. przestępstwa korupcyjne, przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez pracowników i funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej. A skargi na B. – jak ustaliła „Rzeczpospolita" – wpływały do biura od ponad 3 lat.

Rozliczanie afery

Arkadiusz B., szef Krajowej Szkoły Skarbowości, oraz Krzysztof B., dyrektor Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier Ministerstwa Finansów, w czasie, kiedy pracowali w resorcie, mieli kierować grupą przestępczą, która poprzez sieć spółek, zarejestrowanych m.in. w Czechach, fikcyjnie handlowała sztuczną biżuterią oraz tarcicą i w ciągu blisko czterech lat wyłudziła 5 mln zł VAT (zarzuty ma łącznie 15 osób). Arkadiusza B. odwołano ze stanowiska niespełna dwa miesiące przez zatrzymaniem go przez Centralne Biuro Śledcze Policji – od stycznia tego roku siedzi w areszcie. Krzysztof B. – także już były dyrektor – wpadł we wrześniu 2018 r.

Skandal w resorcie finansów ujawniliśmy i opisaliśmy w piątkowej „Rzeczpospolitej". Po burzy, jaką wywołał nasz tekst w służbach i polityce, trwa rozliczanie tej afery. Kto i dlaczego pozwolił, by grupa działała tak długo – gdy czas potęgował straty?

Ministerstwo Finansów wydało oświadczenie, zapewniając, że w Krajowej Administracji Skarbowej utworzono specjalne Biuro Inspekcji Wewnętrznej (BIW), które „zapobiega tym przestępstwom i ściga ich sprawców, a także współpracuje z innymi służbami i organami ścigania w sprawach dotyczących pracowników oraz funkcjonariuszy KAS. Taka intensywna współpraca miała i ma również miejsce w sprawie opisywanej przez media" – twierdził resort.

To prawda. Biuro współpracowało z policyjnym CBŚP. Jednak to nie BIW, ale policja – jak ustaliliśmy – wykryła, że za procederem stoją wysokiej rangi ministerialni urzędnicy. Dlaczego własnymi siłami nie wykryło tego Biuro Inspekcji Wewnętrznej resortu? Tego oświadczenie ministerstwa nie wyjaśnia.

Półtora roku w szufladzie

Nieco światła na pracę BIW rzuca inna sprawa. We wrześniu 2016 r. (pół roku po utworzeniu Krajowej Administracji Skarbowej) „pracownicy Ministerstwa Finansów" w anonimowym liście poskarżyli się na Arkadiusza B. (wtedy jeszcze dyrektora Centrum Edukacji Zawodowej Resortu Finansów), że rzekomo nadużywa on stanowiska. „Za wszelką cenę wykorzystuje zaufanie kierownictwa MF tylko i wyłącznie dla swoich korzyści materialnych" – wskazali w liście.

Jego autorzy twierdzili, że B. miał zasiadać w komisji egzaminacyjnej m.in. do służby przygotowawczej i „inkasować za każdy egzamin 2–3 tys. zł" – choć powinien to robić w ramach obowiązków służbowych. Sugerowali też, że B. miał dopuszczać się nepotyzmu, bo „zatrudnił w resorcie finansów swoje dzieci".

Kancelaria Premiera, która otrzymała pismo, szybko, bo w październiku 2016 r., przesłała je do Ministerstwa Finansów, ale tu przeleżało półtora roku – dopiero w styczniu 2018 r. trafiło do tutejszego Biura Inspekcji Wewnętrznej, które po wstępnej analizie uznało za celowe sprawdzenie, czy i kiedy Arkadiusz B. brał udział w komisjach egzaminacyjnych na studiach podyplomowych (tam znaleziono jego nazwisko), czy brał wynagrodzenie z Krajowej Szkoły Skarbowości i w jakiej wysokości. Za celowe BIW uznało też zbadanie, czy z tej szkoły wynagrodzenie bierze córka B. i na jakiej podstawie zatrudniono ją w ministerstwie – w Departamencie Kluczowych Podmiotów – skoro w 2013 r., gdy została przyjęta, nie było naboru na takie stanowisko.

Nasi rozmówcy twierdzą, że wiosną ubiegłego roku ówczesny szef BIW poszedł do nadzorującego jego biuro wiceministra Mariana Banasia, by wszcząć kontrolę operacyjną wobec Arkadiusza B. Efekt? Arkadiusz B. nadal pracował w ministerstwie. A funkcjonariusza, który był oddelegowany do BIW z policyjnego Biura Spraw Wewnętrznych, wkrótce odwołano.

Ta drobna z pozoru sprawa może sugerować, że do BIW niechętnie przekazywano sygnały wymagające sprawdzenia. Jeden z naszych rozmówców twierdzi wręcz, że w czasie, kiedy szefem BIW był oddelegowany do tego policjant, to sprawy, którymi chciało zająć się biuro, były blokowane. Aż dociekliwego szefa BIW zmieniono. Czy ostatecznie zweryfikowano sugestie z anonimu? Nic na to nie wskazuje.

Znajomość ze spółki

Pytań wokół siedzącego w areszcie Arkadiusza B. jest więcej. Oficjalnie jest on – od 2015 r. – prezesem jednej spółki zarejestrowanej w Poznaniu, zajmującej się pomocą osobom wywłaszczonym w czasach PRL. Nie ma to wprawdzie nic wspólnego z zarzutami prokuratury za wyłudzenia VAT, ale z rejestrów wynika, że w tym samym czasie do tej spółki trafił z Arkadiuszem B. prawnik prof. Piotr Pogonowski, który kilka miesięcy później został szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, oraz prof. Konrad Raczkowski – były i wtedy również przyszły wiceminister finansów (na krótko powrócił do resortu wraz z nowym rządem Beaty Szydło jako specjalista ds. nadużyć finansowych – był m.in. konsultantem Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych w Brukseli, a także ekspertem od podatków).

Pytania do Piotra Pogonowskiego, szefa ABW, o znajomość z Arkadiuszem B. wysyłaliśmy już 18 października, ale odpowiedzi nadeszły dopiero po naszym tekście „Przestępczy skandal w resorcie finansów".

Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, informuje nas, że „Arkadiusza B. prof. Piotr Pogonowski poznał w ramach wspólnej pracy w Ministerstwie Finansów w latach 2006–2007" (obaj byli dyrektorami: B. – logistyki, a Pogonowski – prawnego). Z odpowiedzi nie dowiadujemy się, kto w 2015 r. zaproponował Pogonowskiemu wejście do spółki – i czy był to Arkadiusz B. „Na skutek braku możliwości realnego wykonywania zadań członka Rady Nadzorczej (m.in. nieuzyskania informacji od Zarządu i Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Spółki na temat sytuacji prawnej i finansowej Spółki) w dniu 10 lipca 2015 r. prof. Piotr Pogonowski złożył rezygnację z funkcji" – odpowiada Stanisław Żaryn i podkreśla, że „insynuacje, jakoby prof. Pogonowski brał udział w procederze przestępczym, spotkają się ze zdecydowaną reakcją prawną".

Również prof. Raczkowski wyjaśnia, że szybko pożegnał się z pracą w agencji wywłaszczeń. „W roku 2015 r. nie zostały mi udostępnione dokumenty księgowe i sprawozdawcze spółki, co było powodem mojej rezygnacji" – podkreśla w odpowiedzi na nasze pytania Konrad Raczkowski.

Czy Arkadiusz B. chciał poprzez takie znajomości budować sobie strefę wpływów, parasol ochronny? Trudno to jednoznacznie ustalić.

Sprawa dla komisji śledczej

Wyjaśnień dotyczących współpracowników Mariana Banasia z czasów jego pracy w Ministerstwie Finansów zażądali w piątek od premiera posłowie PO–KO. Zapowiedzieli, że jeśli nie będzie ich w obecnej kadencji Sejmu, to w nowej będą domagać się komisji śledczej.

– Prawo i Sprawiedliwość, które mówiło, że walczy z mafiami VAT-owskimi, tak naprawdę wpuściło mafię VAT-owską do Ministerstwa Finansów – mówił poseł Sławomir Nitras na konferencji w Sejmie, uznając naszą publikację za „wstrząsającą".

Twierdzenie resortu finansów, że w „Krajowej Administracji Skarbowej zatrudnionych jest ponad 60 tys. pracowników i funkcjonariuszy; jednostkowe przypadki zachowań niezgodnych z prawem zdarzają się w każdej organizacji" brzmi groteskowo. Arkadiusz B., Krzysztof B. i szef największego w Warszawie urzędu skarbowego mający zarzuty wyłudzeń VAT to nie byli szeregowi pracownicy, ale urzędnicy wysokiego szczebla, w dodatku zaangażowani w zwalczanie nadużyć VAT.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA