fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Król Arabii Saudyjskiej mówi o "kryminalnych działaniach Iranu"

AFP
Król Arabii Saudyjskiej Salman ibn Abd al-Aziz Al Su’ud zaostrzył retorykę przeciwko Iranowi wzywając państwa arabskie do "przeciwstawienia się kryminalnym działaniom" Teheranu.

W Arabii Saudyjskiej trwa nadzwyczajny szczyt państw arabskich zwołany w związku z sabotażem wobec czterech tankowców u wybrzeży ZEA i atakiem z użyciem dronów na szyby naftowe w Arabii Saudyjskiej. Rijad i Waszyngton oskarżają o te działania Iran - Teheran zaprzecza tym oskarżeniom.

Arabia Saudyjska jest bliskim sojusznikiem USA w regionie.

- Brak zdecydowanej i odstraszającej odpowiedzi na akty sabotażu podejmowane przez Iran w regionie, zachęciły Teheran do wzmocnienia ich w sposób, w jaki widzimy to dziś - ocenił król Arabii Saudyjskiej.

Następnie monarcha określił działania Iranu mianem "kryminalnych" i dodał, że wymagają one "poważnych działań, aby zapewnić bezpieczeństwo Radzie Współpracy Zatoki Perskiej (w jej skład wchodzą Arabia Saudyjska, Bahrajn, Katar, Kuwejt, Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie).

Król Arabii Saudyjskiej wezwał też społeczność międzynarodową, aby użyć "wszystkich środków", jeśli to konieczne, by powstrzymać szyickie mocarstwo.

Pod końcowym stanowiskiem szczytu potępiającym Iran nie podpisał się jedynie prezydent Iraku, który ostrzegał przed możliwością wybuchu wojny w regionie.

Na początku maja u wybrzeży ZEA doszło do aktu sabotażu wobec czterech tankowców - dwóch pływających pod banderą Arabii Saudyjskiej, jednego pływającego pod banderą Norwegii i jednego pływającego pod banderą ZEA.

Wcześniej Iran ostrzegał, że może zamknąć Cieśninę Ormuz zakłócając transport ropy z Bliskiego Wschodu.

Na początku maja doszło też do ataku z użyciem dronów na szyby naftowe w Arabii Saudyjskiej. Ataku dokonali uczestniczący w wojnie domowej w Jemenie rebelianci Huti, którzy są nieformalnie wspierani przez Iran.

Do ataków doszło w czasie wzrostu napięć w relacjach między USA a Iranem, których źródłem jest jednostronne wypowiedzenie przez USA porozumienia nuklearnego zawartego przez mocarstwa Zachodnie z Iranem w 2015 roku. Donald Trump wypowiedział to porozumienie w maju 2018 roku domagając się wynegocjowania nowej umowy dotyczącej irańskiego programu nuklearnego, a także programu rakietowego.

Jesienią 2018 roku USA nałożyły sankcje na Iran, wprowadzając m.in. embargo na import irańskiej ropy. Początkowo osiem krajów (w tym m.in. Chiny i Turcja) korzystały z wyłączenia spod sankcji, ale od maja 2019 roku embargo ma charakter bezwzględny. Celem USA jest doprowadzenie do spadku eksportu ropy przez Iran do zera, tak aby wywrzeć ekonomiczną presję na Teheran i zmusić Iran do rozpoczęcia negocjacji z USA.

W odpowiedzi na rozszerzenie sankcji przez USA Iran zagroził m.in. blokadą strategicznej cieśniny Ormuz, co mogłoby zakłócić transport ropy z innych krajów Zatoki Perskiej. Z kolei USA zdecydowały się na wysłanie w rejon Iranu grupy bojowej lotniskowca Abraham Lincoln i grupy zadaniowej bombowców B-52, a także baterii Patriotów, w związku ze zdobytymi przez amerykański wywiad informacjami, że siły amerykańskie stacjonujące na Bliskim Wschodzie mogą stać się celem ataku ze strony Iranu lub jego sojuszników.

"New York Times" ujawnił, że w przypadku ataku na siły USA, Waszyngton chce wysłać nawet 120 tys. żołnierzy do Iraku. Oficjalnie administracja Donalda Trumpa zdementowała te doniesienia.

W związku z napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie USA podjęły decyzję o ewakuacji części swojego personelu dyplomatycznego z Iraku, a Wielka Brytania podniosła poziom zagrożenia dla swoich żołnierzy w tym kraju. Z kolei Niemcy przerwali szkolenie irackich żołnierzy - również ze względów bezpieczeństwa.

Przedstawiciele Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej przekonują, że okręty USA w rejonie Bliskiego Wschodu znajdują się w zasięgu irańskich rakiet. Z kolei prezydent Donald Trump stwierdził, że jakikolwiek atak na siły USA ze strony Iranu będzie "oficjalnym końcem" tego państwa.

Europejscy sojusznicy USA wyrażają zaniepokojenie możliwością eskalacji konfliktu, który - zdaniem szefa brytyjskiego MSZ, Jeremy'ego Hunta, może nawet doprowadzić do "przypadkowego wybuchu konfliktu". Zaniepokojenie rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie wyraziła też Rosja (prezydent Władimir Putin spotkał się w Soczi, 14 maja, z sekretarzem stanu USA Mike'm Pompeo).

Źródło: AFP
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA