fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wyrzut sumienia Francji

Strażacy walczyli przez osiem godzin o uratowanie, ile się da z Notre Dame. – Zniszczenia są kolosalne – przyznał rzecznik ratowników
EAST NEWS
Brakowało tylko kwadransa, by ogień zniszczył sklepienie katedry i jej północną dzwonnicę. Budynek ległby w gruzach.

Jeanne chyba najlepiej oddała to, co w tym momencie myśli cały francuski naród: – Nasi przodkowie przez przeszło sto lat budowali Notre Dame, a my w XXI wieku nawet nie jesteśmy w stanie jej uchronić – mówi dziennikarzowi „Le Monde" paryżanka, która każdego dnia wysiada w drodze do pracy na położonej obok katedry stacji kolejki RER.

W poniedziałek około 18.50, gdy robotnicy remontujący świątynię zeszli już z rusztowań, w okolicy więźby dachowej wybuchł ogień, który błyskawicznie zaczął się rozprzestrzeniać na cały dach. To był moment, gdy w odległym o parę kilometrów Pałacu Elizejskim Emmanuel Macron kończył nagrywanie fundamentalnego przemówienia do narodu, które miało zostać wyemitowane o 20.00. Prezydent miał nadzieję, że to będzie nowe otwarcie, które nie tylko ostatecznie położy kres protestom „żółtych kamizelek", ale także pozwoli dzięki kilku śmiałym reformom odbudować katastrofalne sondaże poparcia dla głowy państwa przed wyborami za dwa i pół roku.

Jednak gdy jeden ze współpracowników poinformował Macrona, że ikoniczna iglica Notre Dame, dzieło słynnego XIX-wiecznego architekta Eugene'a Violleta-le-Duca, jest nie do uratowania i za chwilę runie (stało się to o 19.53), prezydent zrozumiał, że cały jego plan nie ma już sensu. Odwołał wystąpienie i z żoną Brigitte udał się pod katedrę.

Bo też we francuskiej psychice nie ma budynku, który lepiej utożsamia tożsamość narodu niż 856-letnia świątynia: przetrwała zasadniczo w oryginalnym stanie do naszych czasów i była świadkiem kluczowych wydarzeń w dziejach królestwa, republiki i cesarstwa.

Około 20.30, stojąc już przed płonącą katedrą, wyraźnie przybity Macron rzucił do otaczających go osób: „na naszych oczach ginie część nas samych".

20 bohaterów

Prezydent zamierzał w tym niezwykłym momencie zwrócić się ze słowami otuchy do narodu. Nie tylko emocje go od tego odwiodły. Laurent Nunez, wiceszef MSW, ostrzegł Macrona, że za chwilę może zdarzyć się najgorsze: upadek jednej lub obu dzwonnic, anihilacja bezcennych, XIII-wiecznych rozet i wielkich organów, których budowa rozpoczęła się jeszcze w XIV. To był moment, gdy 400 strażaków walczyło z ogniem, który podniósł temperaturę w katedrze do 800 stopni Celsjusza. Przez chwilę komendant paryskiej straży pożarnej rozważał, czy nie pójść za radą Donalda Trumpa i użyć samolotów do zraszania katedry, ale z uwagi na ryzyko jeszcze większych zniszczeń, stanęło na użyciu 18 wozów, które czerpały wodę bezpośrednio z sąsiedniej Sekwany.

Nazajutrz, w trakcie konferencji prasowej, Nunez przyznał, że tylko kwadrans dzielił od całkowitego rozpadu katedry: upadku sklepienia północnej dzwonnicy, a być może środkowej rozety i dzwonnicy południowej. W akcie wyjątkowego heroizmu grupa 20 strażaków weszła jednak do północnej dzwonnicy, aby powstrzymać żywioł nadchodzący z tylnej części świątyni. Jak się okazało, z sukcesem.

Dopiero chwilę przed północą Macron, który raz jeszcze wrócił pod Notre Dame, mógł ogłosić, że „udało się uniknąć najgorszego" i zapowiedzieć „zbiórkę narodową i międzynarodową" na rzecz odbudowy zabytku.

– Odbudujemy tę katedrę wszyscy razem – zapowiedział prezydent, kierując jednocześnie „specjalne myśli" do katolików Francji.

Środków nie powinno zabraknąć. Do wtorku udało się zebrać już blisko miliard euro: François Pinault, potentat handlowy, przekazał na ten cel 100 mln euro, rodzina Arnault, do której należy m.in. Christian Dior, 200 mln euro; rodzina Bettencourt, do której należy L'Oréal – 200 mln euro. Kolejne 100 mln euro zadeklarował gigant naftowy Total.

Ale nawet największe pieniądze nie wystarczą, aby zrekompensować zniszczenia. Patrick Chauvet, rektor katedry, przyznał ze łzami w oczach, że na odbudowę Notre Dame będzie trzeba „dziesięcioleci". Gabriel Plus, rzecznik strażaków, nie ukrywał, że „straty są kolosalne".

W trakcie ośmiogodzinnej walki z żywiołem strażacy musieli podejmować dramatyczne decyzje, co ratować z bezcennego dziedzictwa katedry. Udało się przenieść do sąsiedniego ratusza Paryża Koronę Cierniową, którą przed śmiercią na krzyżu rzymscy żołnierze mieli położyć na głowie Chrystusa, a także tunikę, którą miał nosić Święty Ludwik. Udało się też wynieść wszystkie przedmioty przechowywane w skarbcu świątyni. Ale szereg innych relikwii, jak fragment Krzyża Świętego czy szczątki patronki Paryża Świętej Genowefy, przechowywane w iglicy, zginęły bezpowrotnie. Podobnie jak dziesiątki obrazów, które od setek lat co roku przekazywał Notre Dame lud Paryża.

Wiadomo, że potworna temperatura stopiła mniej cenne, XIX-witraże. Ale los tych najcenniejszych, XIII-wiecznych, nie jest jeszcze przesądzony: naukowcy będą mogli podjąć odpowiednie badania, dopiero gdy straż pożarna ostatecznie wykluczy możliwość odrodzenia się płomieni. Na razie wygląda na to, że przynajmniej jedna z trzech rozet będzie musiała zostać rozebrana i złożona na nowo. Nie jest też jasne, na ile tak wielki pożar, pierwszy w ciągu blisko dziewięciu wieków istnienia katedry, przetrwają mury budynku.

Trudne pytania

Pożary wielkich zabytków świata jak Muzeum Narodowego w Rio de Janeiro w ub.r. czy zamku w Windsor w 1992 r. zawsze inicjowały debatę na temat skandalicznych niedociągnięć państwa (w Brazylii wyszły na jaw fundamentalne braki w zabezpieczeniach przeciwpożarowych, w Wielkiej Brytanii okazało się, że królowa nie ubezpiecza należących do niej bezcennych kolekcji).

Przed Francją też stają teraz trudne pytania. Przede wszystko to, dlaczego w kraju, który czerpie z turystyki 80 mld euro rocznie, najwięcej z całego świata, przez tyle lat nie było funduszy na zabezpieczenie najbardziej odwiedzanego ze wszystkich (13 mln osób rocznie) zabytku? Na razie, jak wskazuje BBC, wiadomo tylko, że Kościół katolicki zwrócił się w ubiegłym roku do państwa o uruchomienie dodatkowych funduszy na zabezpieczenie katedry, co wreszcie pozwoliło na rozpoczęcie długo oczekiwanego remontu. Jednak w kraju, gdzie od 1905 r. wszystkie budynki kościelne należą do państwa, pożary świątyń zdarzają się często.

Julien Le Bras, przedstawiciel firmy Europe Echafaudage, która była odpowiedzialna za remont katedry, powiedział, że żaden z jej 12 robotników nie znajdował się na budowie, gdy wybuchł ogień. Jego zdaniem wszystkie normy bezpieczeństwa były respektowane, ale to prokuratura kryminalna rozstrzygnie, czy to prawda. Le Bras przyznał też, że jego firma przeprowadziła remont Luwru i kolumny na placu Vendome w Paryżu.

Pożar Notre Dame całkowicie zmienia też dynamikę polityczną we Francji.

– Na krótką metę to jest korzystne dla Macrona, bo spycha na dalszy plan ruch „żółtych kamizelek". Protesty będą trwały dalej, ale opinia będzie zajęta czymś innym – mówi „Rz" Chantal Delsol, wybitna francuska intelektualistka.

W przemówieniu, które zamierzał wygłosić Macron, miał zapowiedzieć indeksację emerytur, obniżenie podatku PIT, decentralizację struktur państwa, łatwiejszy system emerytur. A więc szereg kosztownych dla budżetu zmian, na które tak naprawdę nie stać państwa, ale które wychodzą naprzeciw oczekiwaniom „żółtych kamizelek", bo zwiększają moc nabywczą Francuzów. Teraz, być może, prezydent się od tego powstrzyma.

Ale Delsol ostrzega: z powodu rozedrgania opinii publicznej do końca kadencji Macron będzie bał się wprowadzić nowe reformy strukturalne, absolutnie niezbędne dla przełamania kryzysu państwa.

To by źle wróżyło przyszłości kraju.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA