fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Po szczycie UE: Dwie kobiety Tuska

AFP
Donald Tusk chce zaproponować dwie kobiety na wysokie stanowiska w UE.

Przewodniczący Rady Europejskiej rozpoczyna delikatną misję, której celem ma być wskazanie kandydatów na pięć wysokich stanowisk w Unii Europejskiej. - Moim planem i moją ambicją jest, żeby były wśród nich przynajmniej dwie kobiety - powiedział Tusk po zakończeniu nieformalnego spotkania przywódców 28 państw Unii. Na kolejnym szczycie UE 20-21 czerwca Tusk zamierza przedstawić nazwiska pięciu osób, które obejmą funkcje szefów Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz prezesa Europejskiego Banku Centralnego. W przypadku tego ostatniego mówimy o nominacji maksymalnie apolitycznej, ale decyzja może mieć swoje skutki na inne nominacje. Każda z tych nominacji ma inną procedurę, ale wszystkie wymagają kwalifikowanej większości głosów w Radzie Europejskiej. I pakiet powinien odzwierciedlać konieczność zachowania równowagi: płciowej, geograficznej, demograficznej (małe i duże kraje) oraz politycznej.

W obecnej kadencji jest tylko jedna kobieta - Federica Mogherini jako wysoka przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Teraz Tusk podnosi poprzeczkę. - Mam do tego poparcie wyraźnej większości przywódców - powiedział szef Rady. Nie wiadomo, czy wśród popierających jest polski premier, ale w swoich dwóch wypowiedziach dla mediów, przed i po szczycie, Mateusz Morawiecki o równowadze płciowej nie wspominał. - Podkreślaliśmy konieczność budowy zrównoważonego pakietu: małe kraje versus duże, kraje północnej, południowej, środkowej Europy, reprezentacja krajów - jak to się mówi czasami - nowej Europy, a więc tych, które mają inne problemy gospodarcze, budżetowe, konieczność finansowania infrastruktury, to też jest coś, o co bardzo mocno zabiegamy - powiedział Morawiecki.

W kontekście stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej najczęściej wymienianą kandydatką jest Margrethe Vestager, duńska komisarz ds. konkurencji, która jest forsowana przez liberałów, w tym przez francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona. We wtorek jednak w czasie kolacji przywódców nazwisk nie wymieniano. Na to przyjdzie czas w konsultacjach, które będzie prowadził Tusk. - Zaproponowałem spotkanie, najszybciej jak się da, Konferencji Przewodniczących (szefom frakcji w Parlamencie Europejskim - red.). Będę też rozmawiał z przywódcami państw członkowskich - powiedział.

Szczególnie trudne może być uzgodnienie szefa KE. To najważniejsza instytucja w UE, a poza tym ta nominacja wymaga zgody zarówno większości Rady Europejskiej, czyli państw członkowskich, jak i Parlamentu Europejskiego. A on jest bardziej rozdrobniony po ostatnich wyborach, co oznacza, że porozumieć się muszą przynajmniej trzy partie. Najbardziej prawdopodobny sojusz obejmuje chadeków, socjalistów i liberałów, te siły polityczne mają też największe reprezentacje w Radzie Europejskiej. Ale dla samych przywódców często bardziej niż afiliacja polityczna może liczyć się narodowość kandydata, czy po prostu jego kompetencje i do jakiego stopnia odpowiada on interesom danego kraju. Taką strategię zapowiada też Morawiecki. Polak na pierwszym miejscu  priorytetów, o które zapytałby kandydata, wymienia swobodę świadczenia usług na rynku wewnętrznym oraz przyszły budżet UE. Polska może zaproponować wspólnego kandydata w ramach Grupy Wyszehradzkiej, w tym kontekście pojawia się nazwisko Marosa Sefcovica, słowackiego socjalisty, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej. - Sefcovic jednym z rozpatrywanych kandydatów na różne stanowiska. Zawsze fair wobec Polski, w trudnym portfolio energetyki zachowywał się w porządku wobec Polski. Ale to nie znaczy, że jest jedynym kandydatem - podkreślał Morawiecki. I zaznaczył, że może nawet ważniejszy niż kandydat grupy Wyszehradzkiej byłby kandydat całej Europy Środkowej. A jeszcze ważniejsze, jego zdanie, jest jakie odpowiedzi ma potencjalny kandydat na pytania, które stawia Polska.

Tusk pogrzebał w praktyce proces tzw. kandydatów wiodących, czyli forsowaną przez Parlament Europejski zasadę, że czołowy kandydat partii, która wygrała wybory, lub która zbuduje większość w Parlamencie Europejskim, zostaje szefem Komisji. Powołał się na unijne traktaty, a te mówią wyraźnie, że szefa Komisji wskazuje Rada Europejska, a akceptuje Parlament Europejski. - Nie ma tu automatyzmu. Oczywiście fakt bycia kandydatem wiodącym nie jest przeszkodą, a może być nawet atutem - powiedział Tusk. Wiodącymi kandydatami są Niemiec Manfred Weber z niemieckiej CSU i holenderski socjalista Frans Timmermans. Poza tym, trochę w ostatniej chwili, jako kandydatka wiodąca przedstawiana jest też Vestager. Ona jednak wprost powiedziała to dopiero po wyborach, wcześniej jej rodzina liberalna proces kandydatów wiodących częściowo kontestowała i przedstawiła po prostu zespół liberalnych polityków z różnych krajów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA