fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Sondaż: Czy nauczyciele walczyli także o lepszą szkołę?

Fotorzepa/ Jakub Mikulski
Rozpoczęty właśnie w szkołach strajk włoski może być początkiem prawdziwej reformy szkolnictwa.

Odstąpienie od pracy i strajk jest dobrym sposobem walki o wyższe pensje – uważa ponad 66 proc. Polaków. Chyba że chodzi o nauczycieli. Społeczeństwo ma im wyraźnie za złe, że odeszli od tablic. 18-dniowy strajk nauczycieli przyniósł profity głównie partii rządzącej – wynika z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” przeprowadzonego w 26–27 kwietnia, czyli wtedy, gdy zdecydowano o zawieszeniu strajku.

Zawód nauczyciela postrzega się w dwojaki sposób. Z jednej strony uważa się, że ci, którzy pomagają dzieciom rozwijać skrzydła, zajmują szczególne miejsce w społeczeństwie. Od nich wymaga się więcej – misji, poświęcenia, zaangażowania. Z drugiej jednak strony, nauczyciele nie cieszą się zbytnim poważaniem – ma się ich za obiboków i leni, którzy nie mogą narzekać na zarobki, bo mają wolne w wakacje.

Nauczyciele też uważają, że skoro wykonują tak szczególny, odpowiedzialny zawód, powinni być traktowani i wynagradzani lepiej. Dlatego przystąpili do strajku.

Z sondażu IBRiS wynika, że zaledwie 21,3 proc. ankietowanych uważa, że na sporze tym zyskali nauczyciele, a blisko 60 proc. jest przekonanych, że stracili.

Jednak najwięcej ucierpieli na tym uczniowie (uważa tak 65,4 proc. ankietowanych) oraz ich rodzice (tego zdania jest 55,7 proc. respondentów). Wynik ten pokazuje to, czego starał się nie dostrzegać rząd – że problemem nie było przeprowadzenie egzaminów, ale to, że przez ten okres co najmniej 2 mln dzieci nie chodziło do szkoły mimo zagwarantowanego w konstytucji prawa do nauki. Rodzice zaczynają dostrzegać, że państwo nie było w stanie zapewnić dzieciom dostępu do edukacji. I dlatego teraz się szykują, by za edukacyjny chaos domagać się na drodze sądowej odszkodowania. Jeśli rodzice ten spór wygrają, budżet państwa będzie musiał ponieść ogromne wydatki.

Protest nauczycieli, chociaż początkowo mówiło się tylko o postulatach płacowych, bardzo szybko przerodził się w spór o lepszą szkołę. Nagle zaczęto mówić o tym, czego szkoła powinna uczyć, czy zamiast encyklopedycznej wiedzy nie powinno się postawić na umiejętności. Czy koniecznie dzieci muszą ślęczeć nad pracami domowymi, chodzić na korepetycje, skoro w dorosłym życiu najważniejsze jest, by potrafili myśleć?

Wielu rodziców to zrozumiało, widząc, że jest to także walka o przyszłość ich dzieci. Dlatego też nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy nauczycielom należy się wynagrodzenie za okres strajku – 45,5 proc. uważa, że tak (w tym 27,3 proc. zdecydowanie tak). Przeciwko wypłaceniu nauczycielom pełnej pensji jest 48,1 proc. respondentów (29,5 proc. odpowiedziało, że zdecydowanie nie).

Za płaceniem za strajk opowiedziało się 51 proc. ankietowanych rodziców (48 proc. jest temu przeciwnych). Wśród osób, które nie mają dzieci, odpowiedziało tak 44 proc. ankietowanych.

Pozostaje więc mieć nadzieję, że ten strajk, choć nie przyniósł pedagogom finansowej poprawy, przyczyni się do reformy szkolnictwa.

Zaczynają ją już sami nauczyciele,zapowiadając strajk włoski. Nie będą już jeździć na nieodpłatne wycieczki, organizować wywiadówek poza godzinami pracy czy za własne pieniądze kupować pomocy dydaktycznych.

Ale też zapowiedziano, że podstawa programowa będzie realizowana szczególnie skrupulatnie. Każdy uczeń będzie miał wszystko dokładnie wytłumaczone i nie będzie potrzebował korepetycji. Z drugiej strony jednak – nie da się w wolnym tempie zrealizować całej podstawy programowej. Prawdopodobnie więc jej część umrze śmiercią naturalną. Może wreszcie dojdzie do jej odchudzenia, czego od miesięcy domagają się nauczyciele, rodzice i uczniowie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA